1667. dzień wojny. Rosja znów testuje Polskę. Agenci są równie groźni jak drony
Rosjanie ponownie uderzyli w obiekty w Ukrainie w pobliżu polskiej granicy, m.in. w stację benzynową pod Jagodzinem. Do ataku użyli odrzutowego drona, trudniejszego do zestrzelenia. Przez pewien czas maszyna leciała wprost w kierunku Polski. Wysłane na przechwycenie F-16 z Łasku otrzymały więc zgodę na przekroczenie prędkości dźwięku, przypuszczalnie na wysokości poniżej 10 tys. m. To właśnie dlatego mieszkańców terenów na południe od osi Łódź–Warszawa zaskoczył głośny huk.
W niektórych powiatach województw lubelskiego i podkarpackiego uruchomiono alarmy przeciwlotnicze, a w części szkół w Rzeszowie ewakuowano dzieci do szatni znajdujących się w podziemnych częściach budynków.
Rosyjskie pociski i drony leciały również w kierunku Lwowa, Łucka, Włodzimierza Wołyńskiego, a także Krzywego Rogu, Zaporoża, Dnipra i Kijowa.
Ukraińskie drony ponownie zaatakowały rafinerię Sławnieft-Janos w Jarosławiu, na północny wschód od Moskwy, oraz lotnisko Rostów Centralny, gdzie stacjonowały samoloty bojowe. Atakowano również inne obiekty pod Taganrogiem i w rejonie Rostowa.
Władimir Putin przedstawia wybory do Dumy Państwowej jako swoiste referendum w sprawie wojny w Ukrainie. Wyjątkowa waga, jaką przykłada do głosowania, oraz płomienne przemówienia mogą świadczyć o walce frakcji w jego własnej partii i niepewności co do jej dalszego kursu. Wiadomo, że większość zdobędzie Jedinaja Rossija, ale nie wiadomo, która z partyjnych frakcji będzie górą: poplecznicy Putina i zwolennicy kontynuowania obecnych działań czy „siłowicy”, którzy mogą naciskać na bardziej radykalne kroki, by osiągnąć zwycięstwo w Ukrainie.