Nagroda Architektoniczna

Pochwała umiaru

Znamy laureata Nagrody Architektonicznej POLITYKI 2017!

Ażurowa elewacja od strony ulicy Pawła Ażurowa elewacja od strony ulicy Pawła Jakub Certowicz
Po burzliwych obradach jury Nagrody Architektonicznej POLITYKI wybrało najlepszą realizację 2017 r., uznając, że ów tytuł należy się siedzibie Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego.
Teresa Oleszczuk/Polityka
PatioJakub Certowicz Patio
Wydziałowa bibliotekaJakub Certowicz Wydziałowa biblioteka
Klatka schodowaJakub Certowicz Klatka schodowa
Wybrany przez czytelników POLITYKI biurowiec Bałtyk w PoznaniuJuliusz Sokołowski Wybrany przez czytelników POLITYKI biurowiec Bałtyk w Poznaniu
Biurowiec Bałtyk w PoznaniuConcordia Design Biurowiec Bałtyk w Poznaniu

Zacznijmy od oficjalnej prezentacji. Zrealizowany projekt został wybrany w drodze międzynarodowego konkursu ogłoszonego w 2011 r. Zwyciężyła wizja konsorcjum trzech firm: BAAS z Barcelony (główny projektant), Grupa 5 Architekci oraz Małeccy Biuro Projektowe. Budowę rozpoczęto w 2014, a zakończono w 2017 r. Jest to obiekt średniej skali, jego powierzchnia całkowita liczy sobie 7 tys. m kw., zaś użytkowa – 4,8 tys. Koszt budowy wyniósł 38,5 mln zł.

To dość niezwykła historia. Grand Prix, po raz trzeci w siedmioletniej historii wyróżnienia, pojedzie do Katowic – miasta, które stereotypowo przez dziesięciolecia kojarzyło się raczej ze sztolniami i kopalnianymi wieżami niż z wielką architekturą. Przypomnijmy: w pierwszej edycji konkursu w 2011 r. zwyciężyło Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka (CINIBA). W 2015 r. – Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Dodatkowo laureatami naszej nagrody (finaliści) były także powstałe w ostatnich latach w tzw. strefie kultury siedziby Muzeum Śląskiego oraz Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. A przecież warto docenić także elegancką surowość Sądu Okręgowego, finezyjne nawiązanie do tradycji rozbudowy Akademii Muzycznej i kilka innych realizacji. Ciekawostką jest fakt, że tegorocznego zwycięzcę od zwycięzcy pierwszej edycji naszej nagrody dzieli w linii prostej zaledwie 200 m, zaś jeśli dodamy do tego obiekty strefy kultury (NOSPR, MŚ, MCK), to okazuje się, że wszystkie mieszczą się w trójkącie, którego najdłuższy bok wynosi 700 m.

Oczywiście skojarzenia z hałdami węgla są dużym uproszczeniem, już choćby ze względu na fakt, że tzw. tereny zielone zajmują 54 proc. powierzchni miasta. Ale Katowice, miasto bez historycznych obciążeń, zawsze stały także wyróżniającą się architekturą. Fantastyczny przedwojenny modernizm, z 17-piętrowym drapaczem chmur (swego czasu najwyższy budynek w Polsce), kamienicami z niezwykłymi zimowymi ogrodami, a nawet podziemnymi garażami! I wreszcie powojenny, późny modernizm, z przerażającą i fascynującą na przemian Superjednostką (2 tys. mieszkańców), wręcz futurystycznym jak na swoje czasy Spodkiem, brutalistycznym dworcem PKP czy fantazyjnymi jak na standardy PRL wieżowcami zwanymi potocznie gwiazdami (lata 70.) i kukurydzami (lata 80.).

Ciekawa i dobra

Tradycja sprzyjała więc w Katowicach architekturze niekonwencjonalnej, ciekawej, dobrej. O ile jednak gmach CINIBA oraz obiekty ze „strefy kultury” oscylowały w stronę architektonicznych ikon, samodzielnie i dumnie prężących swe estetyczne muskuły w przestrzeni miasta, o tyle tegorocznego laureata wypada pomieścić na drugim krańcu – budynków o cechach mimetycznych, umiejętnie dostosowujących się do otoczenia. Przy czym trzeba zaznaczyć, że nie chodzi tu o prostą retrowersję, o kopiowanie wzorów z przeszłości, o udawanie czegoś, czym się nie jest. Siedziba Wydziału Radia i Telewizji to budynek na wskroś nowoczesny, a jednak idealnie wpisujący się w szerokie urbanistyczne konteksty. Począwszy od ulicy, przez Katowice jako miasto, a na Śląsku i jego specyfice kończąc. Przypomnę cytowane już przeze mnie przy okazji prezentacji finalistów słowa jednego z projektantów budynku Jordiego Badii, który w miesięczniku „Architektura-Murator” napisał: „Strategia projektowa nie polega na tym, by zbudować ikonę, ale by zbudować i uzupełnić fragment miasta. (…) Architektura staje się w tym wypadku drugorzędna, postanawia wypełnić przestrzeń w sposób naturalny”. Ale równocześnie projektantom udało się przemycić do projektu coś z ducha południowoeuropejskiej lekkości i elegancji, a owo połączenie dwóch żywiołów dało intrygujący efekt końcowy.

Zaprzyjaźnić się z otoczeniem

Ów szacunek dla otoczenia ma w tym wypadku kilka ciekawych aspektów. Zacznijmy od najbliższego otoczenia. Ulica Pawła to niemal zaułek. Położona w samym centrum miasta i odchodząca od ruchliwej ul. Warszawskiej, ale jakby zapomniana przez Boga i historię. Zapełniają ją przedwojenne, skromne i w większości zaniedbane kamieniczki, w których trudno doszukać się jakichkolwiek walorów zabytkowych, a nawet estetycznych. To oczywiście tym bardziej rodziło pokusę, by jak najwyraźniej odciąć się od owego sąsiedztwa, pokazać swą odrębność. Projektanci zrobili jednak wszystko, by się z otoczeniem zaprzyjaźnić. To widać już z poziomu ulicy.

Nieuważny przechodzień może nawet przegapić nową realizację. Trzyma ona wysokość i podziały sąsiadujących z nią kamienic, upodabnia się do nich kolorem klinkierowej elewacji, stworzonej z ceramicznych pustaków. Wypalano je w jednym z ostatnich węglowych pieców w Europie, co sprawiło, że przebarwienia i naloty stwarzają wrażenie starych i trwających tu od dziesiątek lat. I tylko nowoczesna faktura (pustaki pokryte są i niejako powiązane ze sobą stalową siatką) sygnalizuje, że to nie historyczny obiekt. Fantastycznym zabiegiem okazało się zachowanie starego i w momencie projektowania mocno zniszczonego budynku dawnej fabryczki żarówek, mimo że warunki konkursu dopuszczały jego wyburzenie (i większość konkursowych projektów owo wyburzenie uwzględniało). Teraz nie tylko tkwi jak relikt przeszłości, symbol historii, wmontowany w sam środek fasady, ale jest świadectwem perfekcyjnego zespolenia starego z nowym. A przy okazji ta przestrzeń znów ożyła; umieszczono w niej wydziałową bibliotekę.

Budynek Wydziału Radia i Telewizji nie tylko od ulicy, ale praktycznie ze wszystkich stron otaczają stare kamienice. Niekiedy wręcz przytulają się do nowego gmachu. Odrapane, zaniedbane, mocno nadszarpnięte zębem czasu i biedy. To może być widok depresyjny. Tymczasem projektanci odważnie otworzyli budynek na to, otrzymane z dobrodziejstwem inwentarza, środowisko. Poprzez okna i tarasy wręcz wymuszają dialog z sąsiedztwem. I nagle okazuje się, że w tej szpetocie tkwi swoisty urok; liszaje zacieków, ukruszony tynk, jakieś amatorskie graffiti stają się rodzajem naturalnej scenografii dla swego nowego sąsiada, niepodkolorowanym symbolem przeszłości. Z kolei wnętrza budynku dobrze współgrają z jego bryłą. Tu także zastosowano wypalaną, ceramiczną cegłę (nawet na podłogach), wzbogaconą o surowy beton i modrzewiowe drewno. Bez udziwnień, funkcjonalnie, można by rzec, że w duchu hipsterskiej elegancji. Z wewnętrznym patio (także duch Południa), zachęcającym do spędzania tam wolnego czasu.

Ulubieniec czytelników

Niezależnie od werdyktu kapituły (Grand Prix), co roku wybieramy także ulubieńca czytelników, poprzez otwarty plebiscyt prowadzony na naszej stronie internetowej. W tym roku ów vox populi ułożył się następująco:

1. Biurowiec Bałtyk w Poznaniu – 64 proc. głosów
2. Wydział Radia i TV UŚ w Katowicach – 15,1 proc.
3. Akademia High School w Warszawie – 10,1 proc.
4. Blok przy Sprzecznej w Warszawie – 6,4 proc.
5. Muzeum II Wojny Światowej – 4,4 proc.

Przewaga zwycięzcy okazała się gigantyczna. Nasi czytelnicy z pewnością docenili architektonicznie perfekcyjną i estetycznie oryginalną bryłę Bałtyku, zaprojektowaną w legendarnym holenderskim biurze MVRDV. Zapewne także i fakt, że jest to jeden z nielicznych w Polsce komercyjnych biurowców, który zadbał (kosztem ograniczenia powierzchni zabudowy) o stworzenie interesującej przestrzeni publicznej. Wykreowana na tyłach budynku i zintegrowana z zabytkowym budynkiem Concordii, świetnie ożyła jako miejsce spotkań, ale także jako miejsce plenerowych wystaw sztuki (tzw. Przystań Sztuki). Niezwykle ciekawa jest ta poznańska, toczona od mniej więcej dekady, walka ikon piękna z ikonami szpetoty. Po ciemnej stronie mocy warto wymienić choćby dworzec PKP (ksywka Chlebak), Zamek Przemysła (Gargamel) i centrum handlowe MM (pseudo-Gehry). Zaś po jasnej: biurowce Pixel i Za Bramką, bibliotekę Raczyńskich, serwerownię Beyond, osiedle mieszkaniowe Małe Naramowice. No i nowego sojusznika – Bałtyk.

Wszystkim laureatom gratulujemy i życzymy jak najlepszego wrastania w tkankę miasta.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama