Kraj

Pracowity rzecznik Radzik. Sędziom nie odpuszcza

Manifestacja w obronie Sądu Najwyższego przed budynkiem Sądu Okręgowego w Krakowie. Lipiec 2018 r. Manifestacja w obronie Sądu Najwyższego przed budynkiem Sądu Okręgowego w Krakowie. Lipiec 2018 r. Jakub Włodek / Agencja Gazeta
Jest jak w „Folwarku Zwierzęcym” George′a Orwella: są sędziowie równi i równiejsi. Rzecznik dyscyplinarny Przemysław Radzik idzie na ilość i w tej kategorii jest nie do pobicia.
Przemysław Radzik, zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów PowszechnychWikipedia Przemysław Radzik, zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych

W sierpniu minął rok od ujawnienia afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości przez Magdalenę Gałczyńską z Onetu. 12 sędziów, których w mediach i wpisach uznano za członków grup Kasta Watch na Twitterze i Kasta na WhatsAppie, wciąż orzeka, a postępowanie karne toczy się niespiesznie.

Podobnie jak wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne. Po dwóch miesiącach rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab wydał komunikat, że „dotychczasowe czynności procesowe z udziałem przesłuchanych świadków, w tym sędziego Łukasza Piebiaka, nie dostarczyły faktycznych i prawnych podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów dyscyplinarnych dotyczących przedmiotu czynności wyjaśniających”.

Nie był to koniec postępowania, tylko pretekst do uchylenia zawieszenia w obowiązkach niektórych bohaterów wymienianych w kontekście tej afery. A także do tego, by domniemani hejterzy wytaczali cywilne i karne (z art. 212 kk) procesy dziennikarzom (m.in. piszącej te słowa) za pomawianie ich. Wydaje się, że jedynym efektem ujawnienia skandalu będą ciągnące się latami sprawy przeciwko dziennikarzom.

Czytaj też: Jak teraz działa Sąd Najwyższy?

1278 sędziów od apelu?

Jedną z osób, której nazwisko padało w tym kontekście, jest zastępca rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów Przemysław Radzik. Ten sam, który groził dziennikarzom „Faktów” TVN, gdy pytali go o aferę hejterską: „Moja matka płacze i wy macie to gdzieś. Tego wam nigdy nie zapomnę. Nigdy. Jako człowiek i jako sędzia. Nigdy”. Potem złożył ubolewanie.

Rzecznik Radzik, mimo zawieszenia działania Izby Dyscyplinarnej SN postanowieniem tymczasowym Trybunału Sprawiedliwości UE, nie ustaje w ściganiu kolejnych sędziów. Idzie przy tym na ilość i w tej kategorii jest nie do pobicia. Na początku sierpnia wystąpił do rzeczników dyscyplinarnych przy sądach okręgowych i apelacyjnych z pytaniem, czy podjęli postępowania wyjaśniające wobec sędziów, którzy w maju skierowali do dyrektorki biura OBWE apel o „wsparcie i wnikliwe monitorowanie trwającego procesu wyborczego i prawodawczego”. Chodziło o wybory „kopertowe”, które miały się odbyć 10 maja, a zostały uchwalone z naruszeniem regulaminu Sejmu. I odbierały ich organizację Państwowej Komisji Wyborczej, przekazując ją wicepremierowi Jackowi Sasinowi i Poczcie Polskiej, na czele której postawiono byłego wiceministra MON. Apel podpisało... 1278 sędziów, a więc sprawa przebiłaby liczbą „oskarżonych” niejeden proces gangu.

Zdaniem Radzika rzecznicy regionalni powinni prowadzić postępowania w kierunku popełnienia przez sygnatariuszy apelu złamania konstytucyjnej zasady apolityczności i zakazu prowadzenia działalności publicznej niedającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Radzik życzy sobie ponadto, by powiadomili go o podjętych czynnościach albo wyjaśnili, dlaczego ich nie podjęli – czym wymusza de facto wszczęcie postępowań. Wprawdzie rzecznicy nie są jego podwładnymi i nie może im nic nakazać, ale może np. wytoczyć im postępowania dyscyplinarne o niedopełnienie obowiązków. Byłoby to niedopuszczalne wywieranie presji na czynności wykonywane przez teoretycznie niezależne osoby, ale nie takie rzeczy widzieliśmy.

Stałe Prezydium Forum Współpracy Sędziów podjęło właśnie uchwałę, w której działania Radzika uznaje za przekroczenie uprawnień. Podkreśla, że nie jest on przełożonym rzeczników lokalnych, a zwracanie się przez obywateli do instytucji takich jak OBWE, której członkiem jest Polska, w sprawie leżącej w jej gestii (monitoring wyborów), nie może być uznane za jakikolwiek delikt. A do tego „wyrażanie ocen czy podpisywanie apeli w ramach dyskursu publicznego” to korzystanie z wolności wypowiedzi zawartej w konstytucji i traktatach międzynarodowych. Ograniczenia dla sędziów dotyczą tylko wypowiedzi związanych z „wykonywaniem zadań z zakresu wymiaru sprawiedliwości”.

Czytaj też: Sądy rażone pandemią

50 sędziów od plakatu?

To nie pierwsze zbiorowe ściganie sędziów przez rzecznika Radzika. Miesiąc wcześniej wszczął postępowanie w sprawie nieujawnienia przez 14 działaczy Forum Współpracy Sędziów faktu, że są członkami tego ciała. Tyle że tzw. ustawa kagańcowa nakazała sędziom (wiele wskazuje, że sprzecznie z konstytucją) ujawnianie członkostwa w „zrzeszeniach”. Tymczasem FWS nie jest organizacją formalną, lecz porozumieniem sędziów. Na dodatek Radzik oszczędził kolegę, rzecznika dyscyplinarnego Michała Lasotę, chociaż jest delegatem do FWS z Nowego Miasta Lubawskiego.

Na tym nie koniec, rzecznik Radzik działa dalej. Właśnie odebrał rzecznikowi dyscyplinarnemu przy Sądzie Okręgowym w Krakowie sprawę przeciwko Dariuszowi Mazurowi i Maciejowi Czajce, dwóm znanym postaciom oporu wobec zamachu na niezależność sądów i niezawisłość sędziów. Chodzi o... plakaty w obronie Pawła Juszczyszyna, któremu rzecznik zawiesił prawo do orzekania na czas rozpatrzenia sprawy dyscyplinarnej, co może potrwać nawet osiem lat. Dyrektor Sądu Okręgowego w Krakowie (podległy ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze) złożył w sprawie plakatów powieszonych bez jego zgody doniesienie na policję. Uznał, że wypełnia znamiona art. 63a Kodeksu wykroczeń: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. Jako podejrzanych wskazał... 50 sędziów.

Policja przekazała sprawę prokuraturze, a prokuratura odmówiła ścigania, uznając, że może to być co najwyżej sprawa dyscyplinarna. Rzecznik dyscyplinarny Tomasz Szymański też odmówił ścigania, ale odwołała się od tej decyzji prezeska SO w Krakowie Dagmara Pawełczyk-Woicka. Wskazała nazwiska tylko dwójki sędziów: Czajki i Mazura. Rzecznik dyscyplinarny znowu odmówił ścigania, uznając, że czyn nie był szkodliwy społecznie, bo oboje prezentowali poglądy dotyczące niezależności sądownictwa i nie czynili tego w sposób obraźliwy.

Od jego decyzji prezes Pawełczyk-Woickiej przysługuje odwołanie do sądu dyscyplinarnego, ale jest groźba, że podzieliłby on stanowisko Szymańskiego. Więc do akcji wkroczył rzecznik Radzik, przejmując sprawę. Pozwalają mu na to uchwalone przez PiS przepisy. Zrobił to, „kierując się potrzebą zapewnienia właściwego przebiegu postępowania dyscyplinarnego i dobrem wymiaru sprawiedliwości”.

Polskie sądy jak z Orwella

Czyli jak w „Folwarku Zwierzęcym” George′a Orwella: są sędziowie równi i równiejsi. Serwis Wyborcza.pl podał właśnie, że obecna pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska nie została dyscyplinarne ukarana za łączenie funkcji dyrektorki Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury z funkcją sędziego SN. I za to, że nie wykonała polecenia ówczesnej prezes SN Małgorzaty Gersdorf, by z tej funkcji zrezygnować. Rzecznik dyscyplinarny dla sędziów SN uznał, że wprawdzie popełniła delikt, ale nie był on społecznie szkodliwy.

Puentą niech będzie pytanie. Co jest bardziej społecznie szkodliwe: naruszenie ustawowego zakazu wykonywania przez sędziego pracy innej niż naukowa i zlekceważenie polecenia przełożonego czy powieszenie plakatu w obronie niezależności sądownictwa? Zarówno prezes Manowska, jak i Prokuratura Krajowa odwołały się od uznania, że naruszyła przepisy. Niewykluczone, że sprawą zajmie się Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych. A więc może jego zastępca, rzecznik Radzik?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną