Klasyki Polityki

Kto zabija sąsiada

Agnieszka chciała być poetką. Agnieszka chciała być poetką. this lyre lark / Flickr CC by SA
Ostatnią w życiu klasówkę z historii Agnieszka skończyła przed czasem i dała ściągnąć Łukaszowi. Dostała piątkę. Zawsze prymuska. Już nie żyła, kiedy pani oddawała klasówki.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w czerwcu 1998 r.

Boję się, boję, pisała w notatniku, proszę cię, Boże, bądź przy mnie. Chodziła do pierwszej licealnej. Grała na skrzypcach. Była śliczna. Chciała być poetką. Pisała:

Co gorszego może być/Gdy w wakacje siedzisz w domu/I objadasz się słodyczami/W czasie gdy sąsiad cieszy się /złowionymi nad rzeką rybami.

I inne miłe, śmieszne, 15–letnie wierszyki. Bardzo lubiła swoje dwie papugi. Uderzenie, które otrzymała, było tak silne, że zmiażdżyło wnętrze szyi, choć na zewnątrz widoczna była tylko sina pręga, bo akrylowy golf osłonił skórę przed uszkodzeniem. Haczyki, przytrzymujące drzwiczki klatek, odskoczyły i papugi wyfrunęły.

Szymon

Szymon jest sąsiadem Agnieszki. Jego ojciec pracował na wydziale, którym kierował ojciec Agnieszki. Siostra Szymona odbywała staż pielęgniarski w szpitalu na oddziale, gdzie matka Agnieszki, anestezjolog, traktowała ją szczególnie serdecznie, tak jak powinno się traktować sąsiadkę.

Wszyscy mieszkali w jednym bloku, sufit w sufit. Dwie normalne rodziny. Szymon zakończył naukę na zawodówce, nie bardzo lubił się uczyć. Agnieszkę i jej brata czekały studia.

Szymon pracował przy budowie szpitala, układał glazurę. Grzeczny, spokojny. Pedant w ubieraniu się. Nawet na rozprawie zadbany, w marynarce, w białej koszuli, z kołnierzykiem w stójkę. Każda z osiedla chciałaby z nim chodzić. Miał dziewczynę na poziomie, licealistkę.

Kacper i Tomasz

I kolegów z sąsiednich bloków. Na przykład Kacpra. Kacper zaszedł niżej od swej matki, nauczycielki, wychowawczyni Agnieszki ze szkoły podstawowej. Skończył właśnie zawodówkę. I trzeci kolega, Tomasz, syn położnej ze szpitala, w którym pracowała matka Agnieszki.

Na pytanie sądu o zawód matki Tomasz odpowiada: lekarka, pediatra, choć to nieprawda. Jest położną. Ale przez krótki kwadrans, zanim rzecz zostanie sprostowana, Tomasz żyje tą chwilą na niby – jest synem lekarki! Liczy się chwila, która trwa, dalsze są mało ważne.

Powtarzał klasy, bo dokuczał nauczycielom w szkole i nie chciał się uczyć, aż wylądował w szkole specjalnej, choć inteligencję ma w normie. Nigdy nie poznał swego ojca. Raz zabrał ojczymowi klucze od samochodu i powiózł Kacpra i kolegów na dyskotekę.

Matka Kacpra, wychowawczyni Agnieszki, pojechała za nimi, ale przywiozła do domu tylko syna. Wszystko się wydało. Ojczym wywalił Tomasza z domu. Chłopak nocował u dziadków, a w dzień koczował w piwnicy. Matka wynosiła mu jedzenie.

Tomasz

Raz na cmentarzu, mówi Tomasz na badaniach psychiatrycznych, zabrałem pieniądze staruszkowi, stłukłem go i on zabawnie kulał. A innym razem zbiliśmy w sześciu jednego faceta. A jeśli chodzi o włam: Idzie się po pieniądze, żeby fajnie żyć. Im mniej osób, tym lepiej, po co się później dzielić. I nie wiadomo, czy mówi prawdę, czy jak z tą matką lekarką: zmyśla. Chce być Kimś – twierdzi psychiatra.

Tomasz pojechał do OHP w Warszawie. Ale mu się znudziło albo go i stąd wyrzucili. Trafił do firmy ochroniarskiej. Na kursie przygotowawczym uczył się techniki walk wschodnich. Same chwyty, mówi, które zabijają, w dolną część klatki piersiowej albo w bok szyi. Pilnował Dworca Centralnego, Stadionu Dziesięciolecia, hotelu Sheraton, ważnych miejsc. Ale po roku odszedł, a może go znów wyrzucono. Raz na Starym Mieście alfonsowi, który go zaczepił, wyciął cios, od którego tamten stracił przytomność. Mówi o tym i uśmiecha się. Oskarżony, w takiej sytuacji, w której się znajduje – uśmiecha się? – dziwi się sąd. Śmieszy mnie zajęcie alfonsa – odpowiada Tomasz.

W areszcie bryluje. Ale towarzystwo więzienne ma dla niego zaledwie tolerancję. Nie ma takiego miejsca, gdzie mógłby być ważny.

Postanowili zrobić napad na inkasenta. Kacper twierdził, że nie wyda się na sto procent. Szymon potrzebował pieniędzy na nową wieżę stereo, bo niedawno swoją sprzedał. Gdyby poczekał, kupiłby ją sobie. Pracował, zarabiał.

Rodzice nie rozumieją.

Nigdy nie karany, nawet na kolegium. Wszędzie z dobrą opinią. W domu nie było biedy. Uczciwa porządna rodzina z bloku. Więc dlaczego, dlaczego, dlaczego? Umówili się, że kiedy inkasent będzie szedł po schodach, Tomasz podejdzie, przyłoży mu nóż do szyi i sprowadzi za kark do piwnicy, gdzie czekaliby Szymon i Kacper. Nie musiałby mieć kominiarki na twarzy, bo szedłby za plecami inkasenta. Ale ktoś niespodziewanie schodził po schodach. Tomasz nie wyciągnął noża. Cała robota na nic.

Szymon

Szymon powiedział, że ma chęć na rodzinę M. Mieszkają pod nim. Rozbijają się samochodami. M. ma firmę. Co prawda małą, ale jednak. W ich piwnicy leżą pudła po wideo i telewizorze: bogaci. W bloku jest wielu bogatszych. Ale niech to będą oni. Kto uwierzy, że zabiło się sąsiada? Nie mieli trzeciej kominiarki. Więc postanowili iść we dwóch, bez Kacpra. Kacper poszedł do zawodówki. Normalnie. Zresztą na jedną kruchą, szczupłą kobietę, matkę Agnieszki, aż trzech nie było trzeba.

Szymon wysłał Tomasza po piwo. Musieli wypić, żeby dodać sobie odwagi. A potem kazał Tomaszowi podsłuchać pod drzwiami, kto jest u M. w domu. Byli tylko rodzice Agnieszki, dzieci już w szkole. Za chwilę zobaczyli, że ojciec odjeżdża samochodem. Wtedy, jak było umówione, Szymon zapukał do ich drzwi. Wziął z sobą z piwnicy żelazny pręt.

Matka Agnieszki zdziwiła się, że Szymek chce pożyczyć kluczy od wspólnego wejścia do piwnicy. Poszukała w szafce, podała. Nie odwróciła się tyłem. Nie było jak walnąć – mówi Tomasz. Szymon musiał podziękować i wyjść. Kiedy schodziła w dół po schodach, żeby zrobić zakupy, zwrócił klucze.

Tomasz twierdził, że potrafi otwierać fachowo zamki. Ale u niego granica między zmyśleniem i prawdą jest przecież płynna. Stali i zastanawiali się. Żal było odejść. Byli na szwungu. Ekscytacja, piwo, moc. Szymon powiedział, że trzeba poczekać na Agnieszkę albo jej brata, też licealistę. Narobią mniej krzyku niż dorośli.

Agnieszka

Agnieszka wróciła ze szkoły w jakieś dziesięć minut po wyjściu z domu jej matki. Szymon stanął przed wizjerem, pod kurtką trzymał żelazny pręt. Otworzyła mu. Sąsiadom znanym od piaskownicy przecież się otwiera. Poprosił o klucz do piwnicy. Wyjęła z szafki klucz. Chwycił ją od tyłu wpół. Wyrwała się. Nie krzyczała. Powiedziała: zostaw mnie. Zapewne sparaliżował ją strach, może mignęły w oczach karty do tarota. Popchnął ją w kierunku jej pokoju, to tylko kilka kroków. Podrapała go. Zacisnął ramię na jej szyi. Pewno „na chamca” – mówi Tomek. Upadła, nogi zsunęły się między klatki z papugami.

Tomasz czekał na klatce schodowej. Miał nacisnąć guzik domofonu, jeśliby wracał ktoś z ich rodziny. Pogadał z sąsiadem, który właśnie pokazał się na klatce. Szymon za bardzo guzdrał się. Tomasz zadzwonił do drzwi. Szymon go wpuścił. Chyba ją zabiłem – powiedział. Nie wchodząc do jej pokoju zobaczył, że leżała oparta plecami o tapczan, z pochyloną do przodu głową.

Szymon kazał mu ją przypilnować, żeby nie uciekła. Nie sprawdzali pulsu. Sam miał przeszukać mieszkanie. Znalazł pieniądze w dyplomatce, mały zwitek. Żadnego złota, biżuterii, pusto. Zabrali jeszcze wideo i wyszli z mieszkania, trzeba było zanieść fant do piwnicy.

Na rozprawie Tomasz mówi, że Szymon kłamie. On nie pilnował Agnieszki. Wszedł tylko, spojrzał, jak leżała, i szybko potem wyszli. Na twarzy miała krew. Więc już nie żyła. Ale to nieprawda. Nie było krwi na jej twarzy.

Szymon od razu przyznał się do zabójstwa. Ale twierdzi, że kiedy on przeszukiwał mieszkanie, Tomasz pilnował Agnieszki, byli sami. Biegły stwierdził, że nie zginęła przez uduszenie, a najpewniej po ciosie karate w szyję albo po silnym uderzeniu podłużnym przedmiotem – prętem, krawędzią buta.

Może Szymon chce podzielić się śmiercią Agnieszki z Tomaszem, bo wina podzielona jest łatwiejsza do udźwignięcia? Wyszli z magnetowidem. Nie zamknęli drzwi. Matka Agnieszki wróciła z zakupów. Jest fachowcem od ratowania życia. Rozpoczęła rozpaczliwą reanimację. Z ugniatanej klatki piersiowej przez nos i usta córki trysnęła krew. Zaczęła krzyczeć. Szymon wszedł do swego mieszkania. Spokojny, uważny. Jego matka poprosiła, żeby zawiadomił pogotowie: coś się stało z Agnieszką. Pobiegł do sąsiadów, żeby zatelefonowali. Przed blokiem stał Tomasz. Patrzył, jak Agnieszkę wynoszą. Poprosił matkę, żeby dowiedziała się, czy ona żyje. Jeśliby tak było, muszą natychmiast wyjechać do Warszawy. Matka Agnieszki zobaczyła leżące przy dziewczynie klucze do piwnicy. Agnieszka trzymała je w ręce, potem wypadły. Córka nigdy nie schodziła do piwnicy, bała się. Ludzie w mieszkaniu słyszeli, jak ciągle mówi i mówi o kluczach. Szymon przyszedł do niej po klucze. Też po klucze...

Na marszu milczenia w Radomsku były tysiące ludzi. W ciągu krótkiego czasu to już trzecia taka straszna śmierć w 50–tysięcznym mieście. Ludzi ogarnęła psychoza. Nikomu nie ufać. Nie otwierać drzwi. Odprowadzać, przyprowadzać, odwozić, przywozić. Potem minęło. Krzyż, który niosła klasa Agnieszki w marszu milczenia, rodzice wmurowali w ziemię przed liceum.

W pokoju Agnieszki znaleźli notes z wierszami, o których nie wiedzieli.

Porozumieć się bez słów to jest dopiero sztuka/Nietrudno jeśli się kocha/I proste gdy dajesz znak/Mów.

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama