Czarny deszcz
Dymy nad Moskwą. Wojna coraz bardziej zagląda Rosjanom w okna. Skoro wygrywamy, to czemu jest tak źle?
W Rosji w piątym roku wojny żyje się coraz trudniej. Wzrosły ceny, brakuje benzyny, w miastach alarmy przeciwlotnicze są codziennością. Entuzjazm minął, ale ludzie ciągle się cieszą, że „Ukraińcy dostają łupnia”. Za to przedstawiciele elity w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że przestają rozumieć, o co chodzi Władimirowi Putinowi.
Tatiana Iwanowna: – Myślałam, że ma się na burzę. Niebo ciemne, jakby zasnute chmurami. Potem poczułam dziwny zapach. Zaczęłam się nawet trochę dusić. To, co 79-letnia emerytka, mieszkanka Permu, wzięła za letnią burzę, było skutkiem ataku ukraińskich dronów na pobliską rafinerię. – Poszłam do sklepu – opowiada Tatiana. – Towar drogi. Z emerytury mogę sobie pozwolić na coraz mniej. Mówię do sąsiada: „W mieście pożar, w portfelu pustki. Może czas kończyć tę wojnę?”. Sąsiad odpowiedział, że przecież Rosja wygrywa na wszystkich frontach: „Zwyciężymy Ukrainę i wszystko to będzie nasze”. – Nasze? – zdziwiła się Tatiana. – Myślisz, że będą nam za darmo rozdawali działki pod Kijowem?
Wątpliwości Tatiany są raczej odosobnione. Większość mieszkańców jej osiedla jest za wojną. W zeszłym roku ktoś doniósł na milicję, że emerytka zajmuje niezbyt patriotyczne pozycje. Przeprowadzono z nią rozmowę, innych konsekwencji nie było.
Czytaj też: 1577. dzień wojny. Potężny atak powietrzny na Moskwę. Internet śmieje się do rozpuku
Pożar
Z Ukrainy do leżącego na Uralu Permu jest ponad 1,5 tys. km. Mimo tej odległości miasto przestało być bezpieczne.