Kraj

Żart przestaje być żartem, gdy odsłania fakty

Plakat wyborczy Andrzeja Dudy na prywatnej posesji Plakat wyborczy Andrzeja Dudy na prywatnej posesji Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Jedyny drobny problem w tym, że nie do końca wiadomo, kto w tych nowych wyborach prezydenckich będzie kandydował.

Chociaż dzisiejszy felieton, składający się głównie z cytatów, jest żartobliwy, to zgodnie z tytułem ma intencje realistyczne. Ostatni felieton opatrzyłem zastrzeżeniem, że może okazać się nieaktualny w chwili publikacji. I stało się, niedługo po przesłaniu tekstu do redakcji upubliczniono stanowisko PKW w sprawie wyborów o treści: „§ 1. Stwierdza się, że w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów. § 2. Fakt wskazany w § 1 równoważny jest w skutkach z przewidzianym w art. 293 § 3 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów. § 3. Uchwała podlega przekazaniu Marszałkowi Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, podaniu do publicznej wiadomości i ogłoszeniu w »Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej«. § 4. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia”.

Z logicznego punktu widzenia jest to nonsens, gdyż zakładając, że § 1 jest prawdą, nie może on być równoważny z §2, który jest fałszem, bo kandydaci byli. Jest też dziwaczna z tego powodu, że została upubliczniona już 9 maja, ale podjęta dzień później, czyli wtedy, gdy wybory trwały, bo nikt ich nie odwołał.

Czytaj też: Co się nie zdarzyło 10 maja i co będzie teraz

Wszyscy się odcięli od wyborów

Oto dialog (lekko podrasowany) p. Jolanty Sacewicz o zaistniałej sytuacji:

„Niy rhozumiem, tzo czytam” – odpowiedziała żona (Angielka) po polsku. „Dlaczego nie rozumiesz?” – pytam po angielsku, więc żona też przeszła na swój ojczysty język: „Nie rozumiem, czy w Polsce są wybory, czy ich nie ma w tę niedzielę”. „Są, ale ich nie ma” – odpowiadam. Pyta dalej: „Są, ale nie są?”. „No właśnie tak!!!” – wyrzucam z siebie tę oczywistość. „To mówisz, że są i nie są wybory? To bardzo ciekawe! Co to znaczy? Jak to się robi? Wytłumacz, proszę” – popija kawę i sadowi się na stołku przy barku. „No wybory są, ale głosowania nie będzie” – mówię i wiem, że lecę w przepaść. „Jak to? Ludzie bojkotują?” – żona tarmosi temat. „Ludzie chcieli bojkotować, gdy wybory miały być, ale teraz, gdy wybory są, choć ich nie będzie, żeby je zbojkotować, trzeba by chyba zagłosować” – próbuję się ratować. „Co ty mówisz, do cholery?” – dopytuje bez litości. Zdesperowany krzyczę: „No czego tu nie rozumiesz?! Wybory są ogłoszone, ale wyborów nie będzie, bo nie zrobi się głosowania, żeby unieważnić wybory z powodu ich nieodbycia, co się dla odmiany zrobi, żeby ogłosić nowe wybory!!! Proste i tak samo oczywiste jak to, że wybory robią teraz w Polsce listonosze! Tak, listonosze! Poczta Polska! Dobrze słyszysz, Postal Service!”.

Dlaczego listonosze? A bo ja wiem?! Może strażacy są zajęci! Listonosze się jednak od tych wyborów odcięli. Odciął się też minister, który miał listonoszy nadzorować i mówił, że listonosze się nie odetną. Wydrukował im nawet w tajemnicy 30 mln kart do głosowania i też się od nich odciął. Te karty są do pobrania, wolno fruwają po ulicach, ale nie ma gdzie ich wrzucać, bo komisja, która już tych wyborów nie organizuje, też się od nich odcięła i nie da urn. Listonosze nie dadzą skrzynek, bo tych kart oficjalnie nie ma, bo ich nie drukowali, tak jak minister, który je wydrukował przed odcięciem się. Pani, która ogłosiła te wybory, nie mogła się od nich odciąć, więc poprosiła grupę kolegów ze stołówki, która gotuje obiady prezesowi Kaczyńskiemu, by poparli ją w ogłoszeniu tych wyborów w innym terminie. Koledzy nie zdążyli się wypowiedzieć, bo prezes przed obiadem dogadał się z innym posłem, że Sąd Najwyższy unieważni te wybory, których nie będzie, czyli unieważni coś, czego nie ma – i będzie po sprawie. Wtedy ta pani, która ogłosiła wybory i nie może się od nich odciąć, będzie mogła ogłosić nowe wybory.

No co się tak na mnie gapisz? Wszystko jest pod kontrolą. Jedyny drobny problem w tym, że nie do końca wiadomo, kto w tych nowych wyborach będzie kandydował. Wybór będzie między wszystkimi, którzy kandydują, i jednym kandydatem, który ma wygrać i ma pozwolenie na prowadzenie kampanii w TVP, której ostatnio dał pieniądze.

Kandydaci są i nie są kandydatami

PKW pomaga tzw. dobrej zmianie, co oczywiste, przecież nie została powołana po to, aby przeszkadzać. Pewnie, że dwa Jarosławy, jeden z Krakowa, drugi z Warszawy, nie ułatwiły sytuacji, bo z góry orzekły, co zrobi Sąd Najwyższy. Ten zbiesił się i zapowiedział, że nie wiadomo, co postanowi, a potem orzekł, że nie może być protestów wyborczych w związku z wyborami, których nie było.

Po kosmosie krąży też opinia, że uchwała PKW jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu do SN. Kolejne hecne stwierdzenie, bo zaskarżeniu podlegają uchwały PKW o ważności lub nieważności wyborów, a druk nr 129/2020 nie jest ani jednym, ani drugim. W gruncie rzeczy można to zaskarżyć do Naczelnego Sądu Administracyjnego i szkoda, że nikt tego nie uczynił. To, że tzw. dobra zmiana uczepiła się uchwały PKW, jest w pełni zrozumiałe, gdyż w zaistniałej sytuacji daje optymalne rozwiązanie dla reelekcji p. Dudy. Można się tylko dziwić wielu wytrawnym i wcale nieprorządowym konstytucjonalistom, że kwalifikują głupoty p. Marciniaka i jego kolegów jako racjonalne wyjście z pata sprokurowanego przez p. Sasina.

W konsekwencji mamy, co mamy, np. właśnie to, że mocą bzdury wszyscy kandydaci są i nie są kandydatami itd. Cóż. Parafrazując Leca: fakt pozostaje faktem, nawet gdy jest ubrany wedle pisowskiej mody.

Czytaj też: Czy decyzja PKW daje nadzieję na wyjście z kryzysu?

Ostry cień mgły tańczący z wilkami

Oto futurologiczna opowieść o konsekwencjach sławnej już „raperskiej” frazy p. Dudy: „Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły”. Pan Trump, wielce usatysfakcjonowany, że został uznany za kolegę p. Dudy (przez p. Dudę), postanowił uczcić to wydarzenie nazwaniem „imieniem Srebrnych Wież w Warszawie” (właściciel Trump Tower w New York City ma słabość do wież) jednego z indiańskich rezerwatów. Zaprosił polskiego kolegę na nadanie rezerwatowi nowej nazwy. Pan Duda przybył na uroczystość i zawołał do zebranych wojowników: „Czołem Indianie. Howgh”.

Córka wodza, zwana (z wiadomych powodów) Pieścidełkiem z Prerii, zapytała tatę, nazwanego Ostatnim Mohikaninem z Nowogrodzkiej, kim jest dostojny gość. Wódz odpowiedział: „Nie pytaj o jego imię, to jest Zwycięsko Walczący z Ostrym Cieniem Mgły”. A co to znaczy? Czy np. coś podobnego do Tańczącego z Wilkami? – zapytała dziewczyna. Tata odpowiedział: „Trudno ustalić, bo jak autorytatywnie orzekł sam zainteresowany, każdy musi sam dla siebie zrozumieć, na czym polega ostry cień mgły”.

Nawiasem mówiąc, mgła jest zwykle rozmazana, a jej cień jeszcze bardziej, ale to inny problem. Pan Mucha (nie siada) wyjaśnił, że jego pracodawca znakomicie rozpowszechnił akcję (charytatywną dla służby zdrowia) #hot16challenge2, gdyż jego rapowanie miało 5 mln odsłon. Pan Mucha (nie siada) nie obliczył jednak, ile było kpin np. z tego powodu, że p. Duda dał 2 mld zł na TVP, a nie na walkę z nowotworami. Notabene ta zacna firma wypracowała 89 mln zysku, z czego 2 mln otrzymał zarząd. Ciekawe, jak będzie za rok.

Czytaj też: Duda, prezydent od rozrywki. O wyborach milczy

Armia pod kontrolą NIK

Stosunki polsko-amerykańskie stały się przedmiotem głębokiej analizy p. Błaszczaka: „Polskie F-16 oraz MIG-29 po raz kolejny eskortują amerykański bombowiec B1B w ramach misji Bomber Task Force. To dowód, że USA poważnie traktują swoje zobowiązania sojusznicze na wypadek zagrożenia. Wojsko Polskie realizuje swoje zadania pomimo #koronawirus”.

Mimo „przedziwna gramatyka” p. Błaszczaka czuję się całkowicie bezpieczny z powodu lotu bombowca (w sile 1, słownie jeden) B1B wypełniającego sojusznicze zobowiązania. Fajnie, że polskich myśliwców było więcej, bo aż 3 (słownie trzy). Swoje dodał też p. Macierewicz: „Na tym tle [groźby użycia broni biologicznej] Polska jest bezpieczna. My przygotowaliśmy narzędzia nie tylko finansowe, administracyjne, medyczne, ale także związane z bezpieczeństwem państwa, jakim są Wojska Obrony Terytorialnej do zwalczania zagrożeń, kataklizmów i ataków, jakie mogą na Polskę spaść”. Czy miał na uwadze kataklizm ujawnienia najprawdziwszej prawdy smoleńskiej?

Odbyła się kontrola NIK w armii z takim wynikiem: „W jednostkach szkolnictwa wojskowego brakowało sprzętu oraz urządzeń szkolno-treningowych, niezbędnych do prawidłowej realizacji programów szkoleń, a w konsekwencji do zapewnienia jego właściwego przebiegu i poziomu nabywanej wiedzy i umiejętności. Brakowało także podstawowych środków bojowych takich jak: amunicja strzelecka ślepa, lont prochowy, petardy, ręczne granaty dymne i inne środki pozoracji pola walki”. Szef MON tak to skomentował: „W kwestii szkoleń żołnierzy zrobiliśmy bardzo dużo. Raport NIK kończy się na 2018 r., od tego czasu wdrożyliśmy nowy system, który znacznie usprawnił działania. Szef Sztabu Generalnego dostał ode mnie polecenie, by objąć osobistym nadzorem wdrażanie zaleceń pokontrolnych NIK”. Ciekawe: raport „kończy się na 2018 r.” i „zrobiliśmy bardzo dużo, ale zalecenia trzeba wdrożyć”. Im gorzej, tym lepiej.

Czytaj też: Żołnierze źle szkoleni. NIK burzy narrację MON

Szumowski znowu coś wypłaszczył

Jest jednak prawdziwe zagrożenie. Pan Kowalski, zastępca p. Sasina, ujął to tak: „Pan premier Sasin jest twarzą skutecznej pomocy polskiemu państwu, polskiej gospodarce przez spółki skarbu państwa. Ja sobie wyobrażam taką sytuację, że Angela [Merkel] zadzwoniła do Donalda Tuska i powiedziała: słuchaj, Donek, zrób coś. Zaatakujcie Jacka Sasina. To jest człowiek, który odpowiada za najważniejsze spółki energetyczne. To jest człowiek, który stoi nam na przeszkodzie realizacji naszych planów. Chcemy sprzedawać gaz z Nord Streamu w ramach Zielonego Ładu do Polski. Zróbcie coś, zaatakujcie, wymyślcie jakiś pretekst. No i wymyślili”.

Co takiego? Ano nieodbycie wyborów korespondencyjnych, za co odpowiada nie kto inny jak p. Grodzki, prawdziwa twarz Platformy Obywatelskiej, która realizuje tylko obce interesy. Ale na szczęście czuwa p. Szumowski: „Szczyt epidemii może być przed nami, tę opinię powtarza wielu epidemiologów. (...) Ten szczyt jest przesuwany i wypłaszczany, krzywa zachorowań jest cały czas wypłaszczana. Jesteśmy na wskaźniku ok. 1, mam nadzieję, że spadnie poniżej, ale najpierw musimy opanować ogniska na Śląsku. (...) Badamy kopalnie wyrywkowo. To jest bardzo poważna sytuacja z punktu widzenia epidemicznego. Na szczęście nie aż tak dramatyczna z punktu widzenia medycznego czy ludzkiego, bo te osoby nie chorują ciężko. (...) Chcemy jak najszybciej zlokalizować chore osoby na Śląsku i ograniczyć ogniska zachorowań w kopalniach. (...) Jeżeli byśmy oddzielili Śląsk i zakażenia koronawirusem w kopalniach od przebiegu epidemii w Polsce, to mielibyśmy już tendencję spadkową”.

Pan Szumowski znowu więc coś wypłaszczył, tym razem – niczym prawdziwy wulkan – szczyt epidemii. Ba, nawet go przesunął. Kurna, gdyby nie ten Śląsk... A gdyby nie Wuhan, nie Bergamo – jak byłoby pięknie. Instruktorzy narciarscy nie mieliby okazji do handlowania wadliwymi maseczkami, korzystając z pośrednictwa krewnych i znajomych królika, a p. Szumowski nie musiałby kombinować, czy sprzęt z polecenia Komisji Europejskiej nie ma tylko atestu, czy też jest wybrakowany. Ale i tak sytuacja na Śląsku została szybko opanowana, gdyż liczba zachorowań spadła, chociaż jest wyższa od przeciętnej krajowej. Tak czy inaczej, górnicy mogą wracać do pracy, bo skoro jest mniej zachorowań, to na pewno nie będzie ich więcej, gdy kopalnie się zatłoczą. Przednia logika z ostrym cieniem.

Czytaj też: Dlaczego sytuacja na Śląsku jest tak dramatyczna?

O Polsce żart z brodą

Czas na kącik humoru politycznego w wydaniu profesora fizyki p. Brody i doktora filozofii p. Bukowskiego. Ten drugi przeprowadził taką oto analizę politologiczną: „Opozycja zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu tendencje autokratyczne, czyli zgubne dla Polski, siebie przedstawia zaś jako szczerych obrońców demokracji, a więc ludzi mądrych, światłych i postępowych. Jest to myślenie oparte na całkowicie błędnym schemacie wpajanym ludziom od dziecka i przyjmowanym przez nich bezrefleksyjnie. Według niego demokracja ma wywoływać wyłącznie pozytywne skojarzenia, autokracja zaś negatywne. A przecież wystarczy przeczytać to, co napisał w »Polityce« o ustrojach państwowych Arystoteles oraz prześledzić w podręcznikach historii, kiedy dawne imperia odnosiły wielkie sukcesy, aby przekonać się, że to właśnie autokracja jest znacznie bardziej efektywna w polityce niż demokracja. W Polsce, którą przez wieki skutecznie i często z dużym powodzeniem rządzili królowie, a po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Józef Piłsudski, powinniśmy docenić walory autokracji”.

I wybrać Zwykłego Posła na króla, by stworzył nowe imperium, oczywiście autokratyczne. Churchill chyba jednak lepiej znał się na rzeczy, gdy stwierdził: „demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu”. Powiedziałbym, że p. Bukowski nie tyle opiera się na błędnym schemacie myślowym, ile jest to cień tej operacji.

Ewa Siedlecka: Niewybory w Krainie Czarów

Pan Broda idzie dalej i proponuje: „Uznając, że sytuacja ta [obecna w Polsce] stworzyła najwyższy stopień zagrożenia, prezes Rady Ministrów RP zarządza stan wyjątkowy obowiązujący na terenie całego kraju. Paradoksalnie jest to krok uwzględniający żądania opozycji, która od kilku miesięcy domaga się wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Ze względu na ewidentny brak uzasadnienia dla proponowanej przez opozycję wersji w formie stanu klęski żywiołowej wprowadzony jest stan wyjątkowy, a jego przyczyną są działania blokujące możliwość przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Jedynym celem wprowadzenia stanu wyjątkowego będzie przeprowadzenie uczciwych, powszechnych, bezpośrednich i tajnych wyborów Prezydenta RP, a czas jego trwania będzie ograniczony od daty niniejszej decyzji do czasu stwierdzenia ważności wyborów. Także wąski zakres ograniczeń wolności obywatelskich będzie dotyczyć wyłącznie tych praw i zachowań, które mogą być wykorzystane do działań przeciw wyborom. W ten sposób określony jest cel podjętej decyzji i zarysowany duch zarządzenia, którym będą podporządkowane szczegółowe zasady postępowania określone w osobnym dokumencie. Nikomu nie uda się zablokowanie wyboru Prezydenta RP. Obronimy Niepodległość Polski! Tak nam dopomóż Bóg!”.

Zapomniał dodać: „Władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy, a kto podniesie rękę na dobrą zmianę, temu ją odrąbiemy”. Tak czy inaczej – wygląda na to, że tzw. dobra zmiana nigdy nie odda władzy w sposób uczciwy. Niemniej wypada wierzyć, że proklamacje p. Brody okażą się jeno dowcipami z brodą. Czasem żart lepiej odsłania fakty, niż zrobiłyby to same. Za tydzień o zabawie w chowanego.

Sekielscy o „Zabawie w chowanego”: Dla wszystkich ten temat jest niewygodny

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną