Car prysł
Car prysł. Putin jest dużo słabszy, niż myślicie. Utrata poczucia siły może wywołać paniczną agresję
Władimir Putin z gołym torsem siedzący na koniu. Albo łowiący ryby w rzece, też z gołą klatą. Przez długie lata wizerunek prezydenta Rosji definiowały tego rodzaju zdjęcia. W pamięci Zachodu mógł też utrwalić się Putin na drzewie, kontemplujący świat. Albo zrobione przy innych okazjach fotografie przywódcy Rosji obok zastrzelonego tygrysa. Lub w batyskafie, celującego z karabinu czy uprawiającego dżudo.
Przekaz rosyjskiej propagandy był prosty: demokracje są słabe i „zniewieściałe”, a Putin to siła i macho. Zachodnie media publikowały tego rodzaju zdjęcia niby z przymrużeniem oka, ale też z przepełnioną orientalizmem fascynacją. A bywało, że i z podziwem albo strachem. Jednak w ostatnich miesiącach w tej rosyjskiej maszynie coś się zacięło i w zachodnich narracjach doszło do przewrotu.
Spektakularnym objawem stały się medialne relacje z dorocznej Parady Zwycięstwa. Pod rządami Putina rocznica zakończenia drugiej wojny światowej stała się najważniejszym świeckim świętem. Prezydent Rosji wykorzystywał obchody, aby mobilizować rodaków do walki ze współczesnym nazizmem, czyli – jak przekonuje – z Ukrainą i wspierającym ją Zachodem. Defilady były też okazją do projekcji siły, świat miał podziwiać i bać się najnowszych czołgów, samolotów i pocisków.
W tym roku na Placu Czerwonym nie było ciężkiego sprzętu, rakiety Putin oglądał na telebimach. Co więcej, w jego otoczeniu niemal nie było zagranicznych przywódców, co sygnalizowało, że zdjęcia z Putinem i możliwość pogawędki z przywódcą Rosji mocno straciły na wartości. Tym bardziej że dla wielu zaprzyjaźnionych liderów ryzyko stało się zbyt wysokie – zagraniczne media rozpisywały się o tym, że Ukraińcy potrafią już trafić w cele nawet 2 tys. km w głąb Rosji. A Moskwa jest znacznie bliżej.