Czy czeka nas prezydent jeszcze gorszy? Nawrocki już przeciąga linę, to czerwony alarm
Tak jak jego poprzednik Karol Nawrocki złożył przed Zgromadzeniem Narodowym przysięgę na konstytucję, którą będzie łamał jak Duda, lecz na swój sposób. Dla demokratycznego państwa prawa opisanego w konstytucji i dla koalicji demokratycznej to żółty, jeśli nie czerwony alarm. Po przysiędze Nawrocki wygłosił buńczuczne, konfrontacyjne przemówienie, co zaraz po nim skomentował premier Donald Tusk: w Polsce rządzi rząd, a nie prezydent.
Alternatywny rząd w Pałacu
Tusk wie jednak dobrze, że Nawrocki już tworzy w Pałacu alternatywny rząd. Jego wystąpienie było de facto mową programową szefa rządu. Ponieważ dwóch premierów być nie może, już od zaprzysiężenia zaczęło się przeciąganie liny. Nawrocki zapowiedział, że jeszcze w sierpniu zaprosi premiera i rząd na rozmowę z nim w ramach Rady Gabinetowej. Zapewne marzy mu się, by zamienić je w przesłuchanie w stylu Trumpa.
Tematy migracji, wejścia do strefy euro, CPK, mieszkalnictwa, bezpieczeństwa narodowego, wymiaru sprawiedliwości nie leżą przecież odłogiem. Nad wszystkimi pracuje rząd Tuska, a pracę próbują blokować, hamować i umniejszać PiS i skrajna prawica.
W tym duchu i z fatalnymi skutkami dla państwa, prawa i demokracji konstytucyjnej działał przez dziesięć lat prezydent Duda. Na pożegnanie z urzędem nie wahał się po orwellowsku, zgodnie z maksymą swego politycznego mocodawcy, Kaczyńskiego, wychwalać swej prezydentury, a rządy demokratów oskarżać o łamanie prawa i konstytucji.
Czytaj też: Prezydent nie wszystkich Polaków. Nawrocki pozuje na mocarza, grozi nam paraliż państwa
Pisowskie państwo w państwie
Ten konfrontacyjny ton podjął Nawrocki. Szydził z polityków niespełniających obietnic – ile z nich spełniły rządy pisowskiej prawicy? – czyli z Koalicji Obywatelskiej, puszczał oko do innych ugrupowań politycznych w koalicji i na skrajnej prawicy. Duda na do widzenia próbował przedstawiać swój destrukcyjny udział w niszczeniu konstytucyjnego porządku ustrojowego jako współtworzenie państwa „nowego formatu”. W istocie budowano pisowskie państwo w państwie, a Andrzej Duda zgodził się firmować ten projekt, wiedząc, że razem z Kaczyńskim budują go na gruzach ustroju opisanego w konstytucji. A to podpada pod Trybunał Stanu.
Nawrocki zapowiada kontynuację tego projektu. Już wspomniał, że do końca jego kadencji będzie gotowy projekt nowej konstytucji przygotowany przez ludzi z jego otoczenia, nacjonalistów i suwerenistów. Być może marzy mu się jakaś nowa konstytucja kwietniowa, koncentrująca władzę w rękach prezydenta i ograniczająca prawa i swobody obywatelskie.
Nawrocki – jak Duda – nie mówił do narodu, tylko do swoich w PiS, IPN, gniazdach oporu, w których się okopali, do narodowo-katolickiego elektoratu. Obiecywał, że będzie prezydentem narodu – nie wiemy, jak definiuje naród – i działał ponad podziałami. Kto może brać te deklaracje poważnie, niech bierze. Każdemu debiutującemu funkcjonariuszowi publicznemu z mandatem wyborczym przysługuje na wejściu pewien kredyt zaufania. Dotychczasowa działalność Karola Nawrockiego, jego przekaz podczas kampanii wyborczej i ludzie, jakimi się otoczył, każą koalicji demokratycznej udzielić mu tego kredytu nadzwyczaj oszczędnie.