Kraj

Wyprowadzić pisowskiego lisa z sądowego kurnika. Sejm przyjął ustawę o KRS

Drugie czytanie rządowego projektu zbojkotowali posłowie PiS, którzy w 2017 r. uchwalili wybór sędziów do KRS przez polityków. Drugie czytanie rządowego projektu zbojkotowali posłowie PiS, którzy w 2017 r. uchwalili wybór sędziów do KRS przez polityków. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Dziś mamy już drugą kadencję pisowskiej neo-KRS, która zasłynęła swoim politycznym serwilizmem. Mamy błyskawiczne sędziowskie kariery z jej udziałem, mamy system korupcyjny, czyli poparcie kandydatury do KRS za awans, i „układ zamknięty” interesów i zależności, jakiego nie było w sądownictwie nawet za PRL. W piątek Sejm przyjął zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa.

„Powierzyć władzy politycznej kontrolę nad władzą sądowniczą, to jak lisa postawić na straży kurnika” – uzasadniał w środę w Sejmie konieczność uchwalenia zmian w sposobie wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur. To sędzia, który działając przez ostatnie lata na rzecz obrony niezależności sądownictwa, dorobił się szeregu spraw dyscyplinarnych i szykan zawodowych.

I w piątek Sejm zmiany przyjął. „Ta ustawa przywraca polskim obywatelom sądownictwo niezależne i bezstronne” - mówił z sejmowej mównicy poseł KO Michał Szczerba.

Czytaj też: Bodnar walczy, neosędziowie kontratakują

Ustawa o KRS. Konsultacje, wysłuchanie i krytyka

Drugie czytanie rządowego projektu zbojkotowali w środę posłowie PiS, którzy w 2017 r. uchwalili wybór sędziów do KRS przez polityków. W tej chwili mamy już drugą kadencję neo-KRS, która swoim politycznym serwilizmem sprowokowała m.in. usunięcie jej z Europejskiej Sieci Krajowych Rad Sądownictwa. Mamy też błyskawiczne sędziowskie kariery z jej udziałem: od sądów rejonowych przez prezesury w sądach apelacyjnych, po Sąd Najwyższy i NSA. Mamy system korupcyjny: poparcie kandydatury do KRS za awans – opisany w wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (m.in. Wałęsa przeciwko Polsce). I „układ zamknięty” interesów i zależności, jakiego nie było w sądownictwie nawet za PRL.

Przyjęty już projekt zmiany sposobu wyboru sędziów do KRS jest pierwszym krokiem do reformy sądownictwa w Polsce. Ma doprowadzić do wybrania zupełnie nowej Krajowej Rady Sądownictwa. W tym przypadku przymiotnik „nowa” miałby być znakiem politycznej niezależności, nie podległości. Projekt przeszedł społeczne konsultacje, a podczas prac w komisji sejmowej – wysłuchanie publiczne. Zebrał głosy krytyczne w sprawie poszczególnych rozwiązań, ale ogólnie wszyscy uczestnicy tych konsultacji: organizacje sędziowskie i innych zawodów prawniczych, organizacje obywatelskie zaangażowane przez ostatnie lata w obronę praworządności i naukowcy zgodzili się, że idzie w dobrą stronę. Przywraca konstytucyjną zasadę, że sędziów do KRS wybierają sędziowie.

Choć z drugiej strony to, że wybierają sędziowie, a nie obywatele w wyborach powszechnych, stało się ostatnio zarzutem, który wyrażał poseł Jarosław Sachajko z Kukiz ′15. Argumentował, że przecież konstytucja mówi, że władza należy do narodu. Równie dobrze można by jednak twierdzić, że naród powinien wybierać np. Radę Polityki Pieniężnej czy Radę Ministrów.

Projekt rozczarowuje organizacje sędziowskie takie jak Iustitia czy Themis, bo nie rozstrzyga statusu neosędziów. Jednak dzięki temu nie daje prezydentowi Andrzejowi Dudzie pretekstu do odmowy podpisania ustawy. Oczywiście może znaleźć każdy inny, ale wtedy w demonstracyjny sposób odrzuci wyciągniętą rękę rządu. A także stworzy zagrożenie dla wypłaty kolejnej transzy unijnych środków z KPO. Zobaczymy, czy zechce wziąć to na siebie.

Czytaj też: Jak odbetonować zagarnięte przez PiS instytucje prawa

Duda się nie podda?

Na członka KRS będzie mógł startować każdy sędzia, który zdobędzie (zależnie od szczebla sądownictwa, z którego kandyduje) podpisy poparcia od dziesięciu do 40 sędziów. Po jednym kandydacie mogą też zgłaszać adwokaci, radcowie i notariusze. Z kandydowania wyłączeni będą neosędziowie, chyba że dobrowolnie powrócą na miejsce służbowe zajmowane przed wadliwym awansem.

Głosować mają wszyscy sędziowie w Polsce – będą to więc w pewnym sensie wybory powszechne. Ma je przeprowadzić Państwowa Komisja Wyborcza. Udział PKW jest zresztą jednym z powodów krytyki: ustawową rolą PKW są wyłącznie wybory do władz politycznych i samorządowych, zdaniem niektórych nie ma żadnego powodu, by zmieniać charakter tego organu. Poza tym obecna PKW skomponowana jest według zmienionej przez PiS, upolitycznionej ustawy, gdzie większość członków wyznaczają politycy.

Tak czy owak – to PKW miałaby m.in. przeprowadzić publiczne wysłuchanie kandydatów do KRS transmitowane w internecie.

Kolejna krytyka dotyczy braku możliwości zgłaszania kandydatów na sędziowskich członków KRS przez obywateli. Jednak skoro mamy przywrócić konstytucyjną zasadę, że sędziów do KRS wybierają sędziowie, to dla czystości procesu lepiej, żeby też sami ich zgłaszali. I tu pojawia się przeciwny nurt zarzutów: że dopuszczono do zgłaszania kandydatów przez samorząd adwokacki, notarialny i radcowski.

Nowelizacja przewiduje „uspołecznienie” KRS przez powołanie przy niej rady, która przedstawia m.in. opinie w sprawach kandydatów do nominacji sędziowskich.

Prace w parlamencie powinny skończyć się za ok. półtora miesiąca. Byłaby to pierwsza ustawa „naprawcza” oczekiwana przez Komisję Europejską. Jeśli prezydent odmówi podpisu lub pośle ją do Trybunału nie-Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, to do czasu wyboru nowej głowy państwa trzeba będzie radzić sobie metodą łatania dziur: tam, gdzie to uzasadnione, wdrożyć postępowania dyscyplinarne wobec sędziowskich członków neo-KRS (w razie pozbawienia ich statusu sędziego wygaśnie też ich tytuł do zasiadania w Radzie). A także blokować rozpatrywanie zgłoszeń na konkursy sędziowskie, zrywając prace neo-KRS przez wycofanie się z nich parlamentarnych członków Rady.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną