1552. dzień wojny. Czy mamy się w Europie bać Orieszników? Tak to wymyślili rosyjscy stratedzy
Stało się coś niezwykle dziwnego. Wszystko na to wskazuje, choć sprawa jest nadal mocno tajemnicza, że Rosjanie odpalili wczoraj nie jeden pocisk Oriesznik, ale dwa. Tyle że jeden z nich oddzielił sześć swoich głowic, a właściwie ich gabarytowo-masowe makiety, mniej więcej na północny wschód od Doniecka, w okolicach Awdijiwki. Jeśli leciał w stronę Kijowa, przemachnięcie było spore. Musiało dojść do jakiejś awarii, bo owszem, pociski balistyczne średniego i dużego zasięgu (interkontynentalne i międzykontynentalne), przenoszące głowice jądrowe i polegające głównie na autonomicznych bezwładnościowych układach nawigacyjnych, nie mają największej dokładności, ale błąd jest liczony w setkach metrów, a nie kilometrów.
Niewykluczone, że celem był jednak Kijów. Ale trafienie w swój teren to kompletny blamaż. W Ukrainie już krążą memy, że zaciął się Rosji programator od pralki. Rosjanie pozyskują mikroczipy i inne elementy z utylizowanej elektroniki i sprzętu AGD, używając tego „odzysku” głównie w głowicach pocisków, skoro ich praca i tak jest „jednorazowa”.
Notabene wczorajsze silne uderzenie było skierowane na wiele ważnych obiektów w ukraińskiej stolicy: ucierpiały budynek resortu spraw zagranicznych, gabinet ministrów, Narodowe Muzeum Sztuki, a także Muzeum Czarnobylskie i targ Łukianowski. Oficjalnie był to odwet za atak na ośrodek szkolenia operatorów dronów Centrum Rubikon w Starobielsku. Rosyjska propaganda twierdzi, że w internacie spali uczniowie w wieku 14–18 lat, choć na liście poległych są mężczyźni 19–21-letni. Sami drugoroczni czy jak?
Ostatniej doby ukraińskie drony zaatakowały terminal naftowy Tamanneftegaz w Kraju Krasnodarskim i bazę morską w Noworosyjsku; oberwała stara fregata „Pytliwyj” typu 1135M Burewestnik i poduszkowiec rakietowy typu Siwucz (w kodzie NATO: Bora).