Po doznaniu przemocy seksualnej nie da się tak po prostu iść dalej

Grawitacja gwałtu
Chcemy zapomnieć o traumie, ale skojarzone z cierpieniem obrazy i dźwięki wdzierają się na siłę. Bolą.
Kadry z filmu „Nieodwracalne”, reż. Gaspar Noé, 2002 r. Na zdjęciach Monica Bellucci i Jo Prestia w słynnej kilkunastominutowej scenie brutalnego gwałtu.
materiały prasowe

Kadry z filmu „Nieodwracalne”, reż. Gaspar Noé, 2002 r. Na zdjęciach Monica Bellucci i Jo Prestia w słynnej kilkunastominutowej scenie brutalnego gwałtu.

„Dzięki terapii można pogodzić się z tragedią i wyzwolić z lęku”.
materiały prasowe

„Dzięki terapii można pogodzić się z tragedią i wyzwolić z lęku”.

Kristina Paukshtite/StockSnap.io

Gwałt, wykorzystanie seksualne, molestowanie to przeżycia, które zmieniają życie w piekło. Oziębłość, nałogi, samookaleczenia, bulimia, depresje… Lista konsekwencji traumy seksualnej jest długa. Trudne wydarzenia można przepracować, przeżywając je ponownie podczas terapii. Innej drogi do lepszego życia nie ma.

Dlaczego właściwie o gwałcie nie da się zapomnieć? Bo mechanizmy, które nami rządzą, są silne jak grawitacja. A im bardziej staramy się zapomnieć, tym bardziej się pogrążamy. Cała nasza energia idzie na to, by odsunąć od siebie straszne myśli, które atakują coraz silniej. Wsiadamy na karuzelę lęku, ucieczki, niemocy. Trauma, jaką jest przemoc seksualna, to przeżycie, podczas którego centralny układ nerwowy doświadcza ekstremalnej stymulacji i upośledza pamięć. Nie chodzi tylko o coś, co potocznie nazywamy dobrą lub słabą pamięcią, ale o to, że dramatyczna sytuacja nie zapisuje się w naszym mózgu w całości, tylko we fragmentach – przez dźwięk, zapach, obraz. Pozostawia chaotyczny zapis, bez opcji stworzenia z niego całości.

Chcemy zapomnieć o traumie, ale skojarzone z cierpieniem obrazy i dźwięki wdzierają się na siłę. Bolą. Nie mamy na to wpływu, jak na uciętą rękę. Gdy chcemy sięgnąć po wspomnienia, zdezorientowany mózg odpowiada strachem. Wykorzystana seksualnie dziewczyna nawet jako stara kobieta dostaje histerii, widząc nagi tors mężczyzny. Inna staje sparaliżowana mijając niebieski samochód. Gwałciciel zabrał godność, wiarę w siebie, bezpieczeństwo.

Powrotu do stanu sprzed tragedii nie ma. Ale można się z nią pogodzić i wyzwolić z lęku. Psychotraumatolog dr Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała porównuje traumatyczne wspomnienia do porozrywanych i porozrzucanych po całym pokoju zdjęć. – Trzeba je posklejać, zapakować i odłożyć na półkę – mówi, mając świadomość, że to jedno z najtrudniejszych zadań terapeutycznych. Praca tylko dla fachowców przeszkolonych do „zadań specjalnych”.

Trauma

To znamienne, że każdy – pacjentka czy pacjent – po gwałcie ma poczucie winy. „Mogłam się obrobić”, „iść inną drogą”, „krzyczeć, a nie krzyczałam” – obwiniamy się i wydarzenie nabiera dręczącej mocy.

Jaki mechanizm zadziałał? Jeśli przypiszemy winę sobie, to myślimy, że mieliśmy jednak na tragiczne wydarzenie jakiś wpływ, daje nam to poczucie kontroli. Chroni przed myśleniem: „to działo się poza mną”. Dopiero przyznanie się do bezradności jest uwalniające. U 50 proc. pacjentek po gwałcie zdiagnozowano PTSD (posttraumatic stress disorder – zespół stresu pourazowego). Objawia się on tym, że kobieta cierpi na bezsenność lub ma koszmary, nie je, boi się wyjść z domu, ma lęki, depresję, ataki paniki. W takiej sytuacji trzeba natychmiast zgłosić się do psychologa. – Wśród samobójców są również ludzie z nieleczonym stresem posttraumatycznym – twierdzi Agata Engel-Bernatowicz z Centrum Psychoterapii PARI, zajmująca się także terapią nadużyć seksualnych.

Przełom w myśleniu o traumie seksualnej nastąpił dopiero w latach 80. W klasyfikacji chorób psychicznych pojawił się stres posttraumatyczny. Dziś mamy jeszcze tzw. kompleks PTSD – to nawiązanie do wczesnodziecięcej traumy.

Jeśli doświadczenie przemocy seksualnej wydarzyło się, gdy byliśmy dziećmi, jest bardzo prawdopodobne, że uszkodziło mózg. Z badań na osobach dorosłych doświadczających traumy w dzieciństwie – a tym jest dla malucha molestowanie – wynika, że hipokamp (odpowiedzialny głównie za pamięć) jest u nich mniejszy aż o 20 proc., a spoidło wielkie (dzielące mózg na dwie części) zmniejsza się od 18 do 30 proc. Oznacza to, że łączność między prawą a lewą półkulą jest utrudniona. Konsekwencją tego jest brak kontroli emocji, np. nagłe wybuchy złości, labilność, albo nieumiejętność nazwania swoich uczuć – aleksytymia.

Po trudnym wydarzeniu nasze ciało chcąc złagodzić cierpienie uaktywnia też mechanizmy obronne. Jednym z nich jest np. dysocjacja. Polega ona na tym, że człowiek jakby oddziela się od siebie. „Moje ciało zostało zgwałcone, nie ja, ono jest winne”. Osoba odcina się od tego, co czuje, jakby zamraża. Konsekwencją tego są choroby somatyczne. Również szeroko pojęta autodestrukcja: nałogi, bulimia, anoreksja, samookaleczenia. Za samookaleczeniem paradoksalnie również stoi chęć odcięcia się od cierpienia. – Silne jest wydzielanie opiatów endogennych, które sprawiają, że nie czujemy bólu, tylko ekstazę. Na jakiś czas przynosi to ulgę – wyjaśnia dr Zdankiewicz-Ścigała. – Jeśli dysocjacja i zamrożenie były silne, mamy dwie drogi: jedna to lęk i paraliż, który uniemożliwia funkcjonowanie, druga – wprost przeciwnie – mnożenie autodestrukcyjnych zachowań, np. szukanie ryzykownego seksu. „Teraz to ja o tym decyduję, nikt mnie nie skrzywdzi”.

Związek

To, jak sobie człowiek z traumą radzi, zależy nie tylko od wspomnianych zasobów, ale i od tego, kto był oprawcą – czy był z ofiarą spokrewniony. Jeśli sprawcami są bliscy – wujkowie, dziadkowie, ojcowie, matki, bracia, koledzy, partnerzy – sprawa się komplikuje. Ze statystyk wynika, że zaledwie 10 proc. przestępstw na tle seksualnym jest dokonywana przez osoby nieznajome. Oznacza to, że kat jest ofierze znany i często przemoc pozostaje ich wspólną tajemnicą. Jeśli ofiara jest dzieckiem lub osobą zależną finansowo od oprawcy, zazwyczaj nie zgłasza przestępstwa na policję, czasem nie wie nawet, że ma do tego prawo.

32-letni Łukasz, gej, od dwóch lat jest w terapii. Przyszedł, bo miał już dość tego, że nie potrafi być żadnemu mężczyźnie wierny. Seks przez Internet, w parku, darkroomach, saunie... Z kimkolwiek, byle jak i byle gdzie, bez zabezpieczenia. Najważniejsze, żeby poczuć się upodlonym i ukaranym. Eksperymenty z narkotykami, alkohol w ilościach niekontrolowanych – to była jego codzienność. Dopiero po kilku miesiącach terapii opowiedział historię, którą uznawał latami za nieistotną: „Miałem 10 lat, gdy mój 15-letni brat zwalił mi konia. To samo zrobiłem za kilka dni mojemu młodszemu bratu. To nie były jednorazowe sytuacje. Całe życie myślałem, że to normalne, że tak się dzieje u chłopaków”. Mimo że długo chodzi na terapię, nadal nie potrafi powiedzieć najstarszemu bratu: skrzywdziłeś mnie. I nadal nie umie stworzyć związku, choć bardzo by chciał.

Małgorzata Zamłyńska, terapeutka Psychologii Procesu, przyznaje, że ma wielu takich klientów. Twierdzi, że kazirodztwo rodzeństwa jest niezwykle trudne, bo w głębi duszy kocha się tego brata lub siostrę i chce usprawiedliwić. Niełatwo to rozwiązać, bo jak zerwać kontakty z rodziną? Nierzadko po takim nadużyciu człowiek boi się bliskości i spełnia w kompulsywnym seksie. Uzależnienie od seksu to przymus, nie przyjemność. – To regulowanie napięcia przez nałogową masturbację, potrzebę wkładania różnych przedmiotów w odbyt lub do pochwy – jeśli mówimy o kobietach; korzystanie z prostytucji, pornografii lub uprawianie ryzykownego seksu. Kilka lat temu założyła stowarzyszenie Koniec Milczenia zajmujące się uświadamianiem, czym jest wykorzystanie seksualne. W czasach jej młodości był to w Polsce temat tabu, dziś powoli wydobywamy go z cienia.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną