Moment jednobiegunowy
Czy USA straciły przywództwo? Bilans trzech dekad po upadku ZSRR i lekcja błędów Waszyngtonu
Pokojowa dywidenda jedynego supermocarstwa. Rozpad ZSRS w latach 1990–91 otworzył nowy rozdział w dziejach Stanów Zjednoczonych i ich relacji ze światem. Sowieckie imperium, pozbawione pogranicznych republik i wasali w Europie środkowowschodniej, skurczyło się do rozmiarów Rosji. Jej ekonomiczne bankructwo uniemożliwiło dalsze sponsorowanie klientów w Trzecim Świecie. Ameryka pozostała na placu jako jedyne supermocarstwo. Ostatnia dekada zeszłego stulecia była pierwszą – i dotąd jedyną – epoką, kiedy Wuj Sam rozdawał karty sam.
W tym unikatowym okresie globalnego amerykańskiego pokoju (Pax Americana) na świecie dominował optymizm. Pokojowa dywidenda w USA – możliwość bezpiecznej redukcji wydatków na zbrojenia – przyczyniła się do przyspieszenia wzrostu gospodarki. Zwycięstwo liberalnej demokracji i kapitalizmu nad komunistycznym totalitaryzmem skłoniło amerykańskiego politologa Francisa Fukuyamę do ogłoszenia, że to już koniec historii, bo wszystkie kraje będą naśladowały Amerykę z jej demokracją i wolnorynkową gospodarką. Dyktatury faktycznie upadały, rosła liczba państw formalnie demokratycznych. Coraz więcej krajów przekładało prywatyzację nad nacjonalizację i zbierało tego owoce. Ale Fukuyama się mylił – w 10 lat po narodzinach jednobiegunowego ładu międzynarodowego pociąg historii znowu przyspieszył, a wizja nowego wspaniałego świata pokoju i demokracji zaczęła się oddalać.
NATO i Rosja. Ilustracją postzimnowojennej hegemonii Ameryki była wojna nad Zatoką Perską w 1991 r. Po inwazji Iraku na Kuwejt prezydent George H.W. Bush sformował koalicję 42 państw do pomocy w siłowym usunięciu wojsk Saddama Husajna z napadniętej monarchii. Interwencja miała mandat ONZ, poparty w jej Radzie Bezpieczeństwa nawet przez rozpadający się ZSRS.