„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Dlaczego taki mur nie powinien w ogóle powstać

Do tej pory strażnicy rozkładali na granicy polsko-białoruskiej zasieki. Do tej pory strażnicy rozkładali na granicy polsko-białoruskiej zasieki. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Gazeta
Nie w tej postaci, nie w takim trybie, nie w wykonaniu tych ludzi – tak w skrócie można zsumować argumenty przeciwko wzniesieniu zapory na granicy polsko-białoruskiej.

Nie w tej postaci, bo mur na lata, a może i na zawsze, podzieli dwa bliskie sobie narody. Bo w Polsce słowo „mur” wywołuje najgorsze skojarzenia – z murem warszawskiego getta, z żelazną kurtyną, z zaporami i zasiekami, które stanęły na ulicach miast w stanie wojennym. Bo z racji historycznych Polska nie powinna inwestować w tego typu przedsięwzięcia.

Czytaj też: W Usnarzu bez zmian. Czyli beznadziejnie

Gigantyczna kwota 1,6 mld zł

Jak napisał na Twitterze włoski historyk Valerio de Cesaris, rektor uniwersytetu dla cudzoziemców w Perugii: „budujmy mosty, nie mury”. Oczywiście profesor miał na myśli zaporę na granicy grecko-tureckiej, na którą niektórzy w naszym kraju lubią się powoływać, ale jego słowa nawet lepiej odnoszą się do obecnej sytuacji w Polsce – w końcu relacje Greków i Turków od wieków są napięte. Jeśli więc na razie nie możemy wznosić mostów, to przynajmniej nie budujmy muru.

Trudno oczywiście polemizować z tymi, których zdrowy rozsądek nie opuścił, a którzy uważają, że zapora jest konieczna, by przynajmniej znacząco ograniczyć napływ imigracji z Bliskiego Wschodu. Ale czy naprawdę potrzebna jest taka kilkumetrowej wysokości, być może z podziemną barierą chroniącą przed podkopem? I to na odcinku ok. 200 km? Co więcej, za gigantyczną kwotę 1,6 mld zł, której nie mogą się doczekać m.in. protestujący od wielu dni medycy czy umierająca polska psychiatria? Można mieć poważne wątpliwości.

Bez jakiejkolwiek kontroli

Kolejne wątpliwości budzi tryb realizacji. Utajniając wszystko, co jej dotyczy, rząd nie pozwala na jakąkolwiek ocenę kosztów tego przedsięwzięcia, a ustanawiając strefę zakazaną wzdłuż budowy, zablokuje społeczną kontrolę. W efekcie politycy PiS odpowiedzialni za inwestycję, a więc w praktyce Jarosław Kaczyński i Mariusz Kamiński, będą mogli zbudować, co tylko będą chcieli, za każde pieniądze.

Koszty już dziś budzą kontrowersje, rodząc podejrzenia, że tak jak w przypadku zakupu respiratorów czy maseczek budowa muru będzie okazją do przepompowania publicznych pieniędzy do kieszeni rządzących i ich ludzi. Nie dając przy tym żadnej gwarancji, że rozwiąże kryzys. Kto zapewni, że białoruski dyktator nie przerzuci zdesperowanych imigrantów z „zielonej granicy” na oficjalne przejścia międzypaństwowe? Między Polską a Białorusią jest ich zaledwie kilka, ich zablokowanie przez koczujących obcokrajowców nie jest trudne do wyobrażenia.

Sam mur nie wystarczy

Nie od dziś wiadomo, że do zatrzymania uchodźczej fali potrzeba wielu narzędzi. Nacisku na Aleksandra Łukaszenkę poprzez Brukselę i kolejne sankcje, nacisku na rządy krajów, z których pochodzą imigranci, co właśnie zaczyna działać, ale nie dzięki polskiemu rządowi, tylko litewskiemu i łotewskiemu, działającym ramię w ramię z unijną dyplomacją na rzecz wstrzymania lotów z Iraku.

Ale przecież zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że wszystko, co PiS robi, robi nie po to, by rozwiązać problem, ale by go wykorzystać dla zdobycia poparcia wyborców i napchania portfeli zasłużonym czynownikom. Należy się więc obawiać, że sama zapora będzie takim samym bublem co kupione od handlarza bronią respiratory, które prócz garstki cwaniaków nikomu w niczym nie pomogły.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną