Partia armia
Po wojnie Ukraińcy zrzucą mundury. I co dalej? Weteranów będą miliony, system jest zepsuty
Po ciężkiej zimie okopy toną w rozmiękłym błocie. Żołnierze, kiedy nie strzelają, nie kryją się przed rosyjskimi ostrzałami i dronami, rozmawiają. Okopy uwielbiają mówić o polityce, zawsze z potężną dawką sarkazmu: – Dowódco, mówią, że będą wybory. – Kiedyś na pewno. – Jak będziemy głosować, skoro od pół roku siedzimy w okopie? – Przez radiostację! – I kto będzie na liście? – Tylko Zełenski! – Ach, to nam ułatwia sprawę. Dialog miał miejsce w zeszłym tygodniu w obwodzie charkowskim, pod Kupiańskiem, gdzie trwają ciężkie walki o miasto.
System
Pytanie, czy gdy wszystko się skończy, „okopy” nie zechcą wyjść z loży szyderców i włączyć się do politycznego procesu. W sumie byłoby to bardzo logiczne. – Przecież Siły Zbrojne Ukrainy składają się dziś w przeważającej mierze z ludzi, którzy wcześniej byli cywilami. Większość z nich najpewniej będzie chciała wrócić do zwykłego życia, którego częścią jest polityka. A autorytet osób, które walczyły na froncie, będzie bardzo wysoki w pierwszych powojennych wyborach – tłumaczy w rozmowie z POLITYKĄ Serhij Tachmazow, oficer służący na Donbasie, w cywilnym życiu dziennikarz i reżyser.
W ukraińskim rządzie jest ministerstwo ds. weteranów. Według szacunków resortu, gdy zakończy się wojna, liczba weteranów oraz ich rodzin będzie się wahała między 5 a 6 mln osób. To blisko jedna szósta populacji. Ministerstwo konstruuje więc państwowy program, który ma obejmować rehabilitację medyczną, psychologiczną, zapewnienie mieszkania, edukację, zatrudnienie oraz rozwój przedsiębiorczości wśród zdemobilizowanych.
– Program będzie działał, jeśli politycy nie rozkradną pieniędzy, czyli szanse są niewielkie – mówi Wasyl, który od 2023 r.