Kim był człowiek z plakatu. Czy twórca słynnego dokumentu „Shoah” koloryzował?
Pod koniec listopada 2025 r. ujawniono nieznane dotąd nagrania (220 godzin rozmów na 252 taśmach) zrobione przez Claude’a Lanzmanna podczas przygotowań do filmu dokumentalnego „Shoah”. Wdowa po reżyserze przekazała je Muzeum Żydowskiemu w Berlinie. Podważają obiektywizm filmowca, a jedna z istotniejszych wątpliwości dotyczy Kazimierza Gawkowskiego, kolejarza ze stacji Treblinka. Człowieka, którego Lanzmann umieścił na plakacie swojego filmu.
Do tej pory znane były nakręcone już podczas realizacji sceny, które ostatecznie nie weszły do finalnej wersji – w sumie ponad 200 godzin zdjęć (kupiło je United States Holocaust Memorial Muzeum w 1996).
Film, który miał premierę w 1985 r., trwa dziewięć i pół godziny. Pokazano go na najważniejszych festiwalach i szybko zyskał status kultowego. Ma wciąż olbrzymi wpływ na postrzeganie Zagłady, chociaż bardziej mówi o tym, jak widział ją reżyser, niż jak ona faktycznie wyglądała. Ten filtr najpełniej opisuje fragment listu Lanzmanna napisanego w czasie przygotowań do filmu, opublikowany w 2020 r. przez prof. Dorotę Głowacką, polską badaczkę z Kanady: „30 milionów świadków, głuchych, niemych i ślepych” – tak napisał o Polakach w 1978 r. „Shoah” jest mową oskarżyciela traktującego wybiórczo materiał dowodowy.
Reżyser przed realizacją filmu przeprowadził rozmowy m.in. w Polsce w okolicy byłych obozów zagłady – Chełmna nad Nerem i Treblinki II. Jednym z jego rozmówców był Franciszek Ząbecki, zawiadowca ze stacji Treblinka i członek Armii Krajowej, który cudem wyniósł resztki dokumentów dotyczących transportów do obozu.