Apacz vs Szahid. Dziwna wojna USA z Iranem pokazała kolejny technologiczny skok
Ten „rozejm” jest dziwniejszy od każdej dziwnej wojny, jaką znamy z historii. Co kilka dni przerywają go ostrzeżenia, groźby i wymiana ognia, nawet z użyciem broni, która oznacza po prostu wznowienie wojny na pełną skalę. A jednak Waszyngton upiera się, że wojny z Iranem nie prowadzi, prezydent Donald Trump mówi, że dawno ją wygrał, a sekretarz stanu Marco Rubio, że się skończyła. Iran, niezmiennie, mówi o prawie do obrony i odstraszania u własnych granic, co od czasu do czasu udowadnia – będąc zdaniem Trumpa kompletnie na kolanach. Mało tego, potrafi boleśnie ugodzić oddalony o tysiąc kilometrów Izrael, który bezpardonowo realizuje swoją politykę stref buforowych na terytorium Libanu.
Właśnie jesteśmy w trakcie kolejnej przerwy w rozejmie, którego końca nikt nie ogłosił, lub wznowienia wojny, której nikt na nowo nie chce zaczynać. W ciągu kilku ostatnich dni Teheran i Tel Aviv wymieniły uderzenia rakietowo-lotnicze, a Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki z powietrza na południu Iranu, po których ten odpowiedział wystrzeleniem rakiet i dronów na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej i na Bliskim Wschodzie.
Biorąc pod uwagę nasilenie agresji, to najpoważniejsze naruszenie rozejmu od jego ogłoszenia w kwietniu.
To wydarzenie przejdzie do historii
Kilkadziesiąt godzin temu Stany Zjednoczone przyznały, że Iran strącił ich śmigłowiec bojowy Apacz patrolujący przestrzeń nad