Polityka o historii. Odc. 99
Gen oporu czy szaleństwa? Polacy mają bunt we krwi. Analizują Friszke, Wnuk i Zaremba
Mamy w sobie jako społeczeństwo gen oporu, choć nasi sąsiedzi z zagranicy widzieli w nim bardziej gen szaleństwa. Od czasów konfederacji barskiej co pokolenie Polacy buntowali się i wszczynali powstanie. Trudno to zrozumieć bez sięgania do głębokich pokładów naszej kultury.
Weźmy katolicyzm, który współcześnie kojarzy się nam z konserwatyzmem, zachowawczością, trwaniem. Niewykluczone, że sprzyjał naszym rewolucyjnym zapędom. Przecież nasi sąsiedzi z zachodu i wschodu, protestanci i prawosławni, w mniejszym stopniu niż my wykazywali obecność interesującego nas kodu oporu. W naszych buntach nie było nic z szaleństwa, przywódcy buntów kierowali się racjonalnymi przesłankami. Żołnierze podziemia antykomunistycznego byli świadkami nagłego odwrócenia sojuszy (Hitler i Stalin), mogli więc zakładać, że podobny los spotka wschodnich i zachodnich aliantów. Nie pomylili się – do wojny doszło, tyle że zimnej.
Realistami byli także założyciele Komitetu Obrony Robotników; nie wierzyli w cud niepodległości, drogą pokojową poprzez odezwy i książki chcieli otworzyć Polakom oczy, wpłynąć na ich polityczną świadomość. KOR stworzyła garstka zapaleńców, ale np. wcześniejsze o sto lat powstanie styczniowe było zrywem masowym, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że raptem kilkanaście procent populacji Królestwa Polskiego miało świadomość narodową.
W rozmowie Marcina Zaremby z historykami Andrzejem Friszke i Rafałem Wnukiem weryfikujemy obiegowe prawdy, pokazujemy, że wcale nie byliśmy tacy lekkomyślni. Punktem wyjścia do dyskusji jest książka: „Powstańcy. Marzyciele i realiści” Mirosława Maciorowskiego.