Kropla drąży galon
Trump niezatapialny. Jak wiele jeszcze musi zepsuć guru, by stracić swoich wyznawców?
Dziesięć lat temu Donald Trump – wówczas kandydat na prezydenta – powiedział, że nawet gdyby zastrzelił kogoś na Piątej Alei, czyli najbardziej reprezentacyjnej ulicy Manhattanu, to i tak nie straciłby poparcia. I faktycznie coś w tym jest.
Jeśli spojrzeć na bieżące uśrednione sondaże, Trump jest pozytywnie oceniany przez 38 proc. Amerykanów, a negatywnie przez 58 proc. (średnia badań z „The Economist”, „The New York Times”, Reuters, radia NPR i ośrodka Pew Research Center). Jednak popularność netto rzędu minus 20 proc. nie jest w Stanach Zjednoczonych żadnym ekstremum. Bywało gorzej. W czerwcu 2024 r. po koszmarnym występie w debacie prezydenckiej Joe Biden miał wynik minus 20,5 proc. netto. Podczas pierwszej kadencji Trump już po pół roku rządów osiągnął minus 21 proc. netto. Odchodził z Białego Domu z wynikiem minus 19 proc. A było to, przypomnijmy, dwa tygodnie po szturmie jego zwolenników na Kapitol.
Obama w najgorszym momencie był akceptowany przez 40 proc. Amerykanów, Jimmy Carter – przez 28 proc., Ronald Reagan – 35 proc. Bill Clinton, który dał Amerykanom kilka lat prosperity i zrównoważył budżet (co z dzisiejszej perspektywy wydaje się dziką fantazją), zanotował spadek do 37 proc. akceptacji, a pokonany przez niego prezydent George H.W. Bush – do 29 proc. (sondaże Gallupa). Wszyscy ci prezydenci są oceniani przez historyków raczej dobrze lub nawet bardzo dobrze, ale – jeśli spojrzymy na liczby – wypadają gorzej niż Trump!
Czytaj też: Przyczajony Xi, niestabilny Trump
Nie myślę o Amerykanach
A przecież obecny prezydent robi wszystko, co się da – a nawet więcej – żeby zniechęcić do siebie Amerykanów.