Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Partia Kaczyńskiego i partia Ziobry. Co jeszcze czeka ten związek?

Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński w Sejmie. Zdjęcie z 24 lipca 2020 r. Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński w Sejmie. Zdjęcie z 24 lipca 2020 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Zbigniew Ziobro nie pali się do rozłąki z większym i starszym bratem, nawet jeśli od czasu do czasu tarmosi go on za ucho i nie pozwala się bawić swoimi zabawkami. Ale niewykluczone, że ten nudnawy serial może przyspieszyć.

Pokłócą się czy się nie pokłócą? Rozpadną się czy się nie rozpadną? Wyjdą sami czy zostaną wyrzuceni? W dodatku telewizyjnym do „Gazety Wyborczej” była kiedyś rubryka z mikrorecenzjami filmów, w której o złych filmach pisało się „dla wytrwałych koneserów”; historia relacji PiS i Solidarnej Polski znakomicie mieści się w tej kategorii.

Czytaj też: Alians z PiS w wersji light? Opozycja kopie sobie polityczny grób

Czego brak Ziobrze?

Niemal trzy miesiące minęły od ogłoszenia prezydenckiej inicjatywy likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Projekt jest, jaki jest, można go zasadnie krytykować jako ruch pozorny, ale wiele wskazuje, że Bruksela mogłaby przymknąć oko na jego wady i uznać za pretekst do odblokowania funduszy dla Polski.

Trzy tygodnie minęły od wywiadu Jarosława Kaczyńskiego dla Radia Plus, w którym „ostateczny konsultant” (tak sam siebie nazwał prezes PiS) oznajmił, że poprawki Solidarnej Polski do prezydenckiego projektu wydają mu się „rozsądne”, i ocenił, że uda się dojść do zgody z koalicjantem.

Tego porozumienia wciąż jednak nie ma, komisja sprawiedliwości obraduje niespiesznie, nic nie wskazuje, że ustawa zostanie uchwalona na obecnym posiedzeniu Sejmu.

Koalicjantów publicznie krytykuje Ryszard Terlecki. Szef klubu PiS powiedział, że „nie sposób nieustanie wewnątrz naszego obozu negocjować z jego częścią, i to niewielką, ale trzymającą nas w pewnym szachu”, pogroził wyrzuceniem nieposłusznych posłów z list wyborczych i nie wykluczył skrócenia kadencji Sejmu, po którym ziobryści znaleźliby się na politycznym marginesie.

Widmo przyspieszonych wyborów krąży po mediach. Na razie to jednak wciąż tylko widmo. Nie bardzo wiadomo, jak mogłoby do nich dojść. Do skrócenia kadencji Sejmu potrzeba większości 307 głosów, czyli w praktyce decyzji Donalda Tuska. A lider PO mówi, że dopóki trwa wojna w Ukrainie, byłoby nieodpowiedzialnie urządzać wybory. Z kolei podanie rządu do dymisji jeden z moich rozmówców z PiS porównał do położenia się na grillu.

Koalicja rządowa, choć poobijana, trwa i tylko okazjonalnie przegrywa głosowania. Zbigniew Ziobro nie pali się do rozłąki z większym i starszym bratem, nawet jeśli od czasu do czasu tarmosi go on za ucho i nie pozwala się bawić swoimi zabawkami. Solidarna Polska ma tylko jedną mocną kartę – 19 głosów, bez których PiS na amen straciłby większość – ale nie rzuca jej na stół, bo ryzyko wypadnięcia z polityki jest za duże. Ziobrystom brakuje pieniędzy, struktur, oparcia w mediach (w razie konfliktu z PiS natychmiast znaleźliby się na celowniku TVP), a przede wszystkim politycznego paliwa. Z czym poszedłby Ziobro na wybory? Jaki jest jego dorobek jako ministra sprawiedliwości? Konfederacja, raczej spokojna o swój sejmowy byt, nie wydaje się skora do zawarcia sojuszu z Solidarną Polską.

Czytaj też: Wojenny wstrząs. Nadzieje, że PiS się zmieni, od początku były płonne

PiS i ziobryści. Nudnawy serial może przyspieszyć

PiS ze swej strony także woli – teraz – uniknąć rozwodu z koalicjantem. Owszem, płaci za to cenę (jak choćby brak porozumienia z Brukselą), ale korzyści z pozostawania u władzy wciąż przeważają. Kaczyński udaje zatem, że koalicjanta nie ma. Ziobryści co rusz zgłaszają jakieś swoje postulaty – a to ustawa o jawności finansowania organizacji pozarządowych, a to wyższe kary za obrazę uczuć religijnych, a to zawieszenie płatności składki do unijnego budżetu – a PiS cierpliwie je ignoruje. Ostatnio coś się ruszyło w sprawie ustawy o sądach powszechnych. Opublikowanie tego projektu na stronie Rządowego Centrum Legislacji może być czytane jako zachęta do porozumienia co do prezydenckiej ustawy o Sądzie Najwyższym. Widać zatem, że obie strony – choć widzą, że droga przed nimi wyboista – wciąż chcą nią maszerować razem.

Stawiałbym więc raczej na to, że jak nie teraz, to za tydzień czy dwa dojdzie do jakiegoś porozumienia w sprawie Sądu Najwyższego, a projekt prezydencki po modyfikacjach zostanie uchwalony (czy zaakceptuje go potem Andrzej Duda, to już osobna historia). Z punktu widzenia zarówno Kaczyńskiego, jak i Ziobry takie rozwiązanie wydaje się najbardziej racjonalne.

Ten scenariusz może się zdezaktualizować, jeśli obóz władzy zacznie się pruć w innych miejscach. Terlecki, gdy krytykował nieposłusznych posłów Zjednoczonej Prawicy, nie miał na myśli tylko ziobrystów. Są w klubie tworzącym zaplecze rządu grupy i grupki posłów coraz luźniej związanych z PiS, skonfliktowanych z lokalnymi władzami partii, bez większych szans na reelekcję czy nawet miejsce na liście wyborczej. Jeśli oni przestaną wspierać rząd, jeśli demobilizacja obozu władzy zacznie go paraliżować, jeśli w ślad za tym przyjdą sondażowe spadki – to Kaczyński będzie musiał na nowo usiąść nad listą plusów i minusów związku z Solidarną Polską i zdecydować, czy wpuścić ziobrystów na swoje listy wyborcze. A jeśli „ostateczny konsultant” ocenia, że ten etap życia Zjednoczonej Prawicy już się zaczął, to akcja nudnawego ostatnio koalicyjnego serialu może przyspieszyć.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną