Klasyki Polityki

Jak nas opiszą

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 1 listopada 2008 r.

Przyrzeczenia, obietnice, słowa bez pokrycia, padające z mównic i w plenerze, podczas gospodarskich wizyt – Chałtour de Pologne...Dziejopisi opowiadający o tym za sto lat okażą się łaskawi dla obiektów swoich dociekań. Dojdą do wniosku, że politycy chcąc czy nie chcąc znaleźli się w sytuacji bohatera anegdotki, który zapewnił płacącą za bilety publikę, że dokona wielkiego wyczynu: zatańczy tango na linie rozpiętej między dachami wielopiętrowych kamienic. Stanął na dachu, spojrzał w dół i westchnął:

– Ludzie, naprawdę chcecie, żebym tańczył? Przecież ja nie mam pojęcia o chodzeniu po linie, a co dopiero o tańczeniu. Zaraz spadnę, osierocę żonę i czwórkę dzieciaków. Rozejdźcie się lepiej ubożsi o kilka groszy, bogatsi o dar wspaniałomyślnego wybaczenia.

O polityków i oceny ich działalności jestem spokojny. Zresztą kariera wybrańca narodu na ogół wystarczy na przypis. Dzięki przypisom dowiadujemy się dziś o mężach stanu, kardynałach, członkach ważnych gremiów, ministrach i dygnitarzach sprzed dziewięćdziesięciu lat, gdy spełnił się sen o Niepodległej. „Nie stało się to przecież jednego dnia o oznaczonej godzinie, nie przyszła niepodległość ze sztandarami na ulice Warszawy, jak to wyobrażaliśmy sobie w młodzieńczych marzeniach, ale to pragnienie paru polskich pokoleń realizowało się etapami – wspomina świadek tamtych dni Antoni Słonimski. – Musieli najpierw wyjść z Polski Rosjanie, wejść Niemcy, by wreszcie z kolei po przegranej wojnie z Polski się wycofać...”. Listopadowa rocznica stała się dzisiaj okazją do błądzenia we mgle, jakże innej niż tamta błękitna mgła. Inny jest również klimat – urzędnicza powaga z nieodzownym pokropkiem nijak ma się do tamtego wybuchu radości. Nakrochmalone miny nie przypominają tamtych uśmiechów, tamtej nadziei, ba, nawet tamtych złudzeń.

Trudno w to dziś uwierzyć, ale to prawda, zachowały się teksty – piosenki, rymowane monologi, skecze, jakimi witały wolność trzy warszawskie kabarety – Miraż, Sfinks i Czarny Kot. Kabareciarze reagowali natychmiast, wygarniając z szuflad utwory skonfiskowane przez niemiecką cenzurę. To był szok, gdy na scenie teatrzyku żalił się kajzer Wilhelm w pickelhaubie, z nastroszonymi wąsami: „Byli czasy! Jużem sobie apetyt ostrzył na śniadanko w Paryżu, już mowę taką skrobnąłem, że aż sam się zląkłem, skąd ja tak bujać potrafię, a tu klapa, alles kaput, mein lieber Augustin. Siedzę sobie biedaczyna i strzelam grochem do tej forteczki (wskazuje na zabawkę) pif-paf, pif-pif-paf!”... Ale to regiony wielkiej polityki – cesarz, marszałek Foch, amerykański prezydent Wilson, bo on także trafił do tej kabaretowej rewii, przeglądu aktualności, zanim doczekał się placu w Warszawie:

Vivat, panie prezydencie!
Polska ci życzenia śle
Za szlachetne przedsięwzięcie,
O, mister Wilson, pozdrawiamy Cię!

– śpiewano na melodię „Yankee doodle”. Brawa cichły, kiedy pojawiała się znajoma postać szpicla, tropiciela konspirujących patriotów. Dokonana w piosence lustracja zadowoliłaby nawet subtelnego poetę J.M. Rymkiewicza, chociaż obyło się bez wieszania:

I pewnie żyłby w mieście
Ten szpiclów szwabskich król,
Lecz w nocy ktoś mu nareszcie
Wpakował w łeb pięć kul.

Odom na cześć listopada wpisującego się w polski kalendarz, tym razem nie pamięcią przegranego powstania, lecz zwycięstwem, towarzyszyła wizja ojczyzny:

W pięciu stolicach jedno serce bije,
Jak biją skrzydła wolnych złotych ptaków.
Pięć stolic jedną świętą myślą żyje:
Warszawa – Poznań – Wilno – Lwów i Kraków!
To młodzieńczy, mało znany wiersz Tuwima recytowany w Czarnym Kocie.

Pora na laurkę. Bez laurek zamienianych później w nienawistne demaskatorstwo nie może się u nas obejść. Oto laurka na cześć Piłsudskiego, jeden z wielu poetyckich wzlotów, na jakie zdobywali się autorzy dziewięćdziesiąt lat temu:

Twego ducha nie zmogła carska przemoc podła,
Ni obłuda krzyżacka Ciebie nie uwiodła.
Tyś do niecnej roboty nie przyłożył ręki
I wolałeś od hańby niewolę i męki.
Więc, Dziadku! Tak jak Ciebie żołnierstwo nazywa
Dziadku! Zwiąż Twoją wolą narodu ogniwa...

Receptura laurek niezbyt się zmieniła od tamtych czasów. Etos i patos, martyrologia i kombatanctwo znów się przypomną podczas obchodów rocznicowych i koncertu (zamiast balu) w Teatrze Wielkim. O żartach i kalamburach witających Niepodległą szybciej się zapomina. Nie dziedziczymy w spadku tego bogactwa.

Polityka 44.2008 (2678) z dnia 01.11.2008; Groński; s. 113
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama