Węgry wracają
Węgry wracają. Magyar zmiótł Orbána, ale to dopiero początek. Musi rozbić jego mafijne kryptopaństwo
Spełnił się najbardziej optymistyczny scenariusz opozycji. Nowy rząd będzie mógł zmienić konstytucję, zdemontować system Viktora Orbána i uczynić Węgry na powrót krajem praworządnym i demokratycznym. A wszystko to dzięki niezwykłej charyzmie lidera opozycji, wyjątkowej mobilizacji społeczeństwa, zwłaszcza młodych wyborców, i rekordowej, niemal 80-procentowej frekwencji. Węgry wracają do Europy.
Orbán już w niedzielę wieczorem uznał swoją porażkę i pogratulował Magyarowi. „Będziemy służyć naszemu krajowi nawet w opozycji” – powiedział w centrum konferencyjnym Bálna na lewym brzegu Dunaju. Wcześniej rzecznik prasowy jego rządu Gergely Gulyás stanowczo odrzucił sugestie, jakoby rząd miał się sprzeciwić woli narodu, a związany z Fideszem prezydent Tamás Sulyok oświadczył, że wybory przeprowadzono prawidłowo. – Polski ekspres dojechał na Węgry – mówi mi znany komentator polityczny András Vágvölgyi. – Mamy Warszawę w Budapeszcie.
Tisza będzie mieć 138 posłów w 199-osobowym parlamencie, Fidesz zaś – 55. Do parlamentu weszła też skrajnie prawicowa Moja Ojczyzna (Mi Hazánk), która zdobyła 6 mandatów. Premierowi nie pomogło poparcie ze strony Trumpa ani ubiegłotygodniowa wizyta wiceprezydenta USA J.D. Vance’a w Budapeszcie. – Węgrzy nie interesują się sprawami zagranicznymi, a Trump nie jest dla nich żadnym autorytetem – uważa Vágvölgyi. Zdaniem wielu ekspertów poparcie Waszyngtonu wręcz zaszkodziło Orbánowi.
Czytaj też: