Klasyki Polityki

Dowcipy dożylne

Gdzie indziej, w innych czasach, na innych sesjach też bywało wesoło.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 6 grudnia 2008 r.

Zawsze podejrzewałem, że przechowalnią nie tylko niebanalnych osobowości, lecz dowcipów jest parlament. Mamy teraz nagłośnioną przez media opowiastkę o polskich korzeniach Baracka Obamy, opowiadaną często i chętnie przez posłów. Trafiła bowiem w ich gust, bo jak coś jest naprawdę śmieszne, do zrywania boków, naszeptywacze w ławach i spacerowicze po korytarzach zastępują patetyczne napomnienie – Ojczyzna i honor! – mniej odświętnym, wyluzowanym chichotem – Ojczyzna i humor! A ten wybrańcom narodu dopisuje, dowodem choćby monolog o białej rasie posła PiS, utrzymany w poetyce bardzo czarnego humoru. Należy docenić kunszt zabawiacza. Nie mrugał okiem do publiczności, zachował kamienny spokój i kamienną twarz z epoki kamienia łupanego.

Gdzie indziej, w innych czasach, na innych sesjach też bywało wesoło. Premier Beniamin Disraeli tak mówił o liderze opozycji:
– Gdyby pan Gladstone wpadł do Tamizy i utonął, byłoby to nieszczęście. Gdyby wpadł i ktoś go uratował, holując do brzegu, byłaby to tragedia.

Scenka w parlamencie francuskim: jeden z posłów przemawia, drugi chce mu przerwać. Bezceremonialnie pcha się na mównicę. Orator zwraca się do obecnych na sali:
– Nigdy nie ustępuję miejsca durniom!
– A ja tak – szturmujący mównicę wraca na swoje miejsce.

Teraz historyjka z izraelskiego Knesetu. Jakaś zatroskana o jego wizerunek Różyczka Saronu zwróciła uwagę Ben Gurionowi, że nie wypada przychodzić na obrady bez krawata, w rozchełstanej koszuli i wygniecionych spodniach.
– Ja mam na to pozwolenie od królowej brytyjskiej – mruknął Ben Gurion.
– Co ty pleciesz, jakie pozwolenie – kobitka nie ustępowała.
– Zaraz wyjaśnię. Było tak: miałem wystąpić w Izbie Lordów. Ale królowa cofnęła mnie od drzwi. – W tym stroju – powiedziała – może pan występować jedynie u siebie w domu!

Pora na powtórkę z pamięci historycznej, tym razem bez udziału IPN: dialog z dni, gdy powstawało Księstwo Warszawskie. Honorowy gość, przedstawiciel francuskich władz, skarżył się Marcinowi Badeniemu (właśnie powołanemu na urząd ministra sprawiedliwości), że Polacy są nieufni. Niedostatecznie wdzięczni Napoleonowi za dar wolności.
– Zdjęliśmy wam z nóg pruskie kajdany – tokował Francuz.
– Ale dlaczego razem z butami? – usłyszał, zanim słowa Badeniego zagłuszyły brawa.

Dowcipy, jak mawiał Dudek Dziewoński, „dożylne”, cięte repliki, satyryczne wypady, ba, nawet happeningi, bo i one zagościły na Wiejskiej, szybko stają się dobrem wspólnym. Wędrują na ulicę, są powtarzane przez komentatorów, dyskutantów, pieszczochów mediów, celebrytów. Wracają jak bumerang w Internecie, dowiadują się o nich wtórni, a bywa że i pierwotni analfabeci, nigdy nie czytający gazet. O tym, że obiekty drwin zdają sobie sprawę z tego, że to ich dołuje, pogrąża, skazuje na śmieszność, świadczy chociażby wariant zawieszenia broni, przedstawiony ostatnio przez prezesa Kaczyńskiego. Zawrze rozejm, jeżeli Platforma pozbędzie się posła Palikota i uciszy Niesiołowskiego. Różnie można oceniać żarty Palikota. Jednego nie da się im odmówić: są komunikatywne, ich klasa tożsama jest z naszą klasą polityczną. Dlatego tak bolą, pokonując warstwy grubej skóry.

Pisanie o Sejmie to dla mnie recydywa. Przyglądałem się gmachowi sąsiadującemu z kawiarnią Czytelnika od dawna. Rejestrując dla pamięci panujące tam obyczaje: panienki, wchodzące do hotelu sejmowego drzwiami, a wychodzące oknem, parlamentarzystów z etosu, którzy na swój widok spluwali przed siebie – cóż, z jednego pnia, więc mieli ze sobą na pieńku, trawnik, gdzie albo leżał problem, albo urąbany poseł, quorum – jedynie w bufecie, stąd zmiana w regulaminie: za nieobecność potrąca się z diety – jak w sądzie: odsiadka z zamianą na grzywnę. A te komisje... najlepsze z szansą na wyjazdy, bo nie ma takiej Sri Lanki czy innego Czadu, żeby naszego posła tam nie zaprosili: taniej wychodzi poznawać świat z Sejmem niż z TUI. Zapamiętałem również wymianę myśli na temat emerytur. Goście z egzotycznej grupy parlamentarnej przekonywali gospodarzy, że znaleźli idealne rozwiązanie: żadnych pomostówek! Sadza się emeryta na drzewie, potem tym drzewem potrząsa i od razu wiadomo, czy się utrzyma.

Ktoś powie, patrząc na rozdowcipkowany Sejm: – Ależ to szopka! Jaka szopka, proszę państwa. W szopce postacie stają się kukiełkami. U nas bywa odwrotnie. Koncept satyrycznej szopki od Zielonego Balonika po telewizyjne rewietki zasadza się na doborze piosenek nadających się do sparafrazowania. W tym roku nie przewiduję z tym kłopotów. Szopkarze (kilku się jeszcze uchowało) mają już przynajmniej część roboty sezonowej z głowy. Przypomną sobie biwakową śpiewankę i samo się pisze:

Lato, Lato, Lato czeka
Aż popłynie forsy rzeka,
Słowo „stadion” zmieni w czyn
Milion budowniczych. Z Chin...

Pomyślą o linii afrontu, zwarciach premiera z prezydentem w gorącej wodzie kąpanym. Żadna sztuka zaktualizować tekst klasyka:

Ty kąpiesz się wciąż dla mnie!
Znów słyszę plusk.
Każda kropla w twej wannie
Powtarza: Tusk...

Kuplety braci-bliźniaków? Od czego lwowska melodyjka:

My dwaj oba cwaj
Za duzi na tak mały kraj.
My dwaj – ho ho ho
Będziemy po PO!

Nie wiem, kto i co zaśpiewa, lecz jedno jest pewne: będzie znowu szopka. Ta, którą oglądamy, już się opatrzyła.

Polityka 49.2008 (2683) z dnia 06.12.2008; Groński; s. 104
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama