Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Historia

Prezydent i premier w jednym stali domu…

Prezydent i premier w jednym stali domu... Między władzami nigdy nie było w Polsce sielanki

Premier Tadeusz Mazowiecki (pierwszy z prawej) i prezydent Wojciech Jaruzelski (w centrum) podczas wizyty w Czechosłowacji w kwietniu 1990 r. Premier Tadeusz Mazowiecki (pierwszy z prawej) i prezydent Wojciech Jaruzelski (w centrum) podczas wizyty w Czechosłowacji w kwietniu 1990 r. Tomasz Wierzejski / Fotonova
Od 1989 r. w Polsce szesnastu premierów współrządziło z sześcioma prezydentami. Kohabitacja to gra między osobistymi ambicjami, politycznym interesem a nierozwiązywalnym sporem wpisanym w naszą konstytucję.

Zależnie od okoliczności relacje między obydwoma ośrodkami władzy nigdy nie były sielankowe – częściej balansowały między stanem zimnej lub bardzo gorącej wojny. Kohabitacja (z fr. cohabitation), czyli sytuacja, gdy prezydent wywodzi się z innego obozu politycznego niż premier, za każdym razem jest swoistym testem zderzeniowym dla polskiej konstytucji i próbą charakterów najważniejszych polityków w państwie.

Pierwszy, a zarazem najbardziej intrygujący przykład kohabitacji obserwowaliśmy, gdy we wrześniu 1989 r. swój rząd sformował Tadeusz Mazowiecki, który musiał współpracować z prezydentem Wojciechem Jaruzelskim wybranym na urząd zaledwie dwa miesiące wcześniej. Na pozór obie strony skazane były na ostry konflikt. Premier i prezydent reprezentowali nie tyle różne obozy polityczne, ile wręcz różne formacje historyczne. Istniały obawy, że Jaruzelski będzie wykorzystywał silne uprawnienia, jakie dawała mu ówczesna konstytucja, aby paraliżować prace rządu. Rzeczywistość okazała się inna.

Długi cień 13 grudnia

Na niwie osobistej stosunki premiera z prezydentem charakteryzowały ostrożność i obopólny szacunek. Na generale wciąż ciążyło odium autora stanu wojennego, którego decyzją wielu członków rządu (z Mazowieckim włącznie) zostało internowanych. Wydaje się, że zarówno Mazowiecki, jak i Jaruzelski doskonale rozumieli specyficzne napięcie między położeniem międzynarodowym państwa (Związek Radziecki wciąż istniał, a w Polsce stacjonowała Armia Czerwona) a energią społeczną, która wyniosła do władzy solidarnościowy rząd. W efekcie relacje na linii prezydent–premier naznaczyła wola współpracy, wynikająca ze świadomości, że los postawił ich na czele państwa w historycznej chwili.

Najpoważniejszą próbą zaufania między Kancelarią Premiera a Belwederem był przedstawiony Jaruzelskiemu w grudniu 1989 r.

Polityka 5.2024 (3449) z dnia 23.01.2024; Historia; s. 64
Oryginalny tytuł tekstu: "Prezydent i premier w jednym stali domu…"
Reklama