Kolejny poślizg przetargu na śmigłowce dla armii. Dostawy to nie kwestia tygodni, a kolejnych lat

Śmigłowcowe potknięcie MON
Zamiast Caracali Polska miała kupić w ekspresowym tempie śmigłowce Black Hawk. Po kolejnych wpadkach MON ustalono, że śmigłowce dotrą do Inspektoratu Uzbrojenia dziś do 10.00. Wiemy, że są kolejne opóźnienia.
Dostawy śmigłowców dla armii to nie kwestia tygodni, a kolejnych lat.
Jacek Szydlowski/Agencja Gazeta

Dostawy śmigłowców dla armii to nie kwestia tygodni, a kolejnych lat.

Zamiast szybkiego zakupu może być kolejne przekładanie terminów. Pierwsze już jest: wstępne oferty na śmigłowce w procedurze wszczętej przez MON pod rządami Antoniego Macierewicza będą później, niż chciał minister.

Opóźnienie jest dwutygodniowe, więc w zasadzie nieduże i można powiedzieć, że typowe dla tego rodzaju postępowań. Wstępne oferty na śmigłowce dla wojsk specjalnych i marynarki wojennej będą teraz przyjmowane do 27 marca, choć miały trafić do Inspektoratu Uzbrojenia dziś do 10.00. Dwa tygodnie – nic wielkiego, bo również w anulowanym jesienią przetargu przekładanie terminów składania ofert zdarzało się kilkukrotnie.

I można by powiedzieć, że to pierwsze potknięcie w nowej procedurze, więc nic się nie stało. Ale przecież po zerwaniu (czy jak chce strona rządowa: zakończeniu) bez porozumienia prowadzonego od kilku lat przetargu na 50 śmigłowców – tych potknięć było już kilka.

Pamiętamy, jak kilka dni po ogłoszeniu, że Polska nie kupi Caracali, minister ogłaszał kupno Black Hawków i to jeszcze w 2016 r. Potem zapowiadał budowę śmigłowców razem z Ukrainą. Wreszcie latał nad Warszawą jednym (na razie tylko jednym) z potencjalnie oferowanych helikopterów.

Nowe śmigłowce dopiero za dwa tygodnie?

To były wpadki, powiedzmy, wizerunkowe. Teraz potknięcie jest natury proceduralnej. MON wydało zaproszonym uczestnikom dokumentację 20 lutego. Było jej w sumie około tysiąca stron, ale wymagała dokładnej analizy, także fachowego tłumaczenia. Bo jednak wszyscy zaproszeni dostawcy to w istocie podmioty zagraniczne, jak by tego nie próbowali zaklinać szefowie ich znajdujących się w Polsce fabryk.

Decyzja o wejściu do postępowania zapada powyżej ich poziomu, a obcojęzyczni szefowie muszą mieć dostęp do papierów.

W mniej niż miesiąc taka decyzja nie zapadnie. Nierealne jest zapowiadane przez MON podpisanie umowy w pierwszej połowie roku, cudem będzie, gdy w ogóle nastąpi to w 2017 r. Dostawy to kwestia kolejnych lat.

Bo zapewne nastąpią kolejne opóźnienia, gdyż nowa procedura – mimo określenia jej przez MON mianem przyspieszonej – wcale nie jest prosta. Składa się z kilkunastu etapów, z grubsza odpowiadających temu, co działo się w trwającym latami przetargu.

Głównym wyzwaniem jest wymaganie śmigłowca łączącego jednocześnie funkcje zwalczania okrętów podwodnych i poszukiwawczo-ratownicze na morzu. Innym – specjalistyczne wyposażenie maszyny dla sił specjalnych, które np. Amerykanie zaliczają do produktów chronionych i by je zamontować na Black Hawkach, potrzebna będzie zgoda rządu USA.

Takich kwestii są dziesiątki, a pierwsze opóźnienie wskazuje, że nawet te najprostsze, bo zasadnicza część wstępnej oferty to po prostu spełniona przez dostawcę tabela wymagań, zabierają więcej czasu, niż zapowiadał minister Macierewicz.

Nic nie słychać też, by szybko udało się spełnić inną ze śmigłowcowych obietnic ministra – o przekazaniu „do testów” dwóch maszyn dla sił specjalnych. To, co miało się zdarzyć do końca 2016 roku, a potem „na przełomie stycznia i lutego”, w połowie marca jest nadal w sferze planów i zamierzeń.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną