Połączenia kontrolowane
Putin ostro wziął się za internet. Kreml wiele ryzykuje, bo gniew Rosjan w sieci bywa srogi
Fiodor, menedżer w firmie mediowej w Moskwie, wracał w środku nocy z imprezy: – Chciałem wezwać taksówkę przez aplikację w komórce, ale okazało się, że sieć nie działa. Noc chłodna, więc pomyślałem o naszej rosyjskiej władzy w sposób mocno niecenzuralny. Dobrze zarabiający, należący do wyższej klasy średniej mężczyzna mówi, że obecna sytuacja przypomina mu późny Związek Sowiecki. Państwo było wówczas niby supermocarstwem, ale na półkach sklepowych brakowało mięsa, a przemysł nie był w stanie wyprodukować dżinsów.
– Teraz jest podobnie. Z naszej perspektywy zeszły rok był dla Władimira Putina zwycięski. Rosjanie zobaczyli, jak ich lider spotyka się z Donaldem Trumpem. Uwierzyli, że wygranie wojny jest tylko kwestią czasu. I nagle okazuje się, że nie można zamówić pizzy przez aplikację w telefonie! Nie dajemy rady z pizzą, a chcemy wpływać na losy świata? – pyta Fiodor.
Jego zdaniem reżim Putina zupełnie bez sensu strzelił sobie w stopę. Ale Fiodor może się mylić, bo Kreml dobrze zaplanował operację wyrywania Rosjan ze światowego internetu.
Ofensywa
Pomysły wzięcia sieci pod kontrolę powracają w Rosji od lat. Jednak dopiero w ostatnim czasie Kreml zaczął odnosić znaczące sukcesy. Pierwsze masowe wyłączenia mobilnego internetu (generuje on większość ruchu) zaczęły się w połowie zeszłego roku. Trwała majówka, gdy w dziesiątkach regionów padła sieć. Potem zaczęło się to powtarzać.
Jak to wygląda w praktyce? – Okresowo zanika sygnał w komórce, zarówno możliwość dzwonienia, jak i internet. Dzieje się to mniej więcej raz–dwa razy w tygodniu, na kilka godzin albo minut. Jakość połączeń głosowych spadła kilkakrotnie w porównaniu z okresem sprzed wojny – relacjonuje mieszkanka Irkucka.