Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Historia

Historia, jakiej nie znacie: Kleantes, czyli filozof z wiadrem

Kleantes na ilustracji z XVII w. Kleantes na ilustracji z XVII w. Wikipedia
Starożytni Grecy, szczególnie ci dobrze urodzeni, brzydzili się fizyczną pracą. Były jednak wyjątki od tej reguły.

Był rok 310 p.n.e. (lub coś koło tego, dokładnie nie wiadomo). Jakiś życzliwy, zatroskany o praworządność obywatel Aten doniósł odpowiednim czynnikom, że niejaki Kleantes, cudzoziemiec, uczeń stoika Zenona, człowiek z pozoru ubogi, nie tylko spędza całe dnie na studiowaniu filozofii, ale też wygląda zbyt pięknie jak na swoje skromne zasoby, z pewnością zatem kryje się w tym jakaś ponura tajemnica.

Sędziowie w Atenach musieli się wówczas nudzić, postanowili zatem rozpatrzyć sprawę. Kleantes stanął przed Areopagiem, powołując na swoją obronę dwóch świadków – właściciela ogrodu warzywnego i pewną handlarkę sprzedającą jęczmień. Pierwszy zeznał, że Kleantes całymi nocami nosi ze studni wodę do podlewania warzyw, ta druga zaś opowiedziała, że zatrudnia podsądnego do tłuczenia ziarna. Sędziowie nie tylko uwolnili Kleantesa od wszelkich oskarżeń, ale też postanowili nagrodzić go stypendium w wysokości 10 min (czyli 100 drachm – wykwalifikowany robotnik otrzymywał za dzień pracy 2,5 drachmy), jednak Zenon, człowiek surowy, zakazał uczniowi przyjęcia tych pieniędzy, choć zapewne byłaby to dla niego spora ulga, skoro przybył do Aten, mając podobno jedynie 4 drachmy.

Czytaj też: Czy filozofowie są jeszcze potrzebni?

Miasto filozofów

Kleantes pochodził z Assos, niewielkiego miasta leżącego w Troadzie na wybrzeżu Azji Mniejszej, które miało przez chwilę szansę stać się światową stolicą filozofii. Władca Assos, łagodny tyran Hermiasz, studiował w platońskiej Akademii, gdzie zaprzyjaźnił się z Arystotelesem. Po śmierci Platona Stagiryta przeniósł się do Assos, gdzie zamierzał założyć własną uczelnię, wziął też sobie za żonę pasierbicę Hermiosa. Do filozofii wtrąciła się jednak polityka. Z jednej strony szykujący się do inwazji na Persję król Macedonii Filip II chciał pozyskać Hermiasza jako sojusznika (i posłużył się w tym celu Arystotelesem), z drugiej zaś Persowie czuli się zagrożeni wzrastającym znaczeniem Hermiasza.

Czytaj też: Obywatele z palestry

Król Persji Artakserkses III napuścił więc na niego słynnego greckiego najemnika Memnona z Rodos (lub jego brata Mentora). Tyrana Assos schwytano dzięki zdradzie, następnie zaś odesłano w kajdanach do perskiej Suzy, gdzie poddano go torturom. Nie zdradził nic z wojennych planów Filipa – zamęczony na śmierć, miał przed zgonem powiedzieć: „Przekażcie moim przyjaciołom, że nie uczyniłem niczego niegodnego filozofa”. Arystoteles, do którego skierowane były te słowa, wzniósł mu później posąg w Delfach i napisał hymn zaczynający się od frazy: „O cnoto, zdobyta w gorliwym zmaganiu”... Potem, jak wiemy, następca Filipa Aleksander podbił całą Persję wraz z przyległościami, a filozofia wróciła tam, gdzie jej miejsce, czyli do Aten. Idąc jej śladem, wróćmy i my do Kleantesa.

Czytaj też: Filozof na rynku pracy

Bokser z wiadrem

Zanim zajął się filozofią, uprawiał boks, a sport ten był wówczas znacznie brutalniejszy niż dzisiaj. Jeśli Kleantes boksował zawodowo, to chyba bez wielkich sukcesów, bo zapewne zgromadziłby majątek większy niż owe 4 drachmy, nikt jednak nie wspomina, by miał na twarzy lub ciele jakieś ślady stoczonych walk. Umiał i lubił ciężko pracować, fizyczny trud w odróżnieniu od większości swoich rodaków uznawał za cnotliwy i pożyteczny, przezwiska „Nosiwoda” nie odbierał jako obelgi. Nie mając pieniędzy na drogi papirus, zapiski z wykładów robił na muszlach ostryg. Śmiano się z niego, nazywano tępakiem i osłem, na co odpowiadał, że tylko taki osioł jak on ma dość siły i cierpliwości, by unieść filozofię Zenona. Mistrz, wymagający, by oddawał jednego obola od każdej zarobionej przez Kleantesa sumy (miało to znaczenie symboliczne, bo pan miał prawo żądać podobnej prowizji od swego niewolnika), cenił go bardziej niż większość swoich wyrafinowanych uczniów.

Czytaj też: Herkules – kulturysta tragiczny

Zacytujmy w tym miejscu Diogenesa Laertiosa: „Otrzymane w ten sposób pieniądze [od Kleantesa] Zenon przeznaczył na ugoszczenie przyjaciół, mówiąc – Kleantes mógłby wyżywić jeszcze jednego Kleantesa, gdyby chciał, inni zaś, którzy mają się z czego utrzymać, szukają wsparcia osób trzecich, chociaż marne robią postępy w filozofii”. Kiedy już Kleantes zastąpił Zenona na miejscu mistrza stoików, mógł zarabiać ogromne sumy, ale wcale o to nie dbał. Kiedyś, już w wieku dojrzałym, gdy prowadził procesję, wiatr odchylił połę jego płaszcza i Ateńczycy ku swemu zdziwieniu dostrzegli, że nie miał nic pod spodem – może, jak pisze Laertios, jeszcze większe wrażenie niż ubóstwo filozofa zrobiło na nich jego potężne ciało. Pewnie i z tego powodu nazywano go drugim Heraklesem.

Tu mała uwaga – Kleantes, choć często wyszydzany, i to nie tylko w młodości, wszystkie przycinki i obelgi znosił ze spokojem, co więcej, często sam się z siebie naśmiewał. To oczywiście postawa jak najbardziej godna filozofa, w szczególności zaś stoika. Czym innym jednak jest deklarowanie prywatnego pacyfizmu u mędrca ważącego jakieś 60 kilo, a czymś zupełnie innym u byłego boksera zbudowanego ze 100 kg mięśni...

Czytaj też: Nauka pod Muz egidą

Śmierć stoika

Pod koniec życia podziwiano go już powszechnie. Kiedy pewien poeta zaczął wyśmiewać go w teatrze, co zresztą nie zrobiło żadnego wrażenia na filozofie, tłum wygwizdał nieszczęsnego wierszokletę i przegnał go precz. Kiedy poeta ów przyszedł przeprosić Kleantesa, ten powiedział, że skoro Dionizos i Herakles, z których podśmiewał się Arystofanes w „Żabach”, się nie gniewają, to i jemu nie wypada.

Czytaj też: Jedyna słabość Peryklesa

Dożył pięknego wieku 99 lat. Na starość powiedział, że chce już odejść, ale skoro cieszy się dobrym zdrowiem i może wciąż czytać i pisać, to jeszcze zostaje. Umarł, zagłodziwszy się na śmierć w takich oto okolicznościach: lekarze zabronili mu jeść przez kilka dni z powodu choroby dziąseł; gdy dolegliwość zniknęła, Kleantes stwierdził, że skoro przeszedł już połowę drogi, to przejdzie i resztę. Trudno znaleźć lepszy przykład życia i śmierci w zgodzie z własną filozofią. Piękny człowiek, i wcale nie z powodu muskulatury.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną