Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Polityka o historii

Polityka o historii. Odc. 106

Szklany sufit, Boy-Żeleński i emancypacja. Czy „Piekło kobiet”, serial o II RP, mówi prawdę?

Czy serial „Piekło kobiet” to tylko mroczna fikcja? O tym, jak wyglądała codzienność kobiet w dwudziestoleciu międzywojennym, Marcinowi Zarembie opowiada prof. Katarzyna Sierakowska z Instytutu Historii PAN.

„Piekło kobiet” to tytuł wciągającego serialu historycznego w reżyserii Anny Maliszewskiej. Akcja rozgrywa się w Warszawie u progu lat 30. Bohaterka, redaktorka pisma matrymonialnego Helena Wróblewska (grana zjawiskowo przez Agatę Turkot) prowadzi swoje prywatne śledztwo w związku ze śmiercią tancerki. Nie brakuje brutalnych scen, ale od wątku kryminalnego ważniejszy jest ten obyczajowy. Nie było dotąd podobnej produkcji opowiadającej o problemie aborcji i szerzej – przemocy wobec kobiet w okresie międzywojennym. Fabuła jest mroczna, wywołuje emocje.

O tym, jak wyglądała codzienność kobiet w dwudziestoleciu międzywojennym, opowiada nam badaczka dziejów kobiet prof. Katarzyna Sierakowska z Instytutu Historii PAN.

W II RP aborcja była zakazana, podlegała karze więzienia. Polska w tym względzie nie należała do wyjątków – podobnie rygorystyczne prawo funkcjonowało w całej ówczesnej Europie. Lekarze nie przeprowadzali takich zabiegów. Zdesperowane kobiety były skazane na nielegalne usuwanie ciąż przez akuszerki, przeprowadzane w prywatnych mieszkaniach, czasami w strasznych warunkach. Kończyło się to powikłaniami, a w najgorszym razie śmiercią. Pisał o tym lekarz Tadeusz Żeleński, nazywany Boyem (pojawia się w serialu), a swoje teksty dosadnie opisujące tę sytuację zatytułował właśnie „Piekło kobiet”.

Szklany sufit nad kobietami wisiał nisko. Znany międzywojenny film „Pani minister tańczy” to komedia. Kobiety nie zajmowały wysokich stanowisk w administracji publicznej. Kilka zostało profesorkami uczelni wyższych. Ale warto wspomnieć, że Polki przynajmniej mogły się cieszyć pełnym prawem wyborczym, podczas gdy ich koleżanki we Francji zyskały je dopiero od 1944 r.

Wróblewska z wdziękiem przez cały czas chodzi w spodniach. Te przyjęły się jednak jako strój codzienny dopiero w czasie drugiej wojny światowej. W okresie międzywojennym dopuszczalne były jedynie podczas wycieczek turystycznych. Kobieta elegancka i przyzwoita, z dobrego domu, nosiła sukienkę lub spódnicę. Choć znacznie krótsze w porównaniu do tych sprzed pierwszej wojny.

Szukając kandydatów do małżeństwa, korzystano oczywiście także z rubryk matrymonialnych, ale nie były najbardziej popularnym sposobem inicjowania związków. Należały do nich potańcówki w domach mieszczańskich bądź wiejskie zabawy. Ponieważ nie było klubów czy pizzerii, młodzi ludzie, którzy chcieli się spotkać, wybierali się na spacery, np. po ulicy Piotrkowskiej w Łodzi czy do Parku Łazienkowskiego w Warszawie.

Choć wiele małżeństw – zwłaszcza w sferach inteligenckich – miało już charakter partnerski, zmiany obyczajowe postępowały powoli.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama