Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Zatruta Odra. Lista grzechów zatrważa, ale poszukajmy nadziei

Zatruta Odra. Nietków, usuwanie martwych ryb z rzeki Zatruta Odra. Nietków, usuwanie martwych ryb z rzeki Władyslaw Czulak / Agencja Wyborcza.pl
Ciekawe, czy i jakie wnioski Polska wyciągnie z tej katastrofy. Nie jest przypadkiem, że to Odra, a nie znacznie swobodniej płynąca Wisła, jest bohaterką tak gwałtownych zdarzeń jak powódź z 1997 r. czy obecne kłopoty.

Nadal nie ustalono głównej przyczyny odrzańskiego wymierania. Skala zjawiska jest wielka, przygnębienie proporcjonalne, ale może w zalewie złych wiadomości poszukajmy jakiejś nadziei. Po pierwsze, doświadczeni eksperci mówią, że nauka bardzo niewiele wie o funkcjonowaniu ekosystemów rzecznych, aczkolwiek jest generalną regułą, że rzeki są zdolne do wybaczania epizodów zanieczyszczeń. Najczęściej wystarczy zablokować spływ trujących elementów, by rozpoczął się proces odbudowy życia, w czym pomagają znaczne ilości tlenu i obecność organizmów rozkładających zanieczyszczenia. Tak, ryby giną w nurcie skażonej rzeki, ale pozostają przecież w niedotkniętych negatywnym zjawiskiem dopływach. Żyjące w nich ryby intensywnie próbują zasiedlić bezrybne, wytrute okolice. Po spływie zanieczyszczeń takie rybne odrodzenie bywa bardzo szybkie, pierwsze rezultaty widoczne są w ciągu tygodni. Pozostaje pytanie o złożoność gatunkową i dynamikę takiego odradzającego się ekosystemu.

Odra. Ptaki tak bardzo nie ucierpią?

Inną niezłą wiadomością jest to, że mimo intensywnych poszukiwań na brzegach nie są znajdowane inne zwierzęta, martwe ptaki czy ssaki. Owszem, pojawiły się doniesienia o bobrach, owcy czy szpaku, ale miały dotychczas incydentalny charakter. Okolicznością łagodzącą jest, że silnie zmodyfikowana przez ludzi Odra, zwłaszcza jej główny nurt, tworzy warunki mało przyjazne m.in. ptakom, akurat o tej porze roku jest ich tam stosunkowo niewiele. Znacznie mniej niż na dzikszej Wiśle, która na swoich łachach oferuje lepsze stołówki i miejsca odpoczynku.

W przypadku Odry najintensywniej ptasie życie toczy się w dolnym biegu, a tam wody jest więcej, zatem pozostaje jakieś prawdopodobieństwo, że rozpuszczone zanieczyszczenia będą mniej zabójcze. Z zastrzeżeniem, że ptaki mogą się truć, żerując na śniętych rybach. Potencjalnie zagrożeni są zwłaszcza padlinożercy, w tym bieliki, mewy czy krukowate. Możliwe, że umierają dalej od rzeki i nie są po prostu znajdowane. Gdyby jednak ginęły na większą skalę, odnajdywano by ich szczątki. Albo się podtruwają, a ich dzisiejsza dieta wywoła problemy zdrowotne. W każdym razie bez twardych dowodów to wszystko spekulacje.

Czytaj też: Kto zabił Odrę? Rzeka będzie martwa przez 10 lat

PiS chce zapomnieć o zatrutej Odrze

Może być i tak, że żadnego nowego zanieczyszczenia w Odrze nie było i masowe śnięcie ryb jest konsekwencją wieloletniego poniewierania rzeki. Na krótką metę oznaczałoby to, że nie trzeba podejmować szczególnych działań, skoro nie da się nic zrobić, gdy wysokie temperatury i niski stan poziomu wody sprawiły, że stężenie trucizn zgromadzonych w rzece przez pokolenia okazał się śmiertelny dla próbujących żyć w nich ryb. Jednocześnie pojawia się pokusa – pewnie w największym stopniu odczuwa ją ekipa rządowa – by przejść nad sytuacją Odry do porządku dziennego i jak najszybciej o niej zapomnieć. Zresztą sprawa medialnie zniknie, gdy ostatnia śnięta ryba zostanie wyłowiona przez służby lub niezauważona spłynie do Bałtyku. Wtedy też wyczerpie się potencjał polityczny, bo kto za miesiąc czy dwa będzie pamiętał o Odrze, skoro zabraknie tam ryb pływających do góry brzuchami?

Tymczasem grzechy popełnione nad Odrą zatrważają, ich listę sporządziło m.in. Towarzystwo na rzecz Ziemi, organizacja pozarządowa zwracająca uwagę na szkodliwą rolę zanieczyszczeń w środowisku. Odra zareagowała na odprowadzanie do niej niebezpiecznych substancji chemicznych, pozwala się do niej lać zanieczyszczenia bez uwzględnienia sytuacji w rzece, np. brudów, które już niesie, temperatury lub wielkości aktualnego przepływu.

Zwiększony dopływ pochodzących z rolnictwa azotanów i fosforanów doprowadził do rozwoju sinic, czemu towarzyszy wydzielanie się związków toksycznych. Fatalnie odbija się na Odrze jej uregulowanie, ujednolicenie koryta i usprawnienie spływu, co wyeliminowało m.in. nadrzeczną roślinność i zaburzyło bądź zniweczyło mechanizmy sprzyjające samooczyszczeniu. Do tego monitoring Odry jest wybiórczy, samorządy różnych szczebli nie dogadują się z administracją i rządem, przepływ informacji między nimi jest zwyczajnie beznadziejny, co sprzyja lekceważeniu m.in. pierwszych sygnałów ostrzegawczych.

Czytaj też: Katastrofa odrzańska obciąża pisowskie państw

Wyciągnijmy wnioski z katastrofy Odry

Podobnie usypiająco działa metoda prowadzonej akcji sprzątania martwych ryb. Ton nadają jej wędkarze, w tym ciężko pracujący ochotnicy i wolontariusze, którzy załamują ręce nad tym, co wyciągają z wody. Żałują „sztuk” i „okazów”, sumują, ile ton „ryby” poszło na zmarnowanie. Takie podejście sugeruje, że stan Odry był przedtem co najmniej zadowalający i w pewnym sensie docelowy, że wystarczy, by do niego wrócić, a będzie w miarę dobrze. Z listy Towarzystwa na rzecz Ziemi dowiadujemy się, że wcale nie było różowo. A ichtiolodzy dodają, że warunki panujące w Odrze były ułomne, w każdym razie bardzo dalekie od tych, jakie powinny być w dużej rzece nizinnej.

Ciekawe, czy i jakie wnioski Rzeczpospolita wyciągnie z obecnej katastrofy. Nie jest przypadkiem, że to Odra, a nie znacznie swobodniej płynąca Wisła, jest bohaterką tak gwałtownych zdarzeń jak powódź z 1997 r. czy aktualne kłopoty. Wśród specjalistów od dawna trwa spór, jak zarządzać rzekami – obecnie przewagę ma podejście zmierzające do powrotu do natury, zdejmowania barier, po prostu rozbierania tam czy jazów, powrotu do meandrującego koryta, dawaniu wodzie miejsca na rozlewanie się w dolinie.

Ogromną część odrzańskiej infrastruktury hydrotechnicznej, w tym tej sprzyjającej żegludze, zbudowali jeszcze Niemcy. Robiono to w czasach, gdy w środowisku było więcej wody, za wyzwanie uważano jej nadmiar. Dziś, w dobie zmieniającego się klimatu, ten mechanizm działa inaczej, woda znika podczas susz i szybko przybiera w czasie powodzi, po czym równie szybko odpływa siecią kanałów melioracyjnych, uregulowanymi rzekami, które dodatkowo fatalnie sobie radzą podczas upałów.

Czytaj też: W rzekach można brodzić po kolana. Wysychają błyskawicznie

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną