Prawa ręka ojca
Prawa ręka ojca. Bolsonaro junior idzie po władzę w Brazylii
Niemal wszystkie sondaże zawiodły. Pierwszą turę wyborów prezydenckich w Brazylii miał wygrać urzędujący przywódca, legenda latynoamerykańskiej lewicy, Lula da Silva. Różnicę „na żyletki” przewidywano dopiero w drugiej turze, która odbędzie się w najbliższą niedzielę. Zwycięstwo ultraprawicowca Flavia Bolsonaro już w pierwszej turze zostawiło Luli niewielkie szanse na odwojowanie wyniku.
Ostatnią deską ratunku dla lidera lewicy są ci, którzy nie głosowali w pierwszej odsłonie. Frekwencja wyniosła 79 proc. i w polskiej optyce wydaje się wysoka, ale w Brazylii głosowanie jest obowiązkowe – tam uznano ją za niską. Jeśli Luli uda się przeciągnąć na swoją stronę zdecydowaną większość nieobecnych, wciąż będzie mieć szansę. Potrzebuje cudu i w polityce takie cuda czasem się zdarzają. Ale rzadko.
Człowiek klanu
Wiele wskazuje na to, że nowym prezydentem Brazylii zostanie 45-letni Flavio Bolsonaro. Tę kandydaturę, jak głosi wieść, narzucił obozowi ultraprawicowców jego ojciec Jair, były prezydent, który odsiaduje w areszcie domowym wyrok 27 lat pozbawienia wolności za próbę zamachu stanu po przegranych wyborach w 2022 r. Stary Bolsonaro, nieufający nikomu, chciał mieć pewność, że jeśli jego obóz polityczny wróci do władzy, on będzie mieć nadal wpływ na bieg spraw. Początkowo sondaże nie dawały szans jego synowi. Uważano, że forsując kandydaturę Flavia, senior Bolsonaro przedkłada interesy klanu rodzinnego ponad interes obozu politycznego. Jednak wydarzenia potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami i klanu, i obozu.
Flavio ma opinię najbardziej umiarkowanego w rodzinie. Nie demonstruje sympatii do dawnej dyktatury wojskowej, nie popisuje się seksistowskimi i rasistowskimi wypowiedziami, z jakich słynął ojciec; w porównaniu z nim i z braćmi jest istnym gołąbkiem, przynajmniej tak się prezentuje.