Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Von der Leyen w Warszawie. KPO przyjęty, ale to jeszcze nie koniec

Mateusz Morawiecki, Ursula von der Leyen i Andrzej Duda na konferencji prasowej Mateusz Morawiecki, Ursula von der Leyen i Andrzej Duda na konferencji prasowej Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
Zdaniem Mateusza Morawieckiego spór z Brukselą o praworządność to... wina opozycji, która „przekonała niektórych urzędników w Brukseli”.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przyjechała do Warszawy, żeby przypieczętować zawarcie kompromisu z rządem PiS. Bruksela zgodziła się zaakceptować polski Krajowy Plan Odbudowy, co powinno otworzyć nam drogę do korzystania z postcovidowego Funduszu Odbudowy. Przed nami jeszcze jeden płotek, czyli akceptacja przez unijne stolice, ale to raczej formalność.

Czytaj też: Drugie wejście Dudy. Czy prezydent znów uratuje prezesa?

To nie meta, to dopiero start

Mateusz Morawiecki i Andrzej Duda, oczywiście, odtrąbili sukces, jakby wygrali wielki wyścig i zdobyli jakiś puchar czy inny medal. Jak pokazują maile ministra Michała Dworczyka, takie właśnie piarowe sukcesy głównie zajmują uwagę premiera i jego najbliższego otoczenia. W rzeczywistości, trzymając się sportowej metafory, krajowy obóz władzy w końcu stanął na linii startu. Wspólnie z Brukselą udało się wypracować zasady dalszego postępowania, czyli tzw. kamienie milowe – warunki, od których spełnienia będzie zależała wypłata kolejnych transz z funduszu.

Może i byłby to sukces, gdyby nie to, że warunki – dotyczące naruszeń praworządności w Polsce – były znane już od prawie roku. I już w sierpniu 2021 r. Jarosław Kaczyński zapowiadał likwidację Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Okazało się, że potrzebował aż dziewięciu miesięcy, żeby przekonać do tego swój obóz polityczny. PiS stał się bowiem zakładnikiem grupki antyunijnych, nacjonalistycznych radykałów zebranych wokół Zbigniewa Ziobry. Dysponuje on wprawdzie śladowym poparciem społecznym, ale był w stanie wprowadzić do Sejmu prawie 20 posłów. Teraz, gdy władza trzyma się na pojedynczych głosach, to kapitał, którego prezes PiS nie może zlekceważyć.

Kompromis w sprawie odblokowania KPO sam w sobie nie oznacza, że do Polski popłyną pieniądze z Funduszu Odbudowy. Von der Leyen wyraźnie podkreślała, że nie będzie żadnych transferów, dopóki nie zostaną spełnione kolejne „kamienie milowe”. Rozliczanie programu, w tym wszystkich inwestycji, potrwa zapewne do 2026 r., więc PiS za wcześnie wita się z gąską. Na pieniądze trzeba będzie zasłużyć, i to nie tylko w sferze praworządności: KPO przewiduje cały szereg szczegółowych reform m.in. w ochronie zdrowia, legislacji itd.

Jerzy Baczyński: Między kompromisem a kompromitacją

Wątpliwe warunki kompromisu

Co do samych warunków kompromisu można mieć poważne wątpliwości. Zgłoszona przez Andrzeja Dudę ustawa niby odpowiada na wszystkie zastrzeżenia Brukseli, ale najwyżej połowicznie. Zamiast Izby Dyscyplinarnej powstaje nowa Izba Odpowiedzialności Zawodowej, której tryb powołania (przez prezydenta z grona wylosowanych sędziów) dalej jest dyskusyjny. Zapewne znów znajdą się w niej tzw. neosędziowie, czyli wyłonieni przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa.

Niby zmieniono zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, ale w prezydenckiej ustawie pojawił się nowy występek: „odmowa sprawowania wymiaru sprawiedliwości” – worek tak pojemny, że w przypadku złej woli można w nim zmieścić prawie wszystko. Zamiast przywrócenia sędziów odsuniętych od orzekania mamy zaś procedurę, która ma to umożliwić. A jak to może wyglądać w praktyce, pokazuje przypadek Pawła Juszczyszyna, który został przywrócony, ale nie tam, gdzie orzekał. Von der Leyen powiedziała wprawdzie, że wszyscy „niezgodnie z prawem” zawieszeni sędziowie muszą wrócić do 2023 r., ale w ustawie takiego zapisu przecież nie ma, to tylko polityczne ustalenie.

Sędziowie, prokuratorzy, przedstawiciele organizacji zajmujących się od lat bronieniem wymiaru sprawiedliwości przed kolejnymi zamachami ze strony PiS i ministra Ziobry mogą się więc słusznie czuć zawiedzeni. I zadawać pytanie, czy Komisja za dużo nie odpuściła PiS w imię kompromisu, uzyskując w zamian za mało. Opozycyjni senatorzy próbowali dostosować ustawy do realnych wymogów Brukseli, ale nikt nie ma wątpliwości: w Sejmie ich poprawki zostaną odrzucone przez pisowską większość. Wiele rzeczy wyjdzie dopiero w praniu, gdy zobaczymy ostateczny kształt ustawy i sposób, w jaki przepisy będą wprowadzane w życie. Wtedy, pewnie jesienią, dowiemy się, czy Bruksela dała się wyprowadzić w pole.

Czytaj też: Pretekst uchwalony, ręka rękę umyła

Wojna zmieniła sytuację

Co się takiego stało, że po wielu miesiącach doszło do kompromisu, choć warunki Komisji Europejskiej pozostają niezmienne od zeszłego roku, a PiS częściowo tylko udaje, że się do nich dostosowuje? Przede wszystkim inwazja Rosji na Ukrainę. Polska, ze względu na wielkość i położenie, stała się strategicznym krajem nie tylko wschodniej flanki NATO, ale i Unii. Sporo załatwili sami Polacy, którzy z niewielką pomocą rządu przyjęli pod swoje dachy półtora, a może nawet dwa miliony uchodźców z Ukrainy. Wojna dała obu stronom okazję do swego rodzaju resetu, choć na czwartkowej konferencji prasowej zarówno szefowa Komisji Europejskiej, jak i premier Morawiecki mieli raczej kwaśne miny.

Po bezprecedensowej w dziejach Unii pandemii Fundusz Odbudowy jest bezprecedensową odpowiedzią, która ma pomóc całej UE w wydobyciu się z covidowych problemów gospodarczych. Dlatego nawet przed wojną w Brukseli istniał duży nacisk polityczny na to, żeby pieniądze wypłacać krajom członkowskim, w tym i Polsce. Pieniądze z KPO są niewątpliwie potrzebne polskim przedsiębiorcom, samorządom i obywatelom. Priorytety funduszów odbudowy są teraz, po wybuchu wojny, szczególnie istotne. Środki z Brukseli popłyną przede wszystkim na transformację energetyczną (43 proc.), ważną nie tylko ze względu na wzmagającą się katastrofę klimatyczną, ale i konieczność uniezależnienia się od Rosji. Kolejne priorytety to cyfryzacja (w tym cyberbezpieczeństwo) oraz rozwój społeczny (w tym inwestycje w służbę zdrowia).

Czytaj też: Czy Morawiecki przeprosi sędziów? Bruksela ogląda ten spektakl

Spór o praworządność się nie skończy

Przyjęcie – lub nie – KPO stało się zresztą dość przypadkowo elementem nacisku na Polskę w sprawie praworządności. W Unii służą temu także inne instrumenty: postępowanie w ramach art. 7 unijnego traktatu, wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE i nakładane na ich podstawie kary czy uchwalony niedawno mechanizm „pieniądze za praworządność”. I wiele wskazuje na to, że spór z Unią o praworządność na tym etapie się nie skończy, czeka nas jeszcze wiele zwrotów akcji.

Wskazuje na to wspomniana decyzja wobec sędziego Juszczyszyna, ale też kolejne prześladowania sędziego Waldemara Żurka, któremu postawiono 65 nowych zarzutów, absurdalnych w ocenie ekspertów – i to w przeddzień przyjazdu von der Leyen do Polski. Trudno o bardziej dobitne pokazanie przez pisowską władzę, że o szanowanie praworządności nie można jej posądzać i sprawa KPO nic tu nie zmieni.

PiS przyjęcie KPO przyda się przede wszystkim w celach politycznych. Na sobotniej konwencji, na której de facto rozpocznie kampanię przed wyborami do Sejmu, ogłosi wielkie zwycięstwo i kolejny sukces. A czy te pieniądze za rok czy dwa lata do Polski naprawdę popłyną, to z punktu widzenia politycznego piaru już nie jest takie ważne.

Dowodem na brak woli realnego kompromisu była także wypowiedź Mateusza Morawieckiego na kończącej wizytę von der Leyen konferencji prasowej. Mogliśmy się dowiedzieć, że spór rządu PiS o praworządność z Brukselą to… wina opozycji. Zdaniem premiera to „opozycja przekonała niektórych urzędników w Brukseli, że dochodzi do łamania praworządności”. A przecież nic takiego nie miało miejsca, prawda? Jak mówił Morawiecki, „niepotrzebnie doszło do pewnych kolizji”.

Jakoś nie dałem się przekonać. Coś mi się zdaje, że to jeszcze nie koniec tych „kolizji”.

Czytaj też: Pieniądze i sprawiedliwość. Jak się ziobryści targują z PiS

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną