Kraj

Ziobro szczypie PiS. Komu wysyła sygnał?

Zbigniew Ziobro postanowił przypomnieć Jarosławowi Kaczyńskiemu i prawicowym wyborcom, że istnieje taka partia jak Solidarna Polska. Zbigniew Ziobro postanowił przypomnieć Jarosławowi Kaczyńskiemu i prawicowym wyborcom, że istnieje taka partia jak Solidarna Polska. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
W czas kanikuły mnożą się znaki. Znaki świadczące o tym, że Ziobro postanowił przypomnieć Kaczyńskiemu i prawicowym wyborcom, że istnieje taka partia jak Solidarna Polska – i że jest bytem odrębnym i odmiennym od PiS, a nawet lepszym.

Garść przykładów. Żądanie wypowiedzenia konwencji stambulskiej o przeciwdziałaniu przemocy. Postulat weta na szczycie Unii Europejskiej. Ukryta pod płaszczykiem „transparentności finansowej” próba wzięcia za twarz organizacji pozarządowych. Krytyka pisowskiego ministra Dariusza Piontkowskiego za odwołanie łódzkiego kuratora oświaty, który w TV Trwam bredził coś o „wirusie LGBT”; zapewnienia Piontkowskiego, że kurator poleciał za inne grzechy, Ziobry nie usatysfakcjonowały. Podszczypywanie Mateusza Morawieckiego. Krytyka człowieka premiera Pawła Borysa za nominację na prezesa Rafako „platformersa”. Próba wypchnięcia z rządu wicepremier Jadwigi Emilewicz, która, choć formalnie jest w Porozumieniu Jarosława Gowina, mentalnie wyemigrowała do obozu Morawieckiego. Lekko tylko zawoalowana krytyka reszty obozu za „sprawowanie władzy dla samej władzy”, technokratyzm i porzucenie prawicowych wartości.

Ziobro konsekwentnie wytyka PiS-owi, że jest letni, obły, niewyrazisty, że nie taka była umowa z wyborcami.

Czytaj też: Ziobro się zbroi. Czego zażąda od Kaczyńskiego?

O co chodzi Ziobrze i ziobrystom

Co więcej, minister sprawiedliwości przestał chować się za swoimi żołnierzami: Sebastianem Kaletą, Jackiem Ozdobą, Janem Kanthakiem czy Januszem Kowalskim. Teraz to sam Ziobro wyszedł do mediów, choć stronił od nich w ostatnich latach. Wywiad w „Rzeczpospolitej”, wywiad w Polsat News, wywiad w Radiu Maryja, konferencje prasowe.

O co w tych harcach chodzi? Ziobryści twierdzą, że po wyborach prezydenckich przyszedł wreszcie czas na dyskusję o programie. Że trzeba pójść na wojnę z przypełzającymi do nas z Zachodu „lewactwem”, „genderyzmem”, „ideologią LGBT” i innymi świństwami, bo inaczej ani się obejrzymy, a prawica – jak na Zachodzie – pozwoli, by małżeństwa homoseksualne mogły adoptować dzieci. Że trzeba postawić się Unii Europejskiej, która zmierza w stronę superpaństwa.

„My na to nie pozwolimy, a PiS, zwłaszcza Morawiecki, to już nie wiadomo”, mrugają ziobryści do prawicowych wyborców. – Pomagamy PiS-owi. Gdyby nie my, Konfederacja miałaby 15 proc. Gdy to my nadawaliśmy ton w kampanii europejskiej, Konfederacja nie przekroczyła progu. Gdy Morawiecki w wyborach parlamentarnych produkował się o modernizacji, Konfederacja weszła do Sejmu. Jedyne, co wyszło premierowi, to sukces Konfederacji – drwi polityk Solidarnej Polski.

Poseł SP: – My i PiS to dwa strumienie łączące się dziś w jedną rzekę. Ale kiedyś będziemy płynąć różnymi korytami. Co nas łączy z Morawieckim? Nic.

Ziobro przegrał walkę o sukcesję w PiS

To opowieść ziobrystów, ale w Zjednoczonej Prawicy opowiada się inną historię. Otóż obecne wzmożenie Ziobry miałoby swoje źródło w jego lipcowej rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim. Ziobro miał już po zwycięstwie Andrzeja Dudy przekonywać prezesa do zjednoczenia obu partii i usłyszał „nie”. – Uznał wtedy, że przegrał rozgrywkę o sukcesję w PiS, że prezes wybrał Morawieckiego. Dlatego teraz zaczął otwarcie konkurować z PiS o prawicowych wyborców z nadzieją na to, że w razie rozstania wyszarpie sobie te 8–10 proc. poparcia – twierdzi rozmówca „Polityki”.

Prężenie muskułów przez Ziobrę byłoby więc oznaką nie siły, lecz słabości w wewnętrznych rozgrywkach. Zdawałoby się zresztą na to wskazywać zachowanie PiS. Konwencję stambulską Morawiecki wysłał do Trybunału Konstytucyjnego, zabierając Ziobrze jedną zabawkę. Piotr Gliński zasugerował Solidarnej Polsce, żeby nie tykała organizacji pozarządowych, bo to jego działka. Ryszard Terlecki jeszcze w lipcu zapowiedział, że w ramach rekonstrukcji koalicjanci stracą po jednym resorcie. PiS zabiegał też o koalicję z PSL, by nie być zależnym od posłów Porozumienia i Solidarnej Polski.

Czytaj też: Ziobro staje w obronie rodziny, przeciw kobietom

Narasta napięcie w Zjednoczonej Prawicy

Kaczyńskiego zaczęła irytować nadaktywność Ziobry. Jeśli okaże się czymś więcej niż tylko zagrywką taktyczną w związku z rekonstrukcją rządu, to prezes może podjąć decyzję o próbie likwidacji Solidarnej Polski. Posłowie Ziobry z radością przyszliby do PiS. Żaden z nich nie jest konkurencją dla Kaczyńskiego – przekonuje polityk z otoczenia prezesa. Dodaje, że jednym z warunków powrotu do władzy w TVP Jacka Kurskiego – dotąd sojusznika Ziobry – było ograniczenie promocji polityków Solidarnej Polski.

Tak czy inaczej, napięcie między koalicjantami narasta. Ziobro bada, jak bardzo może szczypać PiS, nie ryzykując otwartej wojny, jak długa jest smycz, na której trzymana jest jego grupa, na kogo mógłby liczyć w razie konfrontacji z Morawieckim. Czuje się dość pewnie, bo bez jego 19 posłów PiS nie ma większości, i liczy na to, że Kaczyński nie zaryzykuje utraty władzy. Może i nie, ale nie byłoby szczególnie zaskakujące, gdyby prezes postanowił po powrocie z wakacji pokazać, kto jest większym, a kto mniejszym koalicjantem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną