Wypadek busa: 18 ofiar bezmyślności

Polska bylejakość zabija
Większość tragicznych wypadków komunikacyjnych i infrastrukturalnych ostatnich lat ma jedną wspólną cechę - polską bylejakość. Jakoś to będzie. Powinno się udać. Jesteśmy debeściaki. A potem jest płacz, krzyk i żałoba narodowa.

Rok temu podczas pokazów lotniczych w podkrakowskich Balicach rozbiła się awionetka. Zginął pilot i jego trzech pasażerów, a w lotniczym światku zawrzało. Za sterami nie siedział bowiem żółtodziób, tylko zawodowiec, na co dzień latający na lotowskich boeingach. Przyczyna wypadku była bardzo wstydliwa – organizator pokazów, aby ściągnąć jak najwięcej prywatnych samolotów, pozwolił im tankować za darmo. Pilot feralnej awionetki uległ pokusie – zatankował po korek, nie zważając na to, że w ten sposób ryzykuje. Jako doświadczony pilot musiał wiedzieć, że obciążony paliwem samolot z czwórką pasażerów będzie miał problem z uniesieniem się w powietrze. Nie udało się.

Dlaczego o tym piszę dziś, gdy na drodze pod Grójcem zginęło 18 osób? Jechali o świcie stłoczeni w aucie, które normalnie przewozi 6 pasażerów. Siedzieli na skrzyniach do zbioru jabłek. Nie mieli zapiętych pasów, bo nawet tylu pasów tam nie było.

Wszystkie te straszliwe wypadki, gdy giną dziesiątki ludzi, mają w gruncie rzeczy tę samą przyczynę – są pochodną idiotycznej brawury połączonej z polską bylejakością. Bylejakością polskich dróg, bylejakością przejawiającą się w powszechnym lekceważeniu norm i przepisów, bylejakością wykonywania obowiązków. Tumiwisizmem i jakośtobędzizmem.

Kierowca autobusu, który w 2007 r. stoczył się w przepaść pod Grenoble, jechał drogą, którą nie wolno mu było jechać. Gdy na Śląsku zawalił się dach hali targowej, grzebiąc hodowców gołębi, okazało się, iż nie dość, że budynek był źle zaprojektowany, to jeszcze jego administrator zapomniał, że po intensywnych opadach śniegu płaski dach powinien być odśnieżany. Piloci wojskowej CASY, a w kwietniu TU-154 pod Smoleńskiem ,też postanowili lądować, wbrew prognozie pogody i niesprzyjającym warunkom.

Można powiedzieć, że robotnicy, którzy zginęli w wypadku koło Nowego Miasta nad Pilicą, mieli pecha. Ale przecież zdawali sobie sprawę, że auto, do którego wsiadają, do przewożenia ludzi zupełnie się nie nadaje. Kierowca, który we mgle wyprzedzał, zapewne na ułamek sekundy przed kraksą pomyślał: skoro wcześniej się udawało, to zapewne uda się i teraz.

Gdy rozpoczyna się u nas debata o elektrowniach atomowych, czy chociażby ostatnio - po powodzi toksycznego czerwonego szlamu na Węgrzech - o olbrzymim zbiorniku - składowisku odpadów niebezpiecznych pod Legnicą, media pokazują okolicznych mieszkańców, którzy energicznie protestują. Media oskarża się o szerzenie niepokoju i żerowanie na niedoinformowanym, prostym człowieku. A może ten człowiek po prostu podskórnie czuje, że istnieje coś takiego jak polska, zabójcza bylejakość. I może czasem - wbrew zapewnieniom ekspertów - prostestuje, bo czuje zagrożenie. I ja takiego człowieka wtedy rozumiem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj