Obóz władzy koncertowo położył sprawę TK kosztem czwórki sędziów. Dlaczego sobie to robi?
Wyrok wydany właśnie przez Bogdana Święczkowskiego i jego kolegów z tzw. Trybunału Konstytucyjnego mógł być jeden i taki był: prezydent nie musi przyjmować ślubowania od sędziego TK, ale sędzia musi je złożyć w obecności głowy państwa. Jednak to tylko kropka nad i, formalna podkładka dla Święczkowskiego dla działań, które już podjął, bo i tak nie dopuszcza czwórki sędziów do pracy w Trybunale.
To także pretekst dla prezydenta Nawrockiego, aby ostatecznie nie przyjąć ślubowania od sędziów, skoro ma „uzasadnione wątpliwości” co do legalności ich wyboru, a poza tym już raz ślubowali.
Ewa Siedlecka: Bez trybu i Trybunału
Prowizorka obozu władzy
Cała operacja obozu rządzącego z wyborem sędziów do TK – po wielomiesięcznej zwłoce, kiedy Trybunał traktowano jak instytucję upadłą i bez znaczenia – była nieprzemyślana i nieprzygotowana. Przewidywaliśmy już wiele tygodni temu, jak to się może skończyć, trochę dziwiąc się, że sędziowie z dorobkiem i prestiżem – przy całym zrozumieniu ich szlachetnych intencji – dali się politykom namówić na taką akcję.
Przed podjęciem decyzji należało przeanalizować krok po kroku nie tylko własne działania, ale przede wszystkim możliwe zagrywki Nawrockiego i Święczkowskiego, aby nie dać się zaskoczyć. Widać, że tego nie zrobiono, albo też analizy ludzi z rządu, czyli zapewne głównie z resortu sprawiedliwości, okazały się chybione.