„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Lewica szuka wyjścia z kryzysu. Co planują razemowcy?

Posłanki i posłowie Partii Razem. Pierwsza od lewej Paulina Matysiak Posłanki i posłowie Partii Razem. Pierwsza od lewej Paulina Matysiak Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Paulina Matysiak, jedyna posłanka w nowym zarządzie Razem, opowiada o pomysłach Lewicy na nowy sezon polityczny i zmianach w jej własnej partii.

RYSZARD ŁUCZYN: Pod koniec sierpnia weszła pani do zarządu Razem jako jedyna posłanka. Co dla partii oznacza fakt, że jej najbardziej znani politycy – z Adrianem Zandbergiem na czele – musieli odejść ze względu na limit kadencji?
PAULINA MATYSIAK: Wydaje mi się, że to niewiele zmienia, jeśli chodzi o nasze wewnętrzne działania. Nie było zaskoczenia czy wewnętrznego oporu, że najbardziej rozpoznawalna osoba, czyli Adrian Zandberg, do zarządu nie wejdzie. Mam poczucie, że to raczej media próbowały zrobić z tego sensację.

A sprawa jest bardzo prosta: przyjęliśmy zasadę kadencyjności, co oznacza, że po dwóch kadencjach w zarządzie trzeba zrobić sobie przerwę. To zabezpiecza nas przed zabetonowaniem władz i tworzy miejsce dla osób, które mogą uczyć się kierować partią. Zwykle to tak nie wygląda – bardzo często dana osoba stoi na czele ugrupowania przez wiele lat, a innym trudno się przebić. U nas kadry się rotują i uważam to za zdrową praktykę.

Oprócz mnie w nowej kadencji zarządu Razem są dwie osoby, które uzyskały reelekcję, czyli Maciej Szlinder i Bartosz Grucela, oraz dwie nowe, czyli Anna Górska i Joanna Wicha. W ten sposób utrzymaliśmy ciągłość instytucjonalną, ale też włączyliśmy w zarządzanie nowe osoby.

Czytaj też: Wojny kulturowe

Co będzie dla was najważniejsze w nadchodzących miesiącach?
Na pewno będziemy chcieli usprawnić różne rzeczy w samej organizacji, choćby wewnętrzną komunikację. Długofalowo będziemy kładli nacisk na przygotowanie do kolejnych wyborów – to duże wyzwanie. Konieczne jest dobre ułożenie współpracy między okręgami a centralą.

Będziemy się skupiać także na wyborach samorządowych, na okręgach, gdzie mamy już liderów i liderki, nie zapominając o miejscach, w których tworzymy dziś nowe koła Razem. Będziemy rozmawiać z naszymi strukturami o tym, w jakim kierunku powinny iść działania centrali i jak możemy wspierać działaczki i działaczy.

Tydzień temu Lewica przedstawiła priorytety na nowy sezon polityczny. Jak mówił Krzysztof Gawkowski, są cztery filary: zdrowie i polityka społeczna, gospodarka, polityka klimatyczna oraz edukacja i nowe technologie. Będziecie składać nowe projekty ustaw? Kiedy?
Niektóre projekty były już złożone w Sejmie, chociażby propozycja świadczenia kryzysowego, czyli 2080 zł na rękę w czasie pandemii. Kolejna nasza ustawa to reforma zasiłku dla bezrobotnych, który miałby wynosić połowę ostatniej pensji i nie mniej niż 1370 zł na rękę.

Tej jesieni Lewica szykuje prawdziwą legislacyjną ofensywę. Nasze kolejne projekty będą dotyczyć takich kwestii jak gospodarka, zdrowie, edukacja, polityka społeczna czy klimatyczna. To nasze priorytety programowe, o to będziemy walczyć w pierwszej kolejności. Konkretny harmonogram działań będzie oczywiście zależał od tego, co się wydarzy i jaka będzie sytuacja związana z pandemią. Ujmę to tak: szykujemy się na pracowitą polityczną jesień.

Czytaj też: Ludzie świetni, tylko kampania marna. Co dalej z lewicą?

Spodziewała się pani odejścia Hanny Gill-Piątek? Co takiego jest w ruchu Szymona Hołowni, czego nie ma w Lewicy?
To było dla mnie zaskoczenie. Trudno mi powiedzieć, co jest takiego w dosyć konserwatywnym ruchu Hołowni, że lewicowa polityczka uznała, że będzie się tam lepiej czuła. Wewnątrz klubu nie wydarzyło się też nic, co mogło spowodować jej odejście. To pytanie powinien pan raczej zadać Hannie Gill-Piątek.

Nie bardzo wierzę, że ktokolwiek z posłów i posłanek Lewicy zdecyduje się pójść w jej ślady. Media donoszą, że Hołownia chętnie przyjmie jakichkolwiek parlamentarzystów, by utworzyć koło. Czas pokaże, co mu z tego zbierania wyjdzie.

Impulsem dla Gill-Piątek było głosowanie w sprawie podwyżek dla polityków. Podobno wywołało spory konflikt wewnątrz klubu Lewicy, zwłaszcza między Wiosną i Razem.
Ja tego w taki sposób nie widzę...

Ona sama tak mówi.
Tak, ale Gill-Piątek nie brała udziału w tym posiedzeniu, nie głosowała. Jej wcześniejsze wypowiedzi raczej wskazywały na to, że poparłaby ten projekt. Nie bardzo wierzę, że to była jej motywacja. Z tego, co pamiętam, broniła podwyżek, uzasadniając je tym, że posłów nie będzie można przekupić i będą mniej podatni na lobbing.

To, że parlamentarzyści Razem głosowali przeciwko, nie było chyba dla nikogo zaskoczeniem. Taki mamy program. Uważamy, że podwyżki w ogóle nie są zasadne. A już podnoszenie sobie pensji w czasie kryzysu, kiedy wielu ludziom obniżono wynagrodzenia lub wyrzucono ich z pracy, jest absurdalnym pomysłem.

Co do konfliktu w klubie – też nie przesadzajmy. Wydaje mi się, że wszystkie wątpliwości zostały już wyjaśnione.

Czytaj też: Biedroń zmarnował potencjał. Hołownia bardziej się postarał

Co z tematem odejścia Razem z koalicji? Bo i takie plotki się pojawiały.
Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy w tym momencie wychodzić z klubu. Pamiętam dyskusję sprzed roku, kiedy weszliśmy do parlamentu. Toczyła się u nas debata na temat wyboru między klubem a samodzielnym kołem. Uznaliśmy, że wspólnie z Lewicą będziemy skuteczniej reprezentować naszych wyborców w ławach sejmowych. Kluczowe polityczne decyzje podejmuje w Razem Rada Krajowa i to ona zdecydowała, że stworzymy z SLD i Wiosną wspólny klub.

Głosowanie w sprawie podwyżek pokazało pewne wewnętrzne różnice, ale nie była to przecież pierwsza tego typu sytuacja. Wystarczy przypomnieć głosowanie w sprawie udziału dzieci w polowaniach. Gdybyśmy się ze sobą zgadzali w stu procentach, to nie wchodziliśmy do parlamentu jako trzy osobne, choć współpracujące ze sobą ugrupowania. To dobrze, że Lewica potrafi różnić się wewnętrznie, mówić wieloma głosami i reprezentować odmienne elektoraty.

Od początku tej kadencji pokazaliśmy, że potrafimy grać jedną melodię, ale na wielu fortepianach. W wielu kwestiach świetnie się dogadujemy i wypracowujemy wspólne rozwiązania. Są też tematy, w których o kompromis jest nieco trudniej. Rzecz w tym, żeby szanować się nawzajem i umieć w konstruktywny sposób rozmawiać także o tym, co nas dzieli. Do tej pory idzie nam całkiem nieźle.

W grudniu nastąpi długo już oczekiwane połączenie Wiosny z SLD. Co z perspektywy Razem zmieni się w koalicji?
Wydaje mi się, że niewiele, jeśli chodzi o współpracę w klubie. Będziemy dalej walczyć o sprawy, które są najważniejsze dla naszych wyborców. Dzielimy się zadaniami według klucza merytorycznego i pracujemy dalej.

W sondażach Lewica ma 3, w porywach do 7 proc. poparcia. W wyborach prezydenckich Robert Biedroń uzyskał procentowo gorszy wynik niż Magdalena Ogórek. Jaki macie pomysł, żeby wyjść z tego kryzysu?
Wyścig prezydencki zamknął cały cykl wyborczy. W tym czasie lewica odnosiła sukcesy, ale popełniała też błędy. Ważne, by umieć je dostrzec, wyciągnąć wnioski i być gotowym na zmiany. Przez najbliższe miesiące będziemy pracować w terenie. Już od tej soboty ruszamy z regionalnymi kongresami programowymi w poszczególnych województwach. W listopadzie widzimy się w Warszawie na kongresie centralnym, na którym razem z organizacjami pozarządowymi i ekspertami chcemy wypracować nowe rozwiązania w konkretnych obszarach.

Jeśli chodzi o sondaże, to trudno gdybać o wynikach wyborów, które odbędą się za trzy lata.

Szymon Hołownia akurat się w wyborach sprawdził i miał sześć razy lepszy wynik niż wasz kandydat.
Wybory prezydenckie mają inną logikę niż wybory do parlamentu, samorządowe czy europejskie. Zobaczymy, czy ruch Szymona Hołowni w ogóle wystartuje. Robienie polityki poza parlamentem to naprawdę ciężki kawałek chleba. Razem wie o tym doskonale.

Mamy trzy lata do wyborów. W polskiej polityce w trzy lata wszystko może się zmienić. Dla nas najważniejsze jest to, że pracujemy w terenie, rozmawiamy z wyborcami, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Lewica powinna być i jest zawsze blisko ludzi.

Czytaj też: Biedroń chce być jak Kwaśniewski, a powinien być sobą

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Ewa Łętowska o sztuce godzenia się z nieuniknionym i przemijaniu

Prof. Ewa Łętowska o przemijaniu i przygotowaniach do śmierci. I o tym, co nas jeszcze w Polsce może czekać.

Violetta Krasnowska
08.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną