Po głośnej i kontrowersyjnej „Pasji” Gibson zyskał opinię twórcy niesfornego, niepoprawnego politycznie i balansującego na krawędzi tego, co w Hollywood dopuszczalne. Jego długo oczekiwany, najnowszy film jest wielkim widowiskiem i ucztą dla oczu, ale raczej nie odkrywa przed nami nowych światów, a jego przesłanie ześlizguje się w banał.
Akcja „Apocalypto” rozgrywa się w schyłkowym okresie cywilizacji Majów, bezpośrednio przed konkwistą. Bohater filmu Jaguar Paw (Łapa jaguara) wiedzie sielski żywot mieszkańca wioski w tropikalnej dżungli, gwałtownie przerwany inwazją wojsk ze stolicy, które szybko łamią opór wieśniaków, palą wieś i biorą ich w niewolę.
Miasto, do którego doprowadzono jeńców, okazuje się upiornym miejscem masowego ludobójstwa – rolę dekoracji pełnią tam ludzkie głowy zatknięte na pikach, na rogatkach leżą stosy bezgłowych ciał, jak w Kambodży Pol Pota. Związani nieszczęśnicy z wioski zostają wciągnięci na szczyt piramidy, gdzie kapłan wprawnym ruchem po kolei wykraja im serca, obcina głowy i zrzuca je po każdej egzekucji po stopniach piramidy ku uciesze wiwatującej i pijanej gawiedzi. Kiedy kolejną ofiarą ma się stać Jaguar Paw, następuje zaćmienie słońca, co ratuje mu życie – kapłan orzeka, że rozgniewany bóg Kukulcan nasycił się już krwią.
Ocaleni nie mają jednak prawa przeżyć
– żołnierze pędzą ich na stadion, każą uciekać w stronę pobliskiego pola kukurydzy, po czym zabijają biegnących strzałami z łuków, oszczepami i kamieniami. Tylko Łapie jaguara udaje się uciec; reszta filmu to długi, dramatyczny pościg za zbiegiem przez dżunglę, w czasie którego jego prześladowcy po kolei padają ofiarą jadowitych węży, jaguarów i zastawianych przez niego pułapek.