Spotkanie stowarzyszenia Rozwój Plus odbywało się na dwóch placykach i łączącej je uliczce stołecznego kompleksu Mała Warszawa. Przemowy i rozmowy toczyły się na scenach oraz przy grillu pod gołym niebem, w ponad 30-stopniowym upale, oraz w salach przy akompaniamencie rozpaczliwie pracujących wiatraków i klimatyzacji. Niesprzyjające warunki w najmniejszym stopniu nie przeszkodziły w osiągnięciu celu – integracji wielobarwnego towarzystwa pod egidą Mateusza Morawieckiego.
Tłoczny grill. Frekwencja dopisała
– Kiedy ostatnio jadł pan gęsinę? – takie pytanie witało wkraczających uczestników. Stoisko Fundacji Hodowców Polskiej Białej Gęsi królowało w strefie grillowej, gdzie na samym wstępie częstowano gości obiecanymi kiełbasami – zwykłą i białą – oraz karkówką, a także dodatkami i napojami. Po posiłku można było pograć w ping-ponga, a obecne na imprezie dzieci zająć przygotowanymi atrakcjami – zamkiem dmuchanym, stoiskiem z kolorowankami, rzutkami. W drodze do scen organizatorzy oferowali wodę i banany.
Do pierwszej sceny prowadziła alejka sponsorów, w której prezentowały się głównie stowarzyszenie Rozwój Plus, a także Wydawnictwo Prześwity, Medicover i Stołeczna Operacja Referendalna. Ta ostatnia organizacja rozpoczęła w czwartek zbieranie podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Warszawy. W tłumie pojawiali się jej inicjatorzy, ale również przedstawiciele krakowskiej sekcji, w koszulkach „Referendum KRK”.
Obserwując grilla Mateusza Morawieckiego z poziomu portali społecznościowych, można było odnieść wrażenie, że to marketingowe malowanie trawy na zielono. Jednak rzeczywistość niewiele odbiegała od internetowych obrazków. Frekwencja dopisała, a momentami było wręcz tłoczno. Żywy tłum zbierał się w piknikowej atmosferze wokół ciekawszych paneli, ale przede wszystkim na ulicach Małej Warszawy roiło się od rozmawiających grupek.
Morawiecki: Odyseusz płynął w nieznane
Mateusz Morawiecki przemawiał dwukrotnie. Otwierając imprezę, mówił o dumie, że udało się zorganizować tego typu wydarzenie. Wielokrotnie wspominał o „ambicji”, o demografii jako planie na przyszłość, a także odwadze postaci i ruchów historycznych.
Danie główne podano po godz. 16. Tuż po rozmowie byłego ministra cyfryzacji Janusza Cieszyńskiego z szachistą Garriem Kasparowem na scenę wkroczył lider Rozwoju Plus. Wkraczanie trwało dłuższą chwilę, bo podkład z „Piratów z Karaibów” puszczano dwukrotnie. Morawiecki witał się ze zgromadzonym tłumem w rytmie okrzyków, jakby znów był premierem. Przywitał zebranych harcerskim „czuwaj”, a następnie zarządził minutę ciszy dla powstańców, chociaż rocznica wybuchu powstania warszawskiego przypada dopiero w sobotę. Odwołań do historii i bohaterstwa było znacznie więcej.
Były premier opowiedział o celach ruchu, łącząc menadżerską manierę z filozoficznym stawianiem pytań o cel, wartości i genezę ugrupowania. Tłumaczył, że Polska znajduje się na rozdrożu. – Dziś możemy się stoczyć w dół albo wspiąć się w statusie, prestiżu i sile – mówił ze sceny. Rozdrożem ma być zarówno sytuacja na świecie, jak i w kraju. Morawiecki gorzko wspomniał 2023 r., gdy PiS wygrało wybory, ale zabrakło mu zdolności koalicyjnych. Kilkukrotnie wspominał o racji stanu, którą – jak zapewniał – definiował jako budowanie mostów i szukanie porozumienia. Tę misję ma pełnić Rozwój Plus.
Receptą ma być zebranie licznych środowisk – baniek – które łączyć będzie współczesny patriotyzm i wspólna tożsamość. Patriotyzm w rozumieniu byłego premiera to praca na Polskę i dla Polski („podbijasz zagraniczne rynki, prowadzisz think tank, jesteś naukowcem”), a wspólnota to bliżej nieokreślony konsensus dotyczący wspólnego postrzegania Polski. Wszystko oczywiście w głębokim poszanowaniu dla martyrologii i gloryfikacji Polski jako mesjasza narodów.
Lider nowego ruchu politycznego nakreślił cele średnio- i długoterminowe. Tymi pierwszymi miałaby być debata różnych środowisk, która pozwoli wypracować wspólne odpowiedzi na palące problemy. Długoterminowymi – realne dogonienie dwudziestu najbogatszych gospodarek pod względem PKB, siły nabywczej i majątku.
Wielokrotnie podkreślał, że „mieliśmy” dobre diagnozy i ekspertyzy, ale misja naprawy Polski została przerwana przez „tuskizm”. podział świata na osi USA–Chiny oraz nawiązanie do wydarzeń z hiszpańskiej Ceuty – to elementy diagnozy, którymi podzielił się z publicznością.
Główne tezy wystąpienia premiera to krytyka Donalda Tuska, obrona własnych osiągnięć, zakreślenie przyszłości jako wspólnej pracy dla środowisk „okołocentrowych” (i z prawa, i z lewa) oraz porównanie do filmowej „Odysei” Nolana. – Odyseusz nie cumował na redzie, gdzie był bezpieczny. Podjął się wyprawy w nieznane, ku temu, co najważniejsze – filozofował Mateusz Morawiecki, po chwili dodając wprost, że planuje „wywrócić stolik i spojrzeć w przyszłość”.
Integracja się udała
Było to widać po tłumie, który trudno jednoznacznie opisać. Z rozmów wynikało, że tłoczące się grupki reprezentowały zarówno środowiska lewicowe i konfederackie, jak i pisowsko–samorządowe. Średnia wieku odbiegała od tej znanej z konwencji Prawa i Sprawiedliwości, a bliższa była pokoleniu czterdziesto- i pięćdziesięciolatków, które reprezentują posłowie Morawieckiego.
Uczestnicy zachowywali się jak starzy i nowi znajomi. Widać było, że zebrani się znają, a jeśli nie, to się kojarzą i chętnie nawiązują znajomość.
Panel nazwany lewicowym – Paulina Matysiak, Jan Zygmuntowski-Oleszczuk, Rafał Woś, Marcin Giełzak – odniósł zamierzony sukces. Pod sceną wiele osób manifestowało swoją sympatię do gwiazd lewicowego internetu. Oprócz panelistów w tłumie brylowali Jakub Dymek i Piotr Szumlewicz. Z drugiej strony w rolę misia z Krupówek wcielił się były marszałek Ryszard Terlecki, którego mobilność ograniczali chętni do wspólnego zdjęcia. Skromny, ale warty odnotowania występ w pierwszym panelu zaliczył Robert Winnicki, były lider Ruchu Narodowego.
Mateuszowi Morawieckiemu nie tylko udało się zebrać eklektyczne towarzystwo, ale również sumiennie puszczał do każdego oczko. Do środowisk konfederackich – gdy wspominał o migrantach z Ceuty, G20 i pedagogice wstydu; do sympatyków Razem – gdy podkreślał wagę demografii, łączenia pokoleń, uwzględniania relacji pracowników i wszelkich wyzwań, które walą do drzwi ojczyzny. Były premier nie zapomniał o macierzy, bo sięgał po pisowskie serca, wspominając błogi okres rządów Zjednoczonej Prawicy, karcąc „tuskizm” i „ściemę” władzy oraz zapraszając na obchody trzecich urodzin władzy 15 października.
Najciekawszym fragmentem przemówienia Mateusza Morawieckiego była próba zredefiniowania pojęcia patriotyzmu. Według niego to parasol, pod którym wszystkie wymienione środowiska mają się zmieścić i dogadać, bo stawką jest przyszłość Polski. Współczesny patriotyzm jest na tyle szeroki, że na równi doceni młody prekariat, niedocenionych naukowców, jak i wielki biznes i zwolenników absolutnego liberalizmu.
Jeszcze jedno wydarzenie rodzi pytanie o przyszłość Morawieckiego. Finałowa debata, podsumowująca wydarzenie, to rozmowa Morawieckiego z gen. Rajmundem Andrzejczakiem, Janem Rokitą i Sławomirem Dębskim – dziwnym trafem wszyscy trzej to etatowi komentatorzy Kanału Zero. Portal w swojej historii przećwiczył łączenie środowisk umiarkowanego PiS z miłośnikami Konfederacji, Partii Razem oraz internetowych politycznych celebrytów. Warto zwrócić uwagę na tę coraz wyraźniej kształtującą się koalicję.