Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Czy Mateusz Morawiecki opuści PiS? Nie musi. Wystarczy cierpliwie czekać na potknięcie „maślarzy”

Mateusz Morawiecki Mateusz Morawiecki Filip Radwański / Forum
Jako były prezes banku Mateusz Morawiecki z pewnością wie, że po bessie przychodzi hossa, a najważniejsza w inwestowaniu jest zimna krew. W walkach frakcyjnych w PiS ta strategia też może się sprawdzić.

Mateusz Morawiecki nie ma we własnej partii łatwego życia. Stanowisko wiceprezesa i byłego premiera nie znaczy wiele, gdy jest pod regularnym ostrzałem kolegów po partyjnej kądzieli, czyli innych wiceprezesów: Patryka Jakiego, Tobiasza Bocheńskiego, Przemysława Czarnka. Morawiecki gra w ryzykowną grę, bo o ile zdanie kolegów nie przesądza o jego karierze, o tyle pogorszyła się jego relacja z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Nazywany przez niego „patriotą o nadzwyczajnych zdolnościach”, zignorował grudniowe wezwanie na Nowogrodzką. Ale ma w talii kilka asów.

„Maślarze” w ofensywie

Prawu i Sprawiedliwości nie służy demokracja i debata. Dopóki w swoich złotych czasach partia znajdowała się w żelaznej garści prezesa, wszelkie publiczne dyskusje były pod kontrolą. Ostatnie tygodnie wskazują jednak, że klasycznej metodzie „dziel i rządź” może kończyć się okres ważności.

Spory między „harcerzami” Morawieckiego i antagonistycznymi „maślarzami” trendują w mediach społecznościowych, a wymiana między ziobrystą Sebastianem Kaletą a weteranem Ryszardem Terleckim rozgrzała nie tylko internetową publiczność. Interweniować musiał sam Kaczyński, który napisał na X, że posłowie PiS mają prawo i obowiązek zachować milczenie.

Cały ten publiczny spektakl spycha do defensywy byłego premiera. „Maślarze” to rozpoznawalne i ważne w partii postaci – Jacek Sasin, Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki, ziobryści.

Reklama