Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Sprawa Szmydta? PiS nie wie, nie zna, nie było go w domu

Zbigniew Ziobro Zbigniew Ziobro mat. pr.
Dobrym przykładem selektywnej niewiedzy ludzi PiS i Suwerennej Polski jest sprawa Tomasza Szmydta. A już wybiórcza pamięć Zbigniewa Ziobry jest zdumiewająca.

Mam zamiar zademonstrować, jak epistemologia łączy się z polityką. Filozofowie od zawsze spierają się o to, czym jest wiedza i czy można ją osiągnąć. Starożytni odróżniali opinię, czyli to, co zmienne i niepewne, od wiedzy (zwanej po grecku episteme – stąd nazwa „epistemologia”, jeden z podstawowych działów filozofii), czyli tego, co pewne i co zapewnia mądrość.

Heraklit z Efezu powiadał: „Nie wystarczy dużo wiedzieć, ażeby być mądrym”, ale Arystoteles sądził przeciwnie i twierdził, że wiedza tworzy mądrość. Sceptycy przekonywali, że osiągnięcie wiedzy jest niemożliwe, ponieważ jeśli ktoś powiada „wiem, że A”, to od razu można znaleźć mnóstwo powodów dla akceptacji zdania „wiem, że nie-A”.

Co świadek wie o danej sprawie

Wszelako przeważający pogląd ceni wiedzę. Znane porzekadło głosi, że wiedza to potęga – jest nawet gra pod tym tytułem. Leszek Kołakowski powiadał, że niewiedza jest grzechem, a tłumaczenie się niewiedzą jest dodawaniem nowego grzechu do starych.

Prawo ma zasadę „ignorantia iuris nocet” (nieznajomość prawa szkodzi), co znaczy, że nie można usprawiedliwiać naruszenia prawa tym, że nie znało się odpowiednich przepisów. Świadek jest często pytany, co wie o danej sprawie, ale nigdy o to, czego nie wie. Sokrates wypowiedział na pozór zaskakujące słowa „wiem, że nic nie wiem”. Wedle powszechnej interpretacji nie była to pochwała niewiedzy, ale napomnienie interlokutora w dialogu, aby nie udawał, że wie, gdy nie wie.

Sam Sokrates uważał, że uświadomienie sobie własnej niewiedzy w danej sytuacji jest warunkiem uzyskania wiedzy. Znana jest niezliczona ilość powiedzeń na temat wiedzy i niewiedzy, np. „Jesteśmy tylko tym, co wiemy” (David Mitchell), „Niewiedza nigdy nie przekracza granic” (parafraza Leca; w oryginale zamiast „niewiedzy” jest „głupota”).

Powyższe uwagi demonstrują, że wiedza jest niezwykle ceniona i poważana. Wspomniany Lec zauważył: „Triumf wiedzy o człowieku – akta tajnej policji”. Teraz już jest jasne, dlaczego oprogramowanie Pegasus wzbudziło tak wielkie zainteresowanie (a potem niemałe zastosowanie) w dobrozmiennych służbach specjalnych.

Skoro była mowa o zasadzie, że nieznajomość prawa szkodzi, to trzeba odnotować pewien wyjątek. Dotyczy to nieznajomości p. Dudy zasad ułaskawiania i tego, że osoba skazana prawomocnym wyrokiem automatycznie traci mandat poselski – ogólnie można, a nawet trzeba przyjąć, że nieznajomość prawa przez prezydenta RP mu nie szkodzi (chociaż innym tak).

Czytaj też: Pegasus pospolity?

PiS nie wie, więc się nie wypowie

Bywa jednak, że i niewiedza jest rekomendowana. Niedawno „Polityka” opublikowała artykuł dwóch holenderskich psycholożek, Linh Vu i Margarity Leib, dokumentujący, że świadoma ignorancja ułatwia życie, a dokładniej: pozwala sądzić o samym (samej) sobie w sposób pozytywny i często unikać odpowiedzialności.

Sądzę, że podobna postawa, którą można określić jako kontrolowaną niewiedzę (lub ignorancję, jeśli ktoś woli), jest charakterystyczna dla polityków (w szerokim znaczeniu), w szczególności z obozu pisiąt, którzy okazują się ignorantami w sprawkach byłego wójta Pcimia.

Pan (Piotr) Kaleta z PiS nie wie o „dokonaniach” p. Obajtka w sprawie sprzedaży Lotosu, ale znakomicie się orientuje, ile pieniędzy Orlen wpłacił do budżetu. Pan Dworczyk, były kierownik Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wprawdzie już nie współrządzi państwem przy pomocy osobistej skrzynki mailowej, ale nadal jest nadworczykiem na dworze p. Morawieckiego i z pełnym oddaniem realizuje dobrozmienne interesy. Zapytany o aferę p. Obajtka, odparował, że oczywiście powinna być wyjaśniona, ale on na razie nie ma stosownej wiedzy, aby wypowiadać się w „temacie”, ponieważ dotychczas wszystko jest wynikiem medialnego szumu.

Dzielnie sekundowała mu p. Paprocka z kancelarii „Bezpartyjnego Prezydenta Wszystkich Polaków”, która wywodziła, że zadaniem pana prezydenta i jego doradców nie jest wypowiadanie się o śledztwie prowadzonym przez prokuraturę. Ciekawe, bo p. Duda (i jego doradcy) nader ochoczo wypowiada się na temat niewinności p. Kamińskiego i p. Wąsika mimo prawomocnego wyroku skazującego obu „męczenników” za przestępstwo pospolite.

Pani Paprocka i p. Dworczyk (podobnie jak p. Kaleta) porzucili stan ignorancji i dość obszernie uzasadniali potrzebę budowy CPK. Przypominam, że – wedle mojej hipotezy – docelowo ma on nosić miano Braci Kaczyńskich, ale nie wykluczam, że niektórzy myślą o Międzynarodowym Lotnisku w Baranowie im. Prezydenta Andrzeja Dudy.

Dobrozmienna kontrolowana niewiedza jest również wysoce selektywna. Skoro już pojawiła się postać korespondenta Leśnego Ruchadła, to podam przykład rzeczywistej, a nie tylko udawanej ignorancji, tym razem logicznej. Pan Mastalerek, zwany wiceprezydentem, uzasadniał prezydenckie kompetencje (prerogatywy?) do prowadzenia polityki zagranicznej w oparciu o art. 133 konstytucji, stanowiący, że w tym zakresie prezydent współdziała z rządem. Zwrócono mu uwagę, że art. 136 powiada, że politykę zagraniczną prowadzi rząd. „Wiceprezydent” odparł, że tam mowa o polityce zagranicznej i wewnętrznej, z czego nie wynika, że prezydent nie ma nic do powiedzenia w tej pierwszej. Wszelako z A i B logicznie wynika A, o czym p. Mastalerek nie wie. Takie czasy.

Czytaj też: Jak to tak naprawdę było z kolacją Mastalerka u Trumpa

Wybiórcza pamięć Ziobry

W „Ojcu chrzestnym” Maria Puzo czytamy: „Nigdy nie pozwalaj nikomu spoza rodziny wiedzieć, co myślisz”. Nasuwa się taka parafraza (chyba rekomendowana przez p. Kaczyńskiego): „Nigdy nie pozwalaj nikomu spoza rodziny wiedzieć, co wiesz, a czego nie wiesz”.

Dobrym przykładem funkcjonowania dobrozmiennej kombinacji kontrolowanej i selektywnej niewiedzy jest sprawa p. Szmydta. Okazuje się, że była nieznana tuzom tzw. dobrej zmiany. Bojem Silny (tj. Jarosław Polskę Zbaw) oświadczył: „On [tj. Szmydt] później był gdzie indziej wpuszczany i wiadomo, po której stronie walczył. Poza tym jasnowidzenie nie jest dane Ziobrze ani mnie, chociaż ja z tym nie miałem nic wspólnego”. Po prawdzie to sam przychodził i nie tyle walczył, ile opowiadał o aferze hejterskiej.

Pan Szmydt współpracował z p. Piebiakiem, kompanem p. Ziobry, działającym w imieniu p. Kaczyńskiego. Trudno przypuścić, aby owa afera była nieznana byłemu ministrowi sprawiedliwości, który stwierdził: „Nie miałem z sędzią Tomaszem Szmydtem żadnego kontaktu i nigdy go nie spotkałem. W Ministerstwie Sprawiedliwości pojawił się w ramach otwartego konkursu w zespole komisji weryfikacyjnej w ramach delegacji z WSA”.

I dodał: „Premier Donald Tusk, zamiast codziennie kłamać, niech wyjaśni, dlaczego jego służby specjalne pozwoliły uciec sędziemu Szmydtowi. Celowo czy dlatego, że zostały sparaliżowane po przejęciu władzy przez PO i teraz prześladują polityków opozycji, a nie pilnują bezpieczeństwa Polski? A może dlatego, że to kastowa KRS trzy razy rekomendowała Szmydta do awansu, to Kwaśniewski i Komorowski wręczali mu awanse i gratulowali coraz wyższych funkcji. (...) To stowarzyszenie Themis, które wściekle mnie atakowało, miało go w swoich szeregach. (...) Potem został pupilkiem antyrządowych mediów, gdzie opowiadał o aferze hejterskiej, którą sam z żoną wywołał”.

Zaczynając od końca: rzeczona afera został wywołana przez p. Piebiaka, zastępcę p. Ziobry, p. Szmydt należał do Themis do 2017 r. i zrezygnował, gdy zaangażował się po stronie tzw. dobrej zmiany (i może nie tylko), „gratulacje” otrzymywał także od prezydenta Kaczyńskiego (kolejny przykład selektywnej ignorancji), w 2018 został dyrektorem departamentu prawnego w biurze KRS (stało się to już po reformie KRS dokonanej przez PiS), a służby zajęły się nim dopiero po jego ucieczce na Białoruś. Kontrolowana selektywność pamięci p. Ziobry jest zdumiewająca.

Pisięta zachowują się tak, jakby były gdzie indziej, najwyraźniej po to, aby kontrolować własną niewiedzę. Sugerują przy tym, że ich oponenci też pozostają w stanie ignorancji. Temu służą np. miny p. Dudy i „wiceprezydenta” Mastalerka, wyrazy politowania malujące się na twarzy p. Karczewskiego czy niepohamowana mobilność werbalna p. Kalety. Nad wszystkim czuwa komando rezydujące przy ul. Nowogrodzkiej, przygotowujące przekaz dnia dla dobrozmiennych aktywistów. Parafrazując Leca, można powiedzieć, że pisowskie konspekty bełkotu udają opis rzeczywistości, a negatyw niewiedzy nie jest wiedzą.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną