Kraj

Kulisy debaty w Końskich. Znalazł się scenariusz?

Andrzej Duda na telebimie w Końskich, 6 lipca 2020 r. Andrzej Duda na telebimie w Końskich, 6 lipca 2020 r. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Nie milkną echa wizyty Andrzeja Dudy w Końskich. Widzowie w studiu TVP dostrzegli działaczy PiS, padły też pytania o to, czy prezydent korzystał z promptera. To nie koniec kontrowersji.

Niewielkie, liczące 20 tys. mieszkańców Końskie w województwie świętokrzyskim skupiły zainteresowanie obserwatorów toczącej się kampanii. Miasto stało się symbolem małych ośrodków, które są szczególnie pożądanym łupem wyborczym. Do tej pory wygrywał w nich Andrzej Duda, niezły wynik zanotował też Szymon Hołownia (choć raczej na zachodzie kraju). W Końskich, podobnie jak w całym województwie, Duda wygrałby w pierwszej turze. O miasteczku zrobiło się głośniej po wypowiedzi Władysława Kosiniaka-Kamysza, który tak skomentował podróż prezydenta do USA: „Wyborów nie wygrywa się w Waszyngtonie, a w Końskich”. Kandydat PSL uzyskał tu 2,72 proc.

Końskie nie takie przypadkowe

Jak wynika z naszych ustaleń, Końskie na miejsce „debaty prezydenckiej” wybrano z przyczyn pragmatycznych. Po pierwsze, celem sztabu Dudy było uniemożliwienie bezpośredniego starcia kandydatów. – Gdyby debatę zorganizowano w Warszawie, Trzaskowski mógłby przybyć w ostatnim momencie. Tak zrobiła Małgorzata Kidawa-Błońska w maju. Mimo zapewnień, że nie weźmie w niej udziału, w końcu stawiła się w studiu. Ryzyko było zbyt duże – mówi „Polityce” działacz PiS.

Po drugie, to ukłon prezydenta w stronę mieszkańców świętokrzyskiego, nazywanego bastionem ludowców. Kosiniak-Kamysz uzyskał w wyborach bardzo słaby wynik, działacze PiS szykują się więc do przejęcia struktur PSL w regionie. Czy tak się stanie, to się dopiero okaże. Cel bieżący udało się jednak osiągnąć. Duda pojechał do Końskich, gdzie był przepytywany przez Michała Adamczyka z TVP, a potem przez wyborców. Jego rywal zmierzył się w Lesznie z przedstawicielami kilkunastu redakcji.

Czytaj też: Jak Duda sam ze sobą w Końskich debatował

Pytają sympatycy PiS

Duda debatował zatem sam ze sobą, a pytania zadawała mu publiczność, zamknięta w hali na tle ścianki z logo TVP. W mediach ogólnopolskich rozgorzała dyskusja: czy na widowni faktycznie zasiedli mieszkańcy, czy też były to osoby podstawione? Trudno jednoznacznie ustalić, ale warto wziąć pod uwagę publikację w lokalnym serwisie Tkn24.pl, który przedstawia się jako „multimedialne centrum powiatu koneckiego”. Czytamy, że przedstawicieli tamtejszych mediów nie wpuszczono na teren hali, zaproszono ich tylko na pobliski skwerek, gdzie po debacie Duda spotkał się z mieszkańcami (miał też przemawiać, ale ten punkt skreślono).

Za to internauci szybko wypatrzyli w studiu TVP lokalnych działaczy PiS. Była Katarzyna Serek, która w zeszłym roku startowała z ramienia PiS do rady powiatu. Zadała Andrzejowi Dudzie czytane z kartki pytanie o to, czy do Końskich wróci kolej, co oczywiście w żadnej mierze nie leży wśród kompetencji głowy państwa. Mimo to prezydent szybko odpowiedział, że to tutaj podpisał ustawę dotyczącą powrotu kolei do mniejszych miejscowości (wtedy powstało słynne zdjęcie Dudy w ławce na pustym peronie), ba, podał dokładny czas, w jakim pociąg z Końskich dotrze do Warszawy, gdy już powstanie Centralny Port Komunikacyjny.

Poza panią Serek wśród gości znaleźli się m.in. mąż radnej powiatowej PiS z oddalonego o 20 km Fałkowa oraz działacz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. – Plan był taki, że nawet gdyby Trzaskowski postawił wszystko na jedną kartę i zjawił się w Końskich, to miałby podwójny problem. Brak zwolenników w studiu, z którego pewnie salwowałby się ucieczką, i zdecydowanie nieprzychylny tłum na zewnątrz – dodaje działacz PiS. Arkadiusz Góral z Tkn24.pl mówi nam, że nie rozpoznał wszystkich lokalnych polityków PiS: – Część na pewno pochodziła stąd, ale większości wcześniej nie widziałem, a gdyby działali w lokalnych strukturach PiS, to na pewno bym ich kojarzył.

Duda czytał z promptera?

Nie możemy stwierdzić bez wątpliwości, czy krążące w internecie zdjęcie przedstawiające Dudę czytającego odpowiedzi z promptera, którego w studiu wcale nie próbowano ukryć, jest prawdziwe. Zdaniem specjalistów ds. mowy ciała takiego scenariusza nie można wykluczyć. – Nie śmiałabym postawić jednoznacznej tezy, że prompter był w studiu obecny. Natomiast na podstawie zachowania prezydenta mogłabym wnosić, że gdzieś szukał podpowiedzi. Jego wzrok był rozbiegany, a on sam się zacinał. Miał krótki oddech, mówił szybko i stosował dziwną składnię. To wszystko oznaki zdenerwowania, ale mogą też świadczyć o poszukiwaniu pomocy w postaci przygotowanego tekstu – mówi Daria Domaradzka-Guzik, specjalistka ds. komunikacji i wystąpień publicznych.

TVP broni się, mówiąc, że promptery były, ale wyświetlały pytania Michała Adamczyka. Z tymi zresztą prezydent z pewnością był zaznajomiony, zresztą w dużej mierze dotyczyły spraw, które PiS przedstawia jako sukcesy swego rządu.

Czytaj też: Duda według TVP. Ojciec narodu i ukochany przywódca

Końskie rozstrzygną wybory?

Po debacie prezydent udał się na skwer, gdzie czekali jego zwolennicy. Na miejsce przybyli też wyborcy Rafała Trzaskowskiego. Atmosfera zrobiła się do tego stopnia napięta, że policja zdecydowała się ich rozdzielić. Duda szybko z Końskich zniknął, kontynuując kampanijny tour. A działacze PiS nie kryją zadowolenia z przebiegu „debaty”: – W partii panuje przekonanie o zwycięstwie. Mieliśmy też lepszą oglądalność niż Trzaskowski. Publiczność wypadła autentycznie, a puste stanowisko kontrkandydata było wystarczająco wymowne. Przeniesienie debaty do Końskich było posunięciem, które mogło rozstrzygnąć tę kampanię.

Dobre nastroje mogą się zepsuć, jeśli to prawda, że pracownicy KSSPR Końskie, klubu piłki ręcznej rezydującego w hali, znaleźli w poniedziałek pełen scenariusz debaty. Zarówno z pytaniami od widzów, jak i odpowiedziami prezydenta.

Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska nie odpowiedziała na nasze pytania w tej sprawie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną