Klasyki Polityki

Ćwicz głowę

Ćwicz głowę

Pamięć to nie mięśnie, ale jeśli jesteśmy gotowi włożyć w zapamiętywanie trochę wysiłku, możemy uzyskać naprawdę niezłe efekty. Pamięć to nie mięśnie, ale jeśli jesteśmy gotowi włożyć w zapamiętywanie trochę wysiłku, możemy uzyskać naprawdę niezłe efekty. Mirosław Gryń / Polityka
Pamięć to nie mięśnie, ale jeśli jesteśmy gotowi włożyć w zapamiętywanie trochę wysiłku, możemy uzyskać naprawdę niezłe efekty. 18 marca obchodzony jest Europejski Dzień Mózgu.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w sierpniu 2003 r.

Zaawansowane badania nad ludzkim umysłem trwają grubo ponad sto lat, a ostatnio przybyło sporo nowej wiedzy. Coraz lepiej potrafimy mierzyć inteligencję, coraz więcej wiemy na temat pojemności i budowy pamięci. Tę wiedzę da się przełożyć na rozmaite techniki ułatwiające uczenie się i zapamiętywanie.

Już nawet niektóre prywatne przedszkola wabią rodziców treningami pamięci, którym poddane zostaną ich pociechy od najmłodszych lat. Co sugeruje, że poprzez odpowiednie ćwiczenia uda się pamięć rozciągnąć jak gumę albo, jak w komputerze, dołożyć kolejne moduły i megabajty. Panuje przekonanie, że człowiek wykorzystuje zaledwie kilka procent możliwości swojego mózgu. Czy setki tysięcy lat ewolucji dałyby jednak wybitnie nieracjonalny produkt: mózg z tak ogromną ilością pustych półek? Można wprawdzie spotkać ludzi obdarzonych niezwykłą, dosłownie fotograficzną pamięcią, ale bardzo często płacą oni za te fenomenalne zdolności wysoką cenę. Ich pamięć jest jak śmietnik, z którego trudno potem cokolwiek wyrzucić.

Zdaniem Alana Baddeleya, profesora psychologii eksperymentalnej z University of Bristol, pamięć to nie mięśnie, które można powiększać i utrzymywać w formie, chodząc na siłownię. Ludzie żyjący w kulturach, gdzie od najmłodszych lat wkuwa się setki stron świętych tekstów, wcale nie nabywają jakichś fenomenalnych zdolności zapamiętywania. Naukowcy porównali nawet umiejętności dzieci z pewnej wyznaniowej wiejskiej szkoły w Maroku, w której głównie uczono na pamięć wersetów Koranu, z młodymi Marokańczykami i Amerykanami uczęszczającymi do normalnych szkół. Okazało się, że pojemność ich pamięci niczym się nie różni. Te pierwsze wypadały w testach nawet trochę gorzej.

Wnioski z tego badania potwierdza również inny eksperyment: 84 dwunastoletnie uczennice podzielono na cztery grupy – trzy przez sześć tygodni ćwiczyły pamięć po pół godziny dziennie (jedna zapamiętywała fragmenty poezji, druga rozmaite liczby, trzecia wzory chemiczne, matematyczne oraz odległości geograficzne), a czwarta w ogóle nie ćwiczyła. Po zakończeniu eksperymentu okazało się, że dziewczęta czwartej grupy w niczym nie ustępowały pozostałym pod względem sprawności pamięciowej.

Myśląc o pamięci zazwyczaj wyobrażamy ją sobie jako stopniowo zapełniany magazyn, który znajduje się gdzieś w określonym miejscu mózgu. Tymczasem naukowcy coraz bardziej przekonani są, że nie istnieje jeden „ośrodek pamięci”. W latach pięćdziesiątych próbowano nawet zlokalizować go u szczurów, które uczono odnajdywania drogi w labiryncie, a następnie usuwano im różne części kory mózgowej i badano, czy nie zapomniały nabytej umiejętności. Próby te jednak zakończyły się całkowitym fiaskiem. Dzisiaj wiemy już, że w tworzenie śladów pamięciowych zaangażowanych jest wiele różnych ośrodków znajdujących się zarówno w „starych”, jak i „nowszych” ewolucyjnie częściach mózgu.

Nie kuj na pamięć

Pamięć to nie mięśnie, ale jeśli jesteśmy gotowi włożyć w zapamiętywanie trochę wysiłku, możemy uzyskać naprawdę niezłe efekty. Po żmudnych ćwiczeniach udaje się odtworzyć bardzo długie ciągi elementów, nawet po jednokrotnej prezentacji. Umożliwiają to specjalne sztuczki i triki mnemotechniczne. Oto przykład: liczbę Π z dokładnością do 23 miejsc po przecinku da się opanować za pomocą... wierszyka (patrz obok).

Π kryje się w liczbie liter w każdym kolejnym wyrazie (dlatego „niema” musiało zostać napisane łącznie, niezgodnie z zasadami ortografii). Takich sztuczek jest sporo. Można się ich nauczyć samemu albo pójść na kurs. Na pewno ułatwiają one życie, zwłaszcza uczniom, ale rzeczywiście nie oczekujmy cudu. Ludzie myślą, że mnemotechnika działa na zasadzie okularów, które automatycznie poprawiają widzenie – tłumaczy prof. Daniel Schachter z Uniwersytetu Harvarda, jeden z najwybitniejszych badaczy pamięci. A przecież trzeba włożyć wysiłek w zapamiętanie każdej pojedynczej twarzy, nazwiska, zdarzenia czy faktu.

– Dzięki ćwiczeniom niemal każdy może nauczyć się zapamiętywać kolejność nawet kilkuset słów. Czy jednak warto robić z siebie mnemonistę? – zastanawia się dr hab. Ewa Czerniawska z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Czemu miałaby służyć okupiona ciężką pracą zdolność mechanicznego zapamiętywania? Nawet przy nauce języków obcych skuteczniejszy jest żywy kontakt z lektorem, a jeszcze lepszy – wyjazd za granicę. – Ale gdybyśmy zaczęli bardzo wcześnie uczyć dzieci mnemotechnik, a szczególnie reguł funkcjonowania pamięci, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będą one lepiej zapamiętywały i staną się bardziej kreatywne od swoich rówieśników –uważa Sylwia Bedyńska, psycholog prowadząca zajęcia z technik uczenia się.

Mnemotechniki pokazują, jak wiele daje przetworzenie materiału przeznaczonego do zapamiętania, nadanie mu łatwiejszej do przyswojenia i bardziej angażującej uwagę formy. Niektóre podręczniki szkolne pisane są w ten sposób, by ułatwić uczenie się. Wiedza nie jest w nich do końca uporządkowana, a pewna zamierzona niedokładność sprzyja zapamiętywaniu, gdyż zmusza ucznia do zaangażowania w tekst. Psychologowie radzą wręcz, by urozmaicać formalny układ podręczników. Uczyć się jak najbardziej aktywnie. Bez tego zapamiętywanie będzie żmudną udręką. Najmniej skuteczna metoda uczenia się to bezmyślne kucie gotowców.

Podziel na porcje

Równie ważne jak aktywna praca z materiałem jest podzielenie go na porcje. Lepiej bowiem przyswajać wiedzę po trochu, niż przysiąść na kilka dni przed klasówką lub egzaminem i ostro zakuwać po kilka lub kilkanaście godzin dziennie. Ten drugi sposób jest powszechny – wiele osób woli zostawiać naukę na ostatnią chwilę. Z punktu widzenia działania mózgu to błędna strategia. Badania wykazały, że do pamięci nie należy wrzucać zbyt wielu informacji naraz. Optymalnym sposobem uczenia się jest „co dzień po trochu” – na przykład po kilkanaście słówek lub kilka stron notatek. Zespół prof. Baddeleya pokazał, że grupa dorosłych ucząca się maszynopisania godzinę dziennie osiągnęła lepsze rezultaty niż ci, którzy robili to dwa razy dziennie po godzinie, raz dziennie po dwie godziny czy nawet dwa razy dziennie po dwie godziny.

Niektórzy, zwłaszcza w egzaminacyjnej potrzebie, wybierają drogę na skróty – wspierają się amfetaminą, owianą sławą cudownego „dopalacza pamięci”. Cena za zdany na „amfie” egzamin czy sprawdzian jest jednak bardzo wysoka. Jej zażywanie zwiększa aktywność mózgu w krótkim czasie, ale nie za darmo. Po takiej pobudzonej chemikaliami intensywnej pracy mózg jest bardzo zmęczony – stąd stany depresyjne i długotrwałe odsypianie, a wreszcie uzależnienie. – Jeśli zapamiętujemy coś pod wpływem amfetaminy, to będziemy sobie mogli to łatwiej przypomnieć, ale również w momencie działania tego narkotyku. Podobnie jest z alkoholem, z tą różnicą, że generalnie osłabia pamięć – ostrzega dr Ewa Czerniawska.

Czy istnieje szansa na bezpieczne pigułki na pamięć? Naukowcy z amerykańskiej firmy Memory Pharmaceuticals są na obiecującej drodze. Laboratoryjna mysz nafaszerowana ich pigułką, wpuszczona do klatki, zachowywała się tak, jakby poprzednia wizyta w tym pomieszczeniu pozostawiła trwałe ślady w jej pamięci. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ów poprzedni pobyt w klatce trwał zaledwie trzy i pół minuty. O wiele za krótko dla mysiego mózgu na tak dokładne zapamiętanie nowego otoczenia – normalnie gryzonie te potrzebują na to około 15 minut.

Viagra dla mózgu

Prace nad preparatami, które miałyby usprawniać pamięć, są już zaawansowane i pokazują, przynajmniej na zwierzętach, że specyfiki takie rzeczywiście przynoszą pożądany skutek. Jeśli jednak w przyszłości powstanie „viagra dla mózgu”, to stosowanie jej wzbudzi poważne kontrowersje. Czy zażywający taki specyfik uczniowie nie będą przypominać sportowców przyjmujących środki dopingujące? Czy codziennie rano przed wyjściem do szkoły mamy będą przypominać dzieciom, by zażyły pigułkę „podkręcającą” pamięć? Kiedyś pewnie trzeba będzie na te pytania odpowiedzieć.

Pamiętać to jedno, ale czym ją zapełniać? Na pewno warto więcej i szybciej czytać. Każdy dałby wiele za zdolność połykania kilkuset słów na sekundę i możliwość przeczytania „Pana Tadeusza” w pięć minut. A są ludzie, niebędący żadnymi wybrykami natury, którzy to potrafią. Ich wyczyny stały się szeroko znane między innymi dzięki konkursom opisanym także na naszych łamach (patrz: „Czas czytania”, POLITYKA 38/01).

Na kursy szybkiego czytania najczęściej zgłaszają się uczniowie gimnazjów i szkół średnich, studenci oraz osoby dorosłe dokształcające się na własne potrzeby. Tradycyjny kurs grupowy kosztuje co najmniej 500 zł, a indywidualny minimum 2000 zł. Na pewno tańsze są programy komputerowe i książki do samodzielnej nauki – „Superczytanie. Jak uczyć się trzy razy szybciej”, „Błyskawiczne czytanie i techniki pamięciowe” czy „Podręcznik szybkiego czytania” autorstwa guru tej metody Tony’ego Buzana.

Warto czytać szybciej, ale nie za szybko. – W czytaniu tekstu najważniejsze jest jego zrozumienie. Kursy szybkiego czytania nie ułatwiają tego. Wydają się sztuką dla sztuki, prześciganiem się w biciu kolejnych rekordów – twierdzi dr Anna Wasilewska, adiunkt w Instytucie Pedagogiki na Uniwersytecie Gdańskim. – Testy badające szybkość czytania sprawdzają tylko jeden z jego aspektów technicznych: jak szybko potrafimy dekodować znaki, ale nie całościową umiejętność czytania – dodaje.

Obietnice szkół szybkiego czytania są kuszące: „Możesz wydobyć 80 proc. informacji w ciągu 20 proc. czasu, jakiego potrzebowałeś do tej pory, aby przeczytać cały tekst”. Czy rzeczywiście? Jeden z czytelników napisał w liście do redakcji: „Zrobiłem próbę z absolwentem takiej akademii. Przeczytał ramotę „O obrotach sfer niebieskich” w siedem i pół minuty z wysokim wskaźnikiem zrozumienia tekstu (97 proc.). Nie umiał jednak odpowiedzieć na pytanie, co się wokół czego kręci, bo to się akurat mieściło w tych brakujących 3 proc.”.

Ucz się inteligencji

Pamięć i szybkość czytania można poprawić. Ale czy da się to zrobić również z inteligencją? To niezwykle ważna cecha umysłu. Co najmniej kilka badań udowodniło, że jej poziom ma ścisły związek z sukcesami szkolnymi – im wyższy IQ (Intelligence Quotient), tym lepsza średnia ocen. Za normalne uznaje się IQ pomiędzy 90 i 110. Ponad 130 świadczy o bardzo wysokiej inteligencji. Natomiast osoby upośledzone umysłowo uzyskują wyniki poniżej 70.

Kwestia inteligencji należy jednak do drażliwych – panuje bowiem dość powszechne przekonanie o jej wrodzonym charakterze. Czy rzeczywiście inteligencja zależy wyłącznie od genów? – Czynnik dziedziczny odgrywa znaczącą, choć nie wyłączną rolę w determinowaniu poziomu intelektualnego człowieka. Okazało się bowiem, że niezależnie od pokrewieństwa genetycznego, dzieci wychowywane razem, czyli w bardzo podobnym środowisku, są bardziej do siebie podobne pod względem ilorazu inteligencji niż wychowywane oddzielnie – mówi prof. Edward Nęcka, psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Przynajmniej do pewnego stopnia można więc próbować uczyć inteligencji ogólnej – rozumianej jako zdolność do przystosowywania się do okoliczności dzięki dostrzeganiu abstrakcyjnych relacji, korzystaniu z uprzednich doświadczeń i skutecznej kontroli nad własnymi procesami poznawczymi, czyli między innymi wnioskowaniem, pamięcią, uwagą i spostrzeganiem. To tylko jedna z definicji inteligencji – w literaturze naukowej naliczono ich kilkadziesiąt.

W latach osiemdziesiątych XX w. próbę uczenia inteligencji podjęto w Wenezueli. Dzięki pokaźnym zyskom ze sprzedaży ropy naftowej powołano ministerstwo inteligencji, którego zadaniem było podniesienie poziomu intelektualnego dzieci uczęszczających do szkół. Ściągnięto z USA najlepszych specjalistów od nauczania sprawności poznawczych (wnioskowania, spostrzegania, pamięci, uwagi) i okazało się, że roczne kursy inteligencji znacząco poprawiają przeciętny poziom intelektualny dzieci. Niestety, ten wielki eksperyment przerwano i nie można było sprawdzić, na ile trwałe są jego efekty. Podobne badania, również z dobrymi rezultatami, przeprowadzono na znacznie mniejszą skalę w dwóch państwach afrykańskich i Stanach Zjednoczonych.

Jednak nie wszyscy naukowcy podzielają wiarę w skuteczność tego typu programów. Sceptycy argumentują, że nie dostarczyły one dowodów trwałego podniesienia poziomu inteligencji u osób w nich uczestniczących. W 1994 r. dwaj naukowcy amerykańscy Richard Herrnstein i Charles Murray w głośnej pracy „Krzywa w kształcie dzwonu: inteligencja a struktura społeczna Ameryki” w ogóle zakwestionowali możliwość rozwijania inteligencji poprzez programy edukacyjne. Ich publikacja do dzisiaj jest przedmiotem gorących sporów i polemik. Głównie z powodu jej wątku rasowego. Zdaniem autorów książki, faktu, iż czarnoskórzy mieszkańcy USA wypadają w testach na inteligencję gorzej niż biali, nie da się wytłumaczyć wyłącznie czynnikami ekonomiczno-historycznymi.

Czy w takim razie warto nauczać inteligencji? – Szkolenie takie nie musi polegać na trenowaniu rozwiązywania testów. Można ćwiczyć wybrane czynności poznawcze, związane z procesami pamięci, percepcji, uwagi, myślenia, kategoryzowania i tak dalej. Choć nie będzie to trening podwyższania ilorazu inteligencji, tak rozumiane nauczanie inteligencji jest możliwe i należy mieć nadzieję, że w niedługiej przyszłości stanie się powszechne – mówi prof. Edward Nęcka. Do pewnego stopnia postulaty te powinna spełniać współczesna szkoła. Reforma programów nauczania w Polsce miała właśnie doprowadzić do „uczenia myślenia”, a nie wkuwania na pamięć mnóstwa danych, z którymi uczniowie nie bardzo wiedzą, co zrobić, a przede wszystkim szybko je zapominają. W szkole powinni uczyć się logicznego i krytycznego myślenia, analizowania tekstów i doświadczeń, wyciągania wniosków. Łatwo powiedzieć.

Traf na nauczyciela

Choć naukowcy nie doszli do zgody, w jakim stopniu inteligencję dziedziczymy, a w jakim nabywamy, to i tak wiele osób jest przekonanych o własnym braku zdolności do pojmowania matematyki, fizyki czy pisania wypracowań. Trudno jednak o bardziej mylne przekonania. Oczywiście są ludzie szczególnie uzdolnieni matematycznie czy polonistycznie, ale nauczyć się tych przedmiotów na przyzwoitym poziomie, przy odpowiednim zaangażowaniu, może prawie każdy. Skąd więc tak liczne porażki?

Współautorka tego artykułu w trakcie swojej edukacji uniwersyteckiej często stykała się ze stwierdzeniem, że osoby studiujące psychologię są humanistami i fakt ten nie pozwala im przebrnąć przez tak zmatematyzowany przedmiot jak statystyka. Zgrabnie więc wpisała się w ten stereotyp i egzamin ze statystyki był jedynym, którego nie zdała za pierwszym podejściem. Cóż porabia dzisiaj? Otóż jest nauczycielem akademickim i z powodzeniem prowadzi ćwiczenia ze statystyki dla studentów i doktorantów. Tajemnica tkwi w sposobie „podania potrawy”. Jeżeli na przykład studentom psychologii na zajęciach ze statystyki zaczniemy na dzień dobry serwować trudne matematyczne wzory, to rzeczywiście natychmiast im ją obrzydzimy. Ale wystarczy zacząć od bardziej opisowych form prezentacji, bez wzorów, a procent studentów rozumiejących, o co chodzi, raptownie skoczy do góry.

Złe nauczanie może, jak wykazują badania, doprowadzić do powstania w umysłach młodych ludzi czegoś, co zostało nazwane bezradnością intelektualną. – Przyczyną wybiórczego, intelektualnego „ogłupienia” może być to, że uczeń w pewnym okresie swojej edukacji został zniechęcony do aktywnego i twórczego myślenia w danym obszarze wiedzy – mówi prof. Grzegorz Sędek ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, który prowadził badania nad występowaniem tego fenomenu w warszawskich liceach. Interesował się on głównie zajęciami z języka polskiego, matematyki oraz fizyki, jako tymi, z którymi uczniowie najczęściej miewają problemy.

Okazało się, że styl nauczania – czyli na przykład płynne przechodzenie od prostych do coraz bardziej złożonych elementów wykładanego materiału, wrażliwość na sygnały mówiące o niezrozumieniu treści przez uczniów – decyduje o tym, czy dziecko będzie w stanie rzeczywiście rozumieć, co się do niego mówi. – Jeżeli nauczyciel nie reaguje na pytania i wątpliwości uczniów, nie potrafi jasno wytłumaczyć nowego materiału, jest przeraźliwie nudny i schematyczny, to nie tylko niczego nie nauczy, ale dodatkowo może wywołać wśród części uczniów syndrom bezradności intelektualnej z towarzyszącą temu stanowi bezmyślnością. Wówczas nawet potencjalnie zdolny uczeń nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, w jakim mieście wybuchło Powstanie Warszawskie! – wyjaśnia prof. Sędek.

Dobrym potwierdzeniem rezultatów uzyskanych przez prof. Sędka są wyniki olimpiad przedmiotowych, na przykład z fizyki czy łaciny. Bardzo często ich laureatami zostają kolejne pokolenia uczniów z konkretnej szkoły, którymi opiekuje się ten sam pedagog. Jest mało prawdopodobne, że przez całe lata trafiają mu się młodzi, wybitnie uzdolnieni właśnie w tych przedmiotach ludzie. Bardziej przekonuje wyjaśnienie, że umie zainteresować uczniów i zmobilizować do nauki znacznie wykraczającej poza szkolny program.

Oczywiście nie za wszystkie niepowodzenia młodych ludzi w szkole winę ponosi nauczyciel. Ogromną rolę odgrywa atmosfera w domu, warunki do nauki, nastawienie uczniów do szkoły i ich wyjściowy zasób wiedzy. – Należałoby także wspomnieć o programach szkolnych w Polsce. Nadmiar materiału do opanowania powoduje, że nawet dobrzy uczniowie tracą przyjemność płynącą ze stopniowego, samodzielnego rozwiązywania problemów i zaczynają wkuwać gotowe (czyli nudne) wiadomości – tłumaczy prof. Sędek.

Na sukces w szkole składa się zatem wiele czynników. Najlepsze triki umysłowe czy nawet pigułki poprawiające pamięć lub inteligencję nie pomogą, jeśli trafi się na złego belfra. Z kolei nawet najlepszy dydaktyk będzie bezradny wobec zupełnego braku chęci i motywacji ze strony ucznia. Wszystko zależy więc od możliwości umysłu, ale nie tylko tych mierzonych pojemnością pamięci czy ilorazem inteligencji.

Aneta Brzezicka jest pracownikiem naukowym w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej
współpraca Magda Hussein

Matematyka. Jak zapamiętać liczbę Π

Kuć i orać w dzień zawzięcie,
bo plonów niema bez trudu.
Złocisty szczęścia okręcie, kołyszesz...
Kuć! My nie czekamy cudu.
Robota to potęga ludu.

Π kryje się w liczbie liter w każdym kolejnym wyrazie.

Wspak po dziesięciu latach

Jedną z najsłynniejszych osób obdarzonych fenomenalną pamięcią był rosyjski dziennikarz Salomon Szereszewski. Jego przypadek opisał światowej sławy psycholog i badacz mózgu Aleksander Łuria. Stwierdził on, że pamięć Szereszewskiego była jak aparat fotograficzny – rejestrowała trwale wszystko, co znajdzie się w obiektywie. Bez problemu uczył się list ponad stu cyfr lub przypadkowych sylab i potrafił powtórzyć je bez błędu nawet czytane wspak (także po upływie dziesięciu lat), zapamiętywał skomplikowane wzory matematyczne, złożone liczby czy poematy napisane w obcych mu językach.

Szereszewski miał także... poważne problemy z zapominaniem. Z tego powodu jego pamięć zaśmiecało mnóstwo danych. Nie był też w stanie dostrzec żadnych zasad, według których zostały ułożone zapamiętane dane czy wyrazy. Jego nadzwyczajne zdolności powstały kosztem innych sprawności umysłowych. Nie jest on zresztą jedynym tego typu przypadkiem. Dobrym przykładem są sawanci, czyli genialni idioci – ludzie obdarzeni jakimś nadzwyczajnym talentem (malarskim, muzycznym czy właśnie pamięciowym), ale z drugiej strony charakteryzujący się niskim ilorazem inteligencji, często uniemożliwiającym im samodzielne życie (patrz POLITYKA 31/02).

Anatomia. Jak zapamiętać kości dłoni

Płynie łódka, księżyc świeci,
trójgraniasty groszek leci.
Na trapezie, trapeziku,
wisi główka na haczyku.

Układ i nazwy kości nadgarstka, licząc od strony przyśrodkowej ręki: łódkowata, księżycowata, trójgraniasta, grochowata, czworoboczna większa, czworoboczna mniejsza, główkowata, haczykowata.

Podziel PIN na pokoje

Wiele rzeczy można zapamiętać, jeśli skojarzymy je z obrazami lub słowami. 500 lat p.n.e. poeta Symonides wpadł na pomysł nazywany dziś techniką wizualizacji, a metodę tę stosował wielki rzymski mówca i myśliciel Cyceron. Na czym ona polega? Jeden z wariantów opisał Alan Baddeley: „Przede wszystkim pomyślcie o dziesięciu miejscach w swoim domu, wybierając je w ten sposób, by przemieszczanie się z jednego do drugiego przebiegało łatwo i naturalnie – na przykład z drzwi wejściowych do przedpokoju, do kuchni, do sypialni i tak dalej. Wybierzcie teraz dziesięć przedmiotów i wyobraźcie sobie je w tych miejscach. Jeśli pierwszym z nich byłaby fajka, wyobraźcie sobie ją sterczącą z dziurki od klucza i wielkie kłęby dymu unoszące się za drzwiami. Jeśli drugim jest kapusta, wyobraźcie sobie przedpokój zatarasowany wielką kapuścianą głową – i tak dalej. Spróbujcie teraz stworzyć podobne nietypowe wyobrażenia dotyczące słów z poniższej listy, kojarząc je z dziesięcioma miejscami: koszula, pieczarka, orzeł, krokodyl, chusteczka, róża, parówka, aparat fotograficzny. Bardzo często stosuję tę technikę mnemoniczną podczas ćwiczeń ze studentami i niemal zawsze działa nadzwyczaj dobrze”.

Istnieją również techniki mnemoniczne werbalne. Zyskały wielką popularność w XIX w., gdy uczniowie musieli wkuwać mnóstwo dat historycznych. Wielebny Brayshaw z Yorkshire opracował zestaw wierszyków dotyczących ponad dwóch tysięcy dat i danych liczbowych z fizyki, astronomii, historii i geografii.

Dziś uczniowie nie muszą wkuwać tylu danych, które bez trudu znajdą w encyklopediach czy Internecie, a dorośli z kolei mają mnóstwo „wspomagaczy” pamięci w postaci organizerów czy palmtopów. Pomimo to mnemotechniki mogą ciągle okazać się przydatne chociażby do zapamiętania licznych PIN-ów.

Jak zapamiętać kolory tęczy

Czemu
patrzysz
żabko
zielona
na
głupiego
fanfarona

Pierwsze litery są pierwszymi literami kolorów tęczy.

Ortografia. Jak zapamiętać wyrazy z ó niewymiennym

Krótka, rózga, kłótnia, córka, zbój, powrósło, ogół, skóra, włókno, włóczka, wróżba, różna, żółw, tchórzliwy, wróbel, próżniak.

Oprócz czółna żółtko, wiórek, wójt, równina, chór przepiórek. Póty, póki, król, jaskółka, róża, Józef, szczegół, półka, źródło, mózg, wiewiórka, która, stróż, ogórek, wspólna góra, próchno, próba, późno, włóka.

Zapamiętaj, łatwa sztuka.

Co mierzy IQ

Iloraz inteligencji IQ to stosunek tzw. wieku umysłowego, ustalonego przez badanie testami, do wieku życia, pomnożony przez 100. Wskaźnik ten, choć często stosowany, nie daje jednak pełnego obrazu uzdolnień. Bardziej wiarygodne są testy mierzące specyficzne zdolności logiczno-matematyczne, językowe, przestrzenne oraz społeczne. Istnieją nawet testy, które biorą pod uwagę zdolności muzyczne, taneczne, jak i intrapersonalne (rozumienie samego siebie, wykształcenie poczucia tożsamości). Tylko w Stanach Zjednoczonych powstają każdego roku setki szczegółowych testów i ich odmian.

Dziury w pamięci

Dyrygent Arturo Toscanini, według przekazów, nawet w podeszłym wieku pamiętał każdą nutę każdego instrumentu około 250 utworów symfonicznych, a także słowa i muzykę około 100 oper. Ale to wyjątek. Daniel Schachter w swojej książce „Siedem grzechów pamięci” szczegółowo obnaża ułomności ludzkiej pamięci, by w końcu stwierdzić, iż są one dla nas błogosławieństwem, gdyż świadczą o sile przystosowawczej ludzkiego umysłu.

Główne grzechy pamięci to nietrwałość, roztargnienie i blokowanie (grzechy pomijania) oraz błędne przypisanie, podatność na sugestię, tendencyjność i uporczywość (grzechy przetwarzania). Taka wielość błędów, które pamięć popełnia, musi mieć wytłumaczenie. Początkowo uważano, iż zapominanie polega na zanikaniu śladów pamięciowych, które możemy porównać do blaknięcia starych fotografii. Jednak ta teoria nie została udowodniona. Bardziej powszechnie sądzi się, iż przyczyną zapominania jest interferencja. Doświadczenia towarzyszące uczeniu się, następujące po nim lub przed nim, nie pozostają bez wpływu na to, co zapamiętamy, a także na to, jak będzie szło nam przypominanie. Jeśli na przykład zapamiętujemy dwie listy słów w obcym języku, to większe jest prawdopodobieństwo interferencji między nimi, niż gdybyśmy zapamiętywali listę słów i zbiór wzorów matematycznych.

Za niemożność przypomnienia sobie czegoś winić można też nieskuteczne wydobywanie. To samo pytanie w teście może być sformułowane w sposób, który natychmiast skieruje nas we właściwe miejsce w naszym „magazynie” pamięci albo też będziemy szukać nie tam, gdzie trzeba. Jednak nawet najlepsze wskazówki nie pomogą, jeśli informacja nie jest przez nas właściwie uporządkowana. Sensowna organizacja materiału jest kluczem do sukcesu – zapewnia właściwe kodowanie, przechowywanie i wydobywanie.

Zapominanie, jak twierdzą niektórzy psychologowie, także ojciec psychoanalizy Sigmund Freud, może być spowodowane chęcią uniknięcia przykrych wspomnień. Określamy je jako zapominanie motywowane. Zapominamy o pomysłach, których nie chcemy uznać za własne, o spotkaniach, na które nie chcemy pójść, zapominamy nazwiska ludzi, których nie lubimy, i przykre zdarzenia. Dzięki temu możemy utrzymać dobry obraz samych siebie i zachować dobre samopoczucie.

(Na podstawie „Psychologii i życia” Ph.G. Zimbardo)

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama