Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Kaczyński dostał na kota! Nawet Sejm się gubi w Polskim Ładzie

Jarosław Kaczyński w Sejmie. 27 stycznia 2022 r. Jarosław Kaczyński w Sejmie. 27 stycznia 2022 r. Mateusz Włodarczyk / Forum
W panice zaczęto szukać sposobu, aby czym prędzej oddać parlamentarzystom zaginione pieniądze. To wstyd i żenada. Istna chodząca antyreklama Polskiego Ładu.

Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera! Poselska trzódka Jarosława Kaczyńskiego dzieli się na taką, którą zaopatrzono w odpowiednie synekury dzięki nadzwyczajnym kompetencjom członków ich rodzin, oraz takich, którzy mają służyć wiernie za mizerne „uposażenie” posła bądź senatora. Cierpliwość tych ostatnich nieraz już była wystawiana na próbę, zwłaszcza wtedy, w 2019 r., gdy w reakcji na dictum Beaty Szydło „te pieniądze im się po prostu należały” prezes ukarał cały parlament obniżką pensji o 20 proc. Populizm populizmem, lecz w którymś momencie kasa musi się wreszcie zgadzać.

Kaczyński. Potknięcie przed upadkiem

Wprawdzie pryncypał w końcu podniósł pensje poselskie i senatorskie, lecz Polski Bałagan sprawił, że w styczniu parlamentarzyści totalnej opozycji i totalnej propozycji dostali od 1000 do 1400 zł mniejsze niż wcześniej wynagrodzenie. Co o tym myślą, to pokazali prezesowi w głosowaniu nad jego genialną ustawą donosową, zapisaną w annałach jako „lex Kaczyński”.

Jeszcze przed miesiącem był niekoronowanym królem Polski, a dziś ten sam Jarosław Kaczyński znalazł się w sytuacji rannego lwa, który resztkami sił broni swojego wątpliwego już przywództwa. Nikt już nie wie na pewno, czy dysponuje sejmową większością. Czasami bywa tak, że upadek zaczyna się od potknięcia. Może to właśnie taki przypadek?

Czytaj też: Upadek lex Kaczyński. Tylko wypadek przy pracy?

425 zł zwrotu dla parlamentarzystów

W panice zaczęto szukać sposobu, aby czym prędzej oddać posłom zaginione pieniądze, ale tak, aby wyborcy PiS nie odnieśli wrażenia, że politycy zostali potraktowani lepiej niż inni Polacy. Karkołomne to zadanie wzięli na siebie urzędnicy Kancelarii Sejmu oraz fiskusa. Wszystkim posłom i senatorom jak leci zwrócono 425 zł „kwoty wolnej od podatku”, czyli akurat tyle, ile kosztuje utrzymanie kota na Żoliborzu.

Ten hojny gest otrzymał stosowną podstawę urzędową w wykładni prawa podatkowego. W swoich komunikatach zawiadamia o tym Centrum Informacyjne Sejmu. Otóż wyjaśnienie jest takie, że z początku pomniejszono parlamentarzystom wypłatę o kwotę składki ubezpieczenia zdrowotnego, jednocześnie pobierając zaliczkę na poczet podatku PIT wedle nowych zasad, później jednak zwrócono się do fiskusa „z prośbą o wydanie interpretacji indywidualnej”, w wyniku której wycofano się z poboru części zaliczki, uwzględniając kwotę wolną od podatku.

Czytaj też: Jak PiS podzielił klasowo Polaków

Rząd i kot zawsze się wyżywią

Nie wiedziałem, że zapytanie o 560 osób stanowi „interpretację indywidualną” i że takową można otrzymać w ciągu kilkudziesięciu godzin. Ale nie bądźmy małostkowi. Całkowicie wystarczy nam jasność co do tego, że w prawie podatkowym poczyniono taki bałagan, że nawet Sejm, który uchwalił nowe przepisy, nie wie, jak ma je stosować. Szewc bez butów chodzi! To wstyd i żenada. Istna chodząca antyreklama Polskiego Ładu, który na razie zasługuje na przezwisko „Polski Bałagan”, bo z ładem nie ma nic wspólnego.

Pan Kaczyński może sobie teraz karmić swojego kota przez cały miesiąc, lecz 425 zł nie rozwiązało jego problemu, którym nie jest gniew kota (rząd i kot zawsze się wyżywią), lecz gniew poselskiej „czerni”, która głosuje karnie, gdy jej się daje coraz więcej i więcej, a nie coraz mniej. Do zwrotu jest jeszcze dobre sześć stówek. Może więc jakaś „nagroda za dobre sprawowanie”?

Czytaj też: PiS porządnych ludzi karze dymisjami

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną