Kraj

Układ dojenia kasy. W aferze NCBiR za słupami stoją politycy Zjednoczonej Prawicy

Adam Bielan, Jarosław Kaczynski, Jacek Żalek. Zjazd Partii Republikańskiej, Warszawa, czerwiec 2021 r. Adam Bielan, Jarosław Kaczynski, Jacek Żalek. Zjazd Partii Republikańskiej, Warszawa, czerwiec 2021 r. Maciej Łuczniewski / Forum
Posłowie Michał Szczerba oraz Dariusz Joński z KO przekazali Marianowi Banasiowi, prezesowi NIK, dokumenty i nagrania od sygnalistów pokazujące, że politycy Zjednoczonej Prawicy stworzyli trwały układ gwarantujący im bezkarność i umożliwiający transfer publicznych pieniędzy z NCBiR do prywatnych kieszeni kolegów i towarzyszy partyjnych. Kontrolerzy NIK otrzymali wiedzę, której nikt w NCBiR by im nie dostarczył.

Jacek Żalek, wiceminister funduszy, oraz Adam Bielan, jego partyjny szef, byli najbardziej znaczącymi ogniwami tego układu. To od nich zależały nominacje osób, które decydowały o tym, kto otrzyma pieniądze przeznaczone na rozwój. Zanim Bielan zasłużył się partii Kaczyńskiego rozwaleniem partii Gowina, NCBiR nadzorowało Prawo i Sprawiedliwość.

Czytaj dalej: Wielka afera w NCBiR. Mamy wasze pieniądze. I co nam zrobicie?

Dowody na celową działalność Żalka i Bielana wydają się miażdżące, ale osób, dzięki którym układ ten mógł funkcjonować bezkarnie, jest dużo więcej. Stworzono bowiem cały mechanizm, który im tę bezkarność gwarantował. Teza, że pozwolenie najwyższych władz partyjnych na grabienie publicznych pieniędzy była nagrodą dla Adama Bielana za rozbicie partii Jarosława Gowina, wydaje się jak najbardziej uzasadniona. Kiedy bowiem już mleko się rozlało i roli Jacka Żalka oraz Adama Bielana nie sposób było zaprzeczyć, Żalka (po rozbiciu Porozumienia Gowina Żalek przeniósł się do Republikanów Bielana) z funkcji wiceministra funduszy i polityki unijnej nie odwołano. Ciągle pełni tę funkcję. Nie można, bo Zjednoczona Prawica straciłaby większość parlamentarną. Więc politycy koalicji rządzącej brną w kłamstwa, które od początku się sypią.

Konkurs NCBiR. Za słupami stoją politycy

Afera wybuchła na początku lutego, gdy wyszło na jaw, że zwycięzcami konkursu „Szybka ścieżka – innowacje cyfrowe”, ogłoszonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, dysponujące unijnymi funduszami na rozwój polskiej gospodarki cyfrowej, zostały dwie firmy bez żadnego dorobku, a nawet funduszy pozwalających na sfinansowanie wkładu własnego. I te właśnie firemki, z których jedna kwalifikuje się wręcz do zamknięcia, dostaną ponad 170 mln zł na realizację projektów mających unowocześnić cyfrowo naszą gospodarkę. Żadna nie spełniała kryteriów uprawniających do startowania w konkursie, a NCBiR nie chciało ujawnić, na czym polegać ma innowacyjność ich pomysłów. Pomysłów, na realizację których firma z Gdańska dostać miała aż 55 mln zł, a ta z Białegostoku jeszcze więcej, bo 123 mln zł.

Sprawa brzydko pachniała od początku, a im bardziej posłowie Szczerba i Joński zagłębiali się w temat, tym oszustwo nabierało większych rozmiarów, a tropy prowadzące do polityków stawały się wyraźniejsze. W konkursowej puli ostatecznie znalazło się ok. 820 mln zł, ale żadna z firm beneficjentów nie miała otrzymać więcej niż 10 mln zł. A tu tylko dwie zainkasować miały ponad 170 mln zł. Już samo to budziło niepokój, z każdym dniem okazywało się, że powodów do niepokoju jest więcej. Firma z Gdańska zarejestrowana jest pod adresem, w którym zarejestrowana była partia Adama Bielana. Związki Żalka z beneficjentem z Białegostoku okazywały się coraz bliższe i coraz starsze. Tymczasem Żalek, pochodzący z Białegostoku, „szedł w zaparte”: nie zna jej szefa, nigdy nie widział go na oczy.

Z dokumentów i zdjęć zgromadzonych przez Szczerbę i Jońskiego wynika jednak coś zupełnie innego. Nie tylko zna Piotra M., ale nawet zapraszał go do Sejmu w 2017 r., co dokumentuje zdjęcie z tej wizyty. Jest na nim Jacek Żalek, Piotr M., czyli szef firmy, która wygrała konkurs, Adam Bielan i jacyś biznesmeni z Kataru. Życiowe drogi Jacka Żalka oraz Piotra M., którego firma miała otrzymać z NCBiR 123 mln zł z funduszy unijnych, krzyżowały się od ok. 30 lat, a wśród sygnalistów dostarczających posłom kolejnych dowodów nie brak osób, które uznają ich wręcz za przyjaciół.

Czytaj także: Rząd hojnie dotuje. „Po pierwsze rodzina!”. Po drugie: znajomi, meble i dron

Bielan mija się z prawdą

Kiedy już wielu dowodom nie dało się zaprzeczyć, Adam Bielan (z początku udający, że nic o przekrętach nie wie) zmienił narrację. – Zapewniał, że 9 stycznia w NCBiR zrobiono audyt wewnętrzny – twierdzi Michał Szczerba. Informacja miała zapewne służyć przekonaniu opinii publicznej, że przekrętu szukano wewnątrz już wcześniej, co prawdą nie jest. Obaj posłowie już w lutym, po wybuchu afery, rozmawiali z ówczesnym szefem NCBiR Pawłem Kuchem, który zarzucał im, że się czepiają i działają na szkodę NCBiR. Teraz Kuch już nie pełni obowiązków szefa NCBiR i sam złożył doniesienie do prokuratury na panujące w centrum nieprawidłowości. Wygląda to jednak jak rozpaczliwa próba ratowania własnej skóry. Za wiele ewentualnych przekrętów pełniący obowiązki dyrektora odpowiada bowiem własnym podpisem, to on je żyrował.

Potwierdzają się opinie, że szef NCBiR musiał mieć jedną cechę, gwarantującą bezkarność układowi – musiał słuchać poleceń partyjnych szefów, bez dyskusji je wykonywać. Dlatego dyrektorami centrum nie były osoby, które wygrały konkurs na to stanowisko, ale te zaakceptowane przez partię nadzorującą NCBiR, która dostała je jako łup polityczny. Ostatnio nadzorowanie NCBiR Zjednoczona Prawica powierzyła partii Bielana, a osobiście odpowiadał za nie jako wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jacek Żalek. Mogli robić, co chcieli, Żalek też zagwarantował sobie, że pełniący obowiązki dyrektora musi być przez niego osobiście zaakceptowany, nawet jeśli wygra konkurs. Jeśli mu się nie spodoba, kto inny będzie p.o.

Tajemnicza Anna O.

Szczerba i Joński przekazali Marianowi Banasiowi ważny trop – obu beneficjentów konkursu „Szybka ścieżka – innowacje cyfrowe” łączy osoba Anny O., to jej firma – ich zdaniem – wypełniała oba wnioski konkursowe. Co jeszcze ciekawsze, na stronach internetowych firma chwali się 95-procentową skutecznością w pozyskiwaniu środków z... NCBiR. Była pewna swego.

Pewność Anny O. spowodowana była, jak wynika ze śledztwa posłów, faktem, że jej wspólniczką jest… żona prezesa najważniejszej z firm należących do… NCBiR. Firma ta dysponuje 700 mln zł. Macki układu widać wszędzie, NIK będzie miał co robić. O przekrętach w NCBiR wie już także OLAF, unijny urząd do walki z nadużyciami finansowymi.

Czytaj także: Machina PiS do wyprowadzania milionów. Kontrolerzy NIK całują klamkę

Po NIK-u przyjdzie OLAF

Afera zatacza coraz szersze kręgi. Grzegorz Puda, minister funduszy i polityki regionalnej, wstrzymał więc podpisanie wszystkich umów z beneficjentami konkursu „Szybka ścieżka – innowacje cyfrowe”. Michał Szczerba jest temu przeciwny, uważa, że poza dwoma największymi beneficjentami konkursu reszta powinna otrzymać pieniądze. – Trzeba je wydać i rozliczyć do końca tego roku – zauważa Szczerba. W przeciwnym razie pieniądze przepadną. Nie wolno do tego dopuścić, co nie znaczy, że pozostałym firmom nie należy się równie dokładnie przyjrzeć.

Kontrola NIK niejednokrotnie kończyła się doniesieniami do prokuratury, z których ta nie robiła żadnego użytku. Tym razem jednak chyba nie będzie mogła ich zlekceważyć, po NIK wejdzie bowiem OLAF, który ma prawo wiedzieć, co rządowa agenda robi z unijnymi pieniędzmi.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną