Benedykt na Bliskim Wschodzie

Co zapamiętamy z tej pielgrzymki
Dla chrześcijan i żydów odwiedziny w meczetach nie mają szczególnej mocy perswazyjnej, z kolei na chrześcijanach Arabach większego wrażenia nie robią odwiedziny papieża w świętych miejscach judaizmu

Jak na sędziwego miłośnika myśli, Benedykt XVI dzielnie stawił czoło wyzwaniom klimatu i pogmatwanej polityki podczas swej pielgrzymki do Ziemi Świętej, a po laicku mówiąc wizyty oficjalnej w Jordanii, Izraelu, Autonomii Palestyńskiej. To trzecia w najnowszej historii podróż głowy Kościoła rzymskiego w ten rejon Bliskiego Wschodu. Mało kto pamięta jednak wizytę Pawła VI w 1964 r. Była przełomowa i udana, ale nie było jeszcze globalnych telewizji i ów sukces Pawła VI pamiętają dziś głównie historycy Kościoła. Co innego wyprawa Jana Pawła II w jubileuszowym roku dwutysiąclecia chrześcijaństwa. Papież, też przecież u końca życia, zostawił po sobie trwałe wizualne znaki: łzy w Sali Pamięci Instytutu Yad Vashem, zwitek z modlitwą w szczelinie Zachodniej Ściany. Prosty, ekspresyjny komunikat, jak ważne i ścisłe są związki chrześcijaństwa z judaizmem.

Wizyta Benedykta takiego symbolicznego spadku raczej nie zostawi. Dla chrześcijan i żydów odwiedziny w meczetach nie mają szczególnej mocy perswazyjnej, z kolei na chrześcijanach Arabach większego wrażenia nie robią odwiedziny papieża w świętych miejscach judaizmu, zaś opinii izraelskiej nie uskrzydlają wezwania do dialogu czy „sojuszu cywilizacji”.

Największą szansę, by stać się takim pożądanym dziś w świecie globalnej komunikacji symbolem wizyty, ma może scena ze spotkania międzyreligijnego w Nazarecie, kiedy wszyscy liderzy z papieżem w środku śpiewali, trzymając się za ręce, rytmiczną piosenkę – apel o pokój dla tej ziemi. Tyle że Watykan zawdzięcza to inwencji pewnego rabina z Jerozolimy, a nie własnej.

Przyznajmy jednak, że ktokolwiek byłby dziś papieżem, zapewne nie radziłby sobie lepiej niż Benedykt. W końcu pokoju ani pojednania nie udało się zaprowadzić na Bliskim Wschodzie przywódcom lokalnym i światowym, mającym nieporównanie większe środki i możliwości uprawiania polityki. Najważniejsze więc jest to, że Benedykt pokrzepił przynajmniej na duchu topniejącą dramatycznie w kolebce chrześcijaństwa wspólnotę samych chrześcijan.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj