Kraj

Ekshumacje smoleńskie wbrew prawom człowieka

Ekshumacja zwłok Arkadiusza Rybickiego w Gdańsku Ekshumacja zwłok Arkadiusza Rybickiego w Gdańsku Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Polska, wykonując ekshumacje ciał ofiar katastrofy smoleńskiej wbrew woli rodzin, naruszyła Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka – orzekł właśnie Trybunał w Strasburgu.

Ekshumacji dokonano, ofiarom naruszenia Konwencji pozostaje zadośćuczynienie. PiS znowu wygrał na polityce faktów dokonanych. Ten wyrok to nie tylko dowód na bezwzględność władz PiS, które dążąc do udowodnienia swojemu elektoratowi, że robią coś w sprawie udowodnienia rzekomego zamachu, nie wahały się sprofanować ciał ofiar i narazić na cierpienie ich bliskich. To także wstyd dla polskich sądów, które nie skorzystały z możliwości zabezpieczenia cywilnych powództw rodzin przez czasowe wstrzymanie decyzji prokuratury. Zauważył to w wyroku Trybunał w Strasburgu. Chociaż także on mógł zarządzić wstrzymanie ekshumacji w drodze tymczasowego zabezpieczenia. I też tego nie zrobił.

Prawo do prywatności złamane

Trybunał stwierdził, że brak w polskim prawie karnym możliwości odwołania się do sądu od decyzji prokuratury o ekshumacji narusza prawo do prywatności zagwarantowane w art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka. Należy bowiem wyważyć pomiędzy obowiązkiem państwa ustalenia przyczyny śmierci a prawem bliskich do prywatności. Należy też rozważyć, czy ekshumacja jest bezwzględnie konieczna do ustalenia przyczyny zgonu, czy też można to osiągnąć mniej drastycznymi metodami. To oznacza dla państwa obowiązek wprowadzenia możliwości takiego odwołania. Trybunał zauważył też, że polskie sądy nie dały ochrony skarżącym.

Czytaj także: Ekshumacje „prawie wszystkich” ofiar katastrofy smoleńskiej? Nawet bez zgody rodzin

Na 96 ofiar katastrofy w Smoleńsku ekshumowano 83 ciała. Sprzeciwiały się 22 rodziny. Wspierał je RPO Adam Bodnar, który argumentował, że sprzeciw rodzin powinien być rozważony przez sąd, ponieważ ekshumacje głęboko ingerują w ich prawa. Powoływał się na konstytucyjne prawo do prywatności. Były protesty na cmentarzach podczas ekshumacji. Rodziny pisały listy otwarte, odwoływały się do prokuratury. Trzy poszły do sądu i w postępowaniu cywilnym o ochronę życia prywatnego w postaci uczuć do zmarłych bliskich i kultu ich ciał domagały się zastosowania tymczasowego zabezpieczenia powództwa w postaci wstrzymania ekshumacji do końca procesu. Sądy (właściwy był Sąd Okręgowy w Warszawie) nie zastosowały zabezpieczenia. Ekshumacji dokonano. W jednej sprawie sędzia zwrócił się z pytaniem do Trybunału Konstytucyjnego Dobrej Zmiany, który – jak można było przypuszczać – na nie nie odpowiedział.

16 tys. euro zadośćuczynienia dla rodzin

Trybunał w Strasburgu rozpatrzył sprawy wdów po Arkadiuszu Rybickim i Leszku Solskim, wspieranych przed Trybunałem przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Trybunał przyznał im rację i zasądził po 16 tys. euro zadośćuczynienia.

Czytaj także: Wraz z ekshumacjami powinno się skończyć szaleństwo smoleńskie

Nic nie usprawiedliwia władz PiS, które realizując swoje cele, nie liczą się z niczym i z nikim. Ale pretensje można mieć też do sędziów, którzy nie skorzystali z możliwości zabezpieczenia powództwa. Jak widać z dzisiejszego wyroku Trybunału Praw Człowieka, mieli do tego mocną podstawę zarówno w konstytucji, jak i Konwencji. Czy prokuratura zastosowałaby się do orzeczenia sądu? Można spekulować, ale raczej tak, bo inaczej prokuratorom groziłaby – kiedyś – odpowiedzialność karna.

Ale nawet gdyby prokuratura się nie zastosowała, stawiając wyżej interes partii rządzącej niż prawo, nie może to wyznaczać działania sądu. Możemy też przypuszczać, że sędzia, który zastosowałby zabezpieczenie powództwa, odpowiadałby dyscyplinarnie. A może karnie, jak to dziś zapowiada prokurator krajowy Bogdan Święczkowski wobec sędziów Sadu Najwyższego, którzy zadali pytanie prejudycjalne Trybunałowi w Luksemburgu.

Jeśli obawa represji będzie limitować polskich sędziów, to nie będzie już sądów w Rzeczpospolitej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną