Niemcy zainwestują w energię nuklearną

Comeback atomu
Niemiecka opinia publiczna powoli zmienia zdanie na temat, który zdawał się być na dobre omówiony trzydzieści lat temu.

Po awarii w Czarnobylu prawie żaden kraj nie stawiał na energię nuklearną, nawet biznes nie wierzył, że jest dla niej jakaś przyszłość. Dziś ta nadal niepopularna technologia przeżywa nieoczekiwany comeback.

Eko atom?

W 2000 roku Gerhard Schröder i jego zielono-espedowska koalicja uzgodnili, że do roku 2020 zamkną wszystkie elektrownie jądrowe w Niemczech i zamiast tego poważnie zainwestują w odnawialne źródła energii. Jednak uwadze Niemców nie umknęło, że w międzyczasie nie tylko wschodzące gospodarki azjatyckie i Wschodnia Europa, ale także Stany Zjednoczone i Wielka Brytania planują budowę nowych reaktorów atomowych. Obecna koalicja rządząca w Niemczech wydaje się coraz bardziej podzielona w sprawie atomowej. Kanclerz Angela Merkel i inni wpływowi politycy CDU zaczęli krytykować konsensus, pytając, czy największa gospodarka Europy może sobie pozwolić na zamkniecie wszystkich elektrowni jądrowych w momencie, kiedy inni wracają do energii atomowej jako ratunku przed coraz droższą ropą i gazem. Niemcy stoją przed dylematem: z jednej strony obowiązuje międzypartyjna umowa o wygaszaniu reaktorów, z drugiej nad politykami wisi zobowiązanie do 40-procentowej redukcji emisji C02 do roku 2020.

W lipcu Der Spiegel rozpoczął nową debatę nad polityką energetyczną Niemiec. Inne media poszły śladem tygodnika. Niemiecka opinia publiczna powoli zmienia zdanie na temat, który zdawał się być na dobre omówiony trzydzieści lat temu.

Dwutlenek kontra uran?

Najwięcej do stracenia mają w tej debacie Zieloni, najmniejsza partia opozycyjna. Jak na ironię, wskrzeszenie sprawy może pomóc im w nadchodzących wyborach, mobilizując wyborców o silnych antynuklearnych przekonaniach. Są małe szanse, by Zieloni całkowicie przedefiniowali swoją pozycję - bo to właśnie oni zapoczątkowali antynuklearny ruch ekologiczny na przełomie lat lat 70. i 80., kiedy aktywiści ścierali się z policją i przypinali się łańcuchami w proteście. Zmieniając zdanie, Zieloni wyrzekną się ważnej części własnej tożsamości.

Dochodzą jednak sygnały, że podzieleni są i Zieloni, i antynuklearni socjaldemokraci. W poniedziałek z partii Zielonych wystąpiła Margareta Wolf, była parlamentarzystka i rzecznik partii. W oficjalnym oświadczeniu podała, że zrywa z partią z powodu jej nieprzejednanego stanowiska, które zakłada jednoczesne wygaszanie reaktorów i zamrożenie budowy nowych elektrowni węglowych. "Moja partia wmanewrowała się w strategiczny pas, z którego może wyjść tylko, jeśli powróci do obiektywnej, nieuromantycznionej dyskusji i otworzy się na dialog, nie odżegnując od czci i wiary odmiennych poglądów".

Zieloni muszą odpowiedzieć na pytanie jak wypełnić lukę w zapotrzebowaniu na energię, kiedy czynnych reaktorów będzie coraz mniej. Elektrownie jądrowe produkują obecnie jedną czwartą elektryczności w kraju. Plan Zielonych zakłada, że mniejszą ilość reaktorów skompensuje większa efektywność zużycia energii. Ale trudno im będzie w ciągu roku przekonać elektorat, że ta wizja jest realistyczna. Muszą uzyskać poparcie większych partii, gdy tymczasem tradycyjny sojusznik SPD sam zajęty jest wewnętrzną debatą na ten temat.

Going retro?

Podczas gdy politycy ustalają stanowiska, firmy planują budowę kilku nowych elektrowni węglowych. Eksperci ostrzegają przed konsekwencjami dla środowiska - czyste technologie nie są jeszcze gotowe do ostatecznego wdrożenia. "To rezygnacja z polityki klimatycznej", narzekają niektórzy.

Politycy nadal nie zmienili kursu. Ale właśnie trwa rewizja antynuklearnej obietnicy, która była powodem dumy wielu Niemców. Tymczasem na sile zaczyna przybierać opozycja przeciwko elektrowniom węglowym - następczyni ruchu antynuklearnego z lat 70. i 80. Nowy trend może odmienić polityczny pejzaż Niemiec w wyborach w 2009 roku.



Na podstawie:

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj