Psy wojny 2.0
Psy wojny wracają do łask. Rosja skrupułów nie ma, najemnicy zmieniają oblicze frontu
Według słownika PWN najemnicy to „żołnierze służący w obcym wojsku za pieniądze”. W późnym średniowieczu stanowili trzon wielu armii europejskich i tworzyli najbardziej bitne oddziały. Z pól bitewnych zaczęli jednak znikać w XIX w., wraz z rozprzestrzenianiem się idei narodowej i zwrotem w kierunku armii obywatelskich. W ostatnich dekadach najemnicy to głównie fenomen konfliktów postkolonialnych. Ich obraz – jako białych profesjonalistów walczących w Afryce – ukształtował m.in. Frederick Forsyth w czerpiącej szeroko z rzeczywistości powieści „Psy wojny”. Teraz psy wojny wracają do łask za sprawą wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Drapieżna rekrutacja
Na tym froncie obcokrajowcy walczą – po obu stronach – już od 2014 r. Początkowo byli jednak mniej liczni i bardziej doświadczeni. Częściej kierowała nimi idea (heroiczna walka Ukraińców o przetrwanie) lub ideologia (szczególnie skrajnie prawicowa) niż pieniądze. Od tamtej pory oba walczące państwa tylko zwiększają swoje oddziały zaciężne, i w tej rywalizacji Kreml wyraźnie przoduje. Ukraińskie służby twierdzą, że od 2022 r. w rosyjskiej armii walczyło co najmniej 27 tys. obcokrajowców, i podkreślają, że to zaniżone szacunki. W 2026 r. Moskwa zamierza zwerbować rekordową liczbę 18,5 tys. obcokrajowców. W rosyjskich szeregach walczyło też ok. 14 tys. żołnierzy z Korei Północnej.
– Nie jest to główna siła rosyjskiej armii, ale ma swoje znaczenie – również z perspektywy Polski i innych krajów europejskich. Rekrutacja najemników wspiera rosyjską agresję i może zapowiadać eskalację wojny na inne europejskie kraje – mówi Maria Tomak, ukraińska działaczka na rzecz praw człowieka związana z organizacją Truth Handout i współautorka raportu „Bojownicy, najemnicy czy ofiary handlu ludźmi?