Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Andrzej Duda mężem stanu? Płonne nadzieje. „Lex Tusk” podpisane w interesie PiS

Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że podpisze pisowską ustawę nazywaną „lex Tusk”. Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że podpisze pisowską ustawę nazywaną „lex Tusk”. Krzysztof Sitkowski / Kancelaria Prezesa RM
Decyzja prezydenta bulwersuje tych, którzy liczyli, że tym razem i w tak ważnej ustrojowo sprawie zachowa się jak głowa demokratycznego państwa prawa, czyli odrzuci ustawę kpiącą z zasad tego państwa. Duda przypomniał, że sprawuje urząd dzięki głosom 10 mln obywateli. Nie wspomniał, co ma z jego decyzją teraz zrobić prawie 10 mln obywateli, którzy nie chcieli jego drugiej kadencji.

Prezydent Andrzej Duda w pisowskim tempie podpisał „lex Tusk” w interesie PiS. Decyzję opakował frazesami o jawności życia publicznego i potrzebie obiektywnego wyjaśnienia zagrożeń, jakie stawia przed Polską i wolnym światem agresja Putina na Ukrainę. Doktor prawa i nominalnie strażnik naszej konstytucji zignorował ostrzeżenia wielu prawników i Senatu RP dotyczące sprzecznej z nią i z zasadą trójpodziału władz ustawy o zbadaniu wpływów rosyjskich w Polsce.

Czego prezydent Andrzej Duda nie powiedział?

W pierwszych minutach swego krótkiego wystąpienia Andrzej Duda opowiedział o rozmowie z premierem Morawieckim, w której miał go przekonywać do zgłoszenia na forum Rady Europejskiej UE wniosku o powołanie komisji badającej wpływy i ingerencje rosyjskie na poziomie Unii Europejskiej. Powołał się na działające już we Francji i Niemczech komisje parlamentarne poświęcone tej sprawie. Przypomniał polską „komisję Rywina” jako pozytywny przykład wypełniania przez parlament obowiązku wobec obywateli. Nie wspomniał, że to była komisja śledcza, a nie sąd kapturowy, jakim może być komisja mająca powstać na mocy przyjętej teraz ustawy. Te przywołania brzmią dobrze w uszach elektoratu „zjednoczonej prawicy”, ale nie przekonają wyborców głosujących na partie demokratyczne.

W rzeczywistości podpis prezydenta pod tą ustawą dostarczy owego 101. powodu, dla którego elektorat prodemokratyczny powinien wyjść na ulice 4 czerwca i protestować przeciwko tej próbie eliminacji z życia publicznego Donalda Tuska i innych osób, które komisja może oskarżyć o służenie interesom Rosji i wykluczyć bez możliwości apelacji od kapturowego wyroku. Duda miał do zaproponowania takim osobom drogę sądową, dobrze wiedząc, że to droga przez mękę, ciągnąca się latami, a wybory mamy za pół roku. Spróbował też ubezpieczyć swą decyzję odesłaniem ustawy w „trybie następczym” do Trybunału Konstytucyjnego. Nie możemy mieć wątpliwości, jakie będzie w tej sprawie jego orzeczenie. Ustawa zacznie działać tak czy inaczej.

Decyzja prezydenta bulwersuje tych, którzy liczyli, że tym razem i w tak ważnej ustrojowo sprawie zachowa się jednak jak głowa demokratycznego państwa prawa, czyli odrzuci ustawę kpiącą z zasad tego państwa. Duda przypomniał, że sprawuje urząd dzięki głosom 10 mln obywateli. Nie wspomniał, co ma z jego decyzją teraz zrobić prawie 10 mln obywateli, którzy nie chcieli jego drugiej kadencji.

Chciałbym – mówił mediom Tusk po przyjęciu ustawy – aby „cała Polska zobaczyła, że nie ma zgody Polaków na likwidację polskiej demokracji, za którą całe pokolenia walczyły z taką determinacją”.

Czytaj też: Czeriezwyczajnyj Komitet Kaczyńskiego, czyli komisja ds. odwracania kota ogonem

Andrzej Duda mężem stanu? Płonne nadzieje

Jeśli ta nadzieja Tuska ma się nie okazać równie płonna jak nadzieja, że Duda okaże się mężem stanu, potrzebna jest mobilizacja niepisowskiej części społeczeństwa i wspólna akcja demokratycznej opozycji w Sejmie. Trzeba od rana do wieczora przypominać wyborcom, że tylko drogą wyborów można odwrócić fatalny bieg wydarzeń w państwie i polityce. Trzeba codziennie prostować kłamstwa i demaskować manipulacje w pracach komisji sejmowej badającej wpływy rosyjskie w Polsce. Prezydent wspomniał o sprawach Azotów i Lotosu jako przykładach do wyjaśnienia. A przecież obóz Kaczyńskiego miał osiem lat, by się tym zająć. Miał służby specjalne, siły i środki, by je prześwietlić i wyjaśnić ich kulisy. Tymczasem szpiegował przeciwników i gromadził materiały do ich politycznego obezwładnienia.

Komisja złożona z delegowanych przez obecną władzę posłów i ekspertów nie będzie wiarygodna ani dla elektoratu demokratycznego, ani na scenie europejskiej. Nie ma mowy o przejrzystości i obiektywizmie, a cóż dopiero o rzetelnej neutralności ciała parlamentarnego złożonego wyłącznie z przedstawicieli obozu rządzącego w toku kampanii wyborczej. Decyzja prezydenta, zamiast łagodzić, zaostrzy dramatycznie sytuację polityczną. Odpowiedzialność spada na prezydenta. To czarny dzień w politycznej historii Polski po 1989 r. Można było go uniknąć, gdyby prezydent założył weto przeciw ustawie. Zabrakło mu zmysłu państwowego i odwagi cywilnej.

Czytaj też: Tusk plus. Ruszył w Polskę, podbił stawkę, władza ma kłopot

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną