Żurek ma pod górę
Żurek, kandydat do „odstrzału”. Zadanie miał jasne. Tylko niewykonalne. Broni jeszcze nie składa
Ucieczka Zbigniewa Ziobry do USA przypomniała sprawę rozliczeń z dawną władzą i nakierowała reflektory na Waldemara Żurka. Minister sprawiedliwości wraz z szefem MSZ zostali zobowiązani przez premiera Tuska do wyjaśnienia Amerykanom, że chodzi tu o sprawę kryminalną, nie polityczną. Ziobro w Stanach sprawił kłopot nie tylko partii Kaczyńskiego, ale też stronie rządowej, do tego stopnia, że powróciła formuła „Tusk się wściekł”.
Kontakty z administracją Trumpa miały sugerować, że Ziobro nie dostanie prawa wjazdu do USA, więc w obozie władzy nastąpiła duża konfuzja i poirytowanie, zwłaszcza że szanse na ekstradycję byłego ministra są znikome. Żurek wspomina o możliwości odebrania Ziobrze paszportu genewskiego, ale może to nie mieć żadnego znaczenia wobec odgórnej decyzji Trumpa.
A do tego pozostaje niewyjaśniona sprawa drugiego zbiega, Marcina Romanowskiego, którego miejsce pobytu pozostaje nieustalone, co poza wszystkim średnio świadczy o polskich służbach. Sam Żurek w rozmowie z Polsatem przyznał, że spotkanie z premierem się odbyło, że „ma być kolejne, wiem, że mogę być zderzakiem, ale plany mam na lata”.
Opinia się tworzy
Nie wiadomo jeszcze, jakie plany wobec ministra ma premier Tusk, który powołał Żurka na urzędy ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego zaraz po tym, jak Karol Nawrocki wygrał wybory prezydenckie i stało się oczywiste, że nie uda się przywracać praworządności za pomocą ustaw. Zadanie miał jasne: naprawić wymiar sprawiedliwości i przywrócić praworządność metodami pozaustawowymi. A do tego rozliczyć karnie poprzednią ekipę rządzącą. Tylko że to niemożliwe. Przynajmniej bez łamania w oczywisty sposób reguł praworządności.
Dlatego tak ważna była narracja, która notabene w dzisiejszych czasach jest dla opinii publicznej często ważniejsza od prawa i od faktów.