Milczący Kongres
Milczący Kongres USA. Oddali władzę Trumpowi, ojcowie założyciele byliby zbulwersowani
MATEUSZ MAZZINI: – Gdyby ojcowie założyciele amerykańskiej republiki spojrzeli na nią dzisiaj, rozpoznaliby po 250 latach swoje dzieło?
ERIC NELSON: – Gdyby spojrzeli na bieżące działania naszego rządu, byliby całkowicie zbulwersowani posunięciami obecnego prezydenta. Zacznijmy jednak od tego, że nigdy nie istnieli ojcowie założyciele rozumiani jako spójna grupa ludzi o wspólnych celach i założeniach względem amerykańskiej państwowości. To byli zróżnicowani ludzie o bardzo odmiennych poglądach i zupełnie innych obawach o przyszłość. Jako monolit wykreowaliśmy ich my sami, późniejsze pokolenia.
Mimo wszystko łączył ich jeden konkretny cel ustrojowy: pragnienie, by zapobiec tyranii, zablokować drogę do jednowładztwa. Dlatego interesuje mnie, co powiedzieliby o dzisiejszej władzy wykonawczej w USA.
Panuje przekonanie, że James Madison, Alexander Hamilton i inni twórcy republiki wierzyli, że tworzą projekt, który jest odporny na ludzkie błędy – i po prostu na ludzką głupotę. Nie zgadzam się z tym punktem widzenia. Nie uważam, że byli przekonani o nienaruszalnej wytrzymałości tworzonego przez siebie systemu. Immanuel Kant mówił kiedyś, że państwo powinno wytrzymać „diabła na każdym stanowisku” – nie sądzę, by twórcy państwa amerykańskiego tak patrzyli na swoje dzieło. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem byli przekonani, że państwo to przetrwa tylko w przypadku, gdy najważniejsze funkcje pełnić w nim będą ludzie o bardzo konkretnym rysopisie moralnym: opanowani, powściągliwi i skromni. Dlatego sądzę, że gdyby popatrzyli na to, co dzieje się dzisiaj z amerykańskim rządem federalnym, byliby bardzo mocno zaniepokojeni. Mieliby problemy z wytłumaczeniem sobie większości procesów, które by dziś zobaczyli.