Ja, dezerter
Dezerterów z rosyjskiej armii są tysiące. Wśród nich Ilia. „Rozebrali mnie do naga i przywiązali do drzewa”
Dezerterów z rosyjskiej armii liczy się w dziesiątkach tysięcy. Wywiad wojskowy Ukrainy rok temu opublikował 36 tys. nazwisk rosyjskich żołnierzy, wobec których toczą się sprawy karne związane z dezercją lub samowolnym opuszczeniem oddziału. Podobne listy wyciekają z rosyjskich okręgów wojskowych i dużych jednostek. Stworzone na tej podstawie szacunki mówią o blisko 50 tys. dezerterów. Ilia Stanisławowicz Jełochin jest jednym z nich.
Czytaj też: Listonosz śmierci. „Z przykrością informuję, że pani mąż…”. Tak wygląda wojna daleko od frontu
Samowolka
Kiedy wybuchła wojna, miał 31 lat. Mieszkał na Uralu, w 60-tysięcznym Kungurze. Nauczyciel nauczania początkowego, a po godzinach człowiek artystyczny: model, tancerz, autor piosenek w stylu rap. Jedna z nich była sprzeciwem wobec wojny: „Niech będzie przeklęta wojna, każdy, kto ją zaczął, niech będzie przeklęty Putin”. Takich władze najbardziej lubiły posyłać w okopy. Być może dlatego już we wrześniu 2022 r. dostał wezwanie. Uważał jednak, że jest bezpieczny, bo miał zaświadczenia, że nie nadaje się do wojska: astma i choroba nerek.
Mimo to oficerowie z komisji uzupełnień przyjeżdżali do domu rodziców, gdzie nie mieszkał, ale był zameldowany. Ojciec był za tym, by Ilia sam się zgłosił: „Musisz, synku, bronić ojczyzny!”. Ale Ilia żył jak dawniej, ożenił się nawet z przypadkowo poznaną, starszą o 18 lat Eleną.
Ilia mówi, że między nimi zaiskrzyło, ale przyznaje, że był też inny motyw: – Chciałem w końcu mieć żonę, bo w mieście już o mnie gadali.